Co się dzieje z zatrzymanymi na Białorusi Polakami? "Władze szykują im proces polityczny"

Białoruskie władze uderzają w Związek Polaków na Białorusi i zatrzymują jego członków. Dlaczego? - Po tym, jak ustały protesty, przechodzi się do represji wobec najważniejszych środowisk niezależnych, a mniejszość polska należy do lepiej zorganizowanych takich środowisk - wyjaśniał w TOK FM Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".
Zobacz wideo

W czwartek na Białorusi obchodzony był Dzień Wolności. Nie jest to święto uznawane przez wszystkich. Jak mówił na naszej antenie Michał Potocki, świętują go głównie środowiska antyłukaszenkowskie, prozachodnie i opozycyjne. - Upamiętnia on dzień 25 marca 1918 roku, kiedy działacze niepodległościowi na takim obszarze chaosu i wygasającej pierwszej wojny światowej powołali Białoruską Republikę Ludową. Była to pierwsza próba stworzenia niepodległego państwa białoruskiego. Próba, która się oczywiście nie powiodła, ale jest bardzo ważna z punktu widzenia białoruskiej tożsamości narodowej - opowiadał dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej".

A może posłuchasz? Ten podcast, podobnie jak wszystkie inne w TOK FM, czekają - wystarczy 1 zł

Białoruś. Co się dzieje z zatrzymanymi Polakami?

Tym razem, jak dodał, nie było z tej okazji żadnych wielkich marszy, bo białoruskie władze na szeroką skalę próbowały społeczeństwo zastraszyć. - Były za to liczne zatrzymania ludzi, którzy wyszli na ulice bądź mogli wyjść na ulice - powiedział. MSW w Mińsku poinformowało w sumie o ponad 200 zatrzymaniach. Część z tych osób to Polacy. Zatrzymany został m.in. Andrzej Poczobut. - Władze białoruskie wybrały sobie 25 marca, żeby uderzyć w działaczy Związku Polaków na Białorusi. Wczoraj ogłoszono też wszczęcie sprawy karnej wobec szefowej Związku Andżeliki Borys i części innych działaczy, którym grożą wyroki łagrów - powiedział Michał Potocki.

Dopytywany, co się z tymi zatrzymanymi dzieje odparł, że "ich zatrzymania od razu przechodzą w areszt". - Przypomnijmy, że Andżelika Borys w środę dostała 15 dni aresztu za zorganizowanie jarmarku na tradycyjne święto Kaziuki i ten areszt płynnie przeszedł w areszt związany ze sprawą karną - wyjaśniał gość TOK FM. - Poczobut został przewieziony do Mińska, co świadczy o tym, że sprawa jest poważna - dodał.

Nadmienił, że wczoraj zatrzymano też szereg innych osób, np. Irenę Biernacką, która jest szefową oddziału Związku Polaków na Białorusi w Lidzie. - Prawdopodobnie to się wszystko nie skończy na kilku dniach aresztu. Władze szykują proces polityczny, który może się skończyć wieloletnimi wyrokami - przewidywał dziennikarz.

Potocki przyznał, że nie chce być "złym prorokiem" i ma jeszcze nadzieję, że zmieni coś szybka reakcja społeczności międzynarodowej. W sprawie wypowiedział się bowiem amerykański Departament Stanu, który wzywa do uwolnienia Andżeliki Borys oraz szef unijnej dyplomacji Josep Borrell. Sędzia, który skazał Borys dostał sankcję i zakaz wjazdu do Polski, co akurat - jak mówił Potocki - "dla mieszkańca Grodna może być bolesne". - Mam nadzieję, że to wszystko skłoni władze białoruskie do zmiany planów - podsumował.

"Mniejszość polska należy do lepiej zorganizowanych"

Dlaczego jednak białoruskie władze w ogóle prześladują Polaków? Gość TOK FM wyjaśniał, że ma to wszystko związek z retoryką, którą słychać na Białorusi od sierpnia ubiegłego roku. Stronnicy Łukaszenki oskarżają Polskę o jakieś "niecne zamiary", np. o próbę destabilizowania sytuacji w państwie, o podżeganie do protestów, a nawet o próbę odbicia Grodna. 

- Ale z drugiej strony mam wrażenie, że to jest też sygnał pewnej zmiany polityki władz wobec środowisk niezależnych. Dopóki na ulicach Mińska i innych białoruskich miast trwały protesty, władze się skupiały na ich wygaszaniu i zatrzymywaniu ludzi, którzy bezpośrednio brali w nich udział lub organizowali je. Teraz, kiedy te protesty trochę przycichły i władze poczuły, że sytuacja jest pod większą kontrolą, przechodzi się do represji wobec najważniejszych środowisk niezależnych - tłumaczył. 

Akurat mniejszość polska, jak wyjaśniał dalej dziennikarz, należy do lepiej zorganizowanych środowisk niezależnych. - Związek Polaków na Białorusi to jest kilkadziesiąt tysięcy członków, dość prężnie działające struktury i wreszcie szkoły społeczne - mówił. 

- W propagandzie białoruskiej wyraźnie słychać tezę, że fakt, iż ludzie wychodzili na ulice świadczy o tym, że państwo nie daje sobie rady ze szkolnictwem i tłumaczeniem młodzieży, co jest dobre i co złe; dlaczego system Łukaszenki jest jedynym słusznym. I bardzo im przeszkadza, że nie mają pod kontrolą tych kilku tysięcy polskich dzieci, które chodzą do szkół społecznych - wyjaśniał Potocki. 

DOSTĘP PREMIUM