Szczepią się dla króla, bo władca dostanie szczepionkę jako ostatni. Tak Bhutan bije rekordy w tempie szczepień

Król Bhutanu ogłosił, że przeciw COVID-19 zaszczepi się na samym końcu, gdy szczepionki otrzymają wszyscy jego poddani. Dlatego Bhutańczycy tłumnie ruszyli do punktów szczepień i obecnie zaszczepieni są niemal wszyscy mieszkańcy tego malutkiego kraju. Jednak to nie jedyny powód, dlaczego szczepienia w Bhutanie idą tak dobrze, o czym na antenie TOK FM opowiadała reporterka i przewodniczka Ewa Gajewska.
Zobacz wideo

Maleńki Bhutan we wschodnich Himalajach w niemal dwa tygodnie zaszczepił większość swoich obywateli. Jest ich co prawda niecałe 800 tysięcy, ale zdaniem Ewy Gajewskiej, mała liczba mieszkańców i niewielkie terytorium to niejedyne czynniki decydujące o szczepionkowym sukcesie.

- Była niezwykła dyscyplina społeczeństwa. Ale taka dyscyplina wynikająca nie z nakazów czy restrykcji, jak to ma miejsce w wielu innych krajach regionów - podkreśliła reporterka i przewodniczka.

Jak wyjaśniła w rozmowie z Jakubem Janiszewskim. Dyscyplina Bhutańczyków wynikała przede wszystkim z ich odpowiedzialności za siebie nawzajem. - Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem była wiara w dobre rządy - zaznaczała. Bhutan jest obecnie monarchią konstytucyjną, a premier tego kraju jest lekarzem, natomiast minister zdrowia epidemiolożką. - Bhutańczycy nie mieli wątpliwości, że epidemia jest zarządzana przez właściwie osoby - stwierdziła Gajewska. 

- Ostatnim czynnikiem było to, że król ogłosił, że zaszczepi się na samym końcu. Dopiero wtedy, kiedy zaszczepieni będą wszyscy uprawnieni do tego obywatele - mówiła reporterka. Do szczepień zachęcano m.in. za pomocą hasła, by "zrobić to dla króla". Bo im szybciej zaszczepią się wszyscy obywatele, tym szybciej szczepionkę dostanie król. - Bhutańczycy mają ogromne poczucie szacunku, ogromną miłość do swojego władcy - zaznaczała gościni TOK FM.

Ułatwieniem mogło być równie to, że większość obywateli Bhutanu mieszka w trzech największych miastach. - Oczywiście cześć z nich jest rozproszona po całym terytorium, natomiast patrząc na mapę Bhutanu rzuci nam się w oczy jedna rzecz, a mianowicie droga. Droga, która wiedzie ze wschodu na zachód, ma niecałe 500 kilometrów długości (...). Większość wsi i miejscowości jest zgromadzona przy tej jednej drodze - opowiadała Gajewska.

Zdaniem reporterki sam proces szczepienia jest zorganizowany "doskonale". W niecałe dwa tygodnie Bhutańczycy zaszczepili ponad 93 proc. dorosłych, co daje ponad 60 proc. wszystkich obywateli. Zorganizowano oficjalny, państwowy wolontariat, ale wiele osób pomagało również z własnej inicjatywy. Bhutan zyskał też na sąsiedztwie Indii, gdzie - jak zauważał prowadzący rozmowę Jakub Janiszewski - swoje szczepionki produkuje AstraZeneca.

Poza tym Bhutańczycy dobrze pamiętają epidemię SARS z 2003 roku, która bardzo mocno dotknęła również ten kraj. - W Europie do pewnych decyzji dojrzewaliśmy tygodniami, nie chcieliśmy nosić maseczek, dla nas to było coś dziwnego. Tam maseczki nosi się niemal na co dzień - podsumowała Ewa Gajewska. 

DOSTĘP PREMIUM