Birma stanie się drugą Syrią? "Wtedy z tego kraju zostaną zgliszcza"

- Wojskowi przykręcili ostatnio śrubę jeśli chodzi o aresztowania w Birmie. Sytuacja jest patowa. Wszystkie te działania mają na celu zastraszenie społeczeństwa - mówił w TOK FM dr Michał Lubina, komentując sytuację w Birmie. Komisarz ds. praw człowieka ostrzegała ostatnio, że konflikt w tym kraju staje się pełnowymiarowy. Czym może się zakończyć?
Zobacz wideo

Sytuacja w Birmie dalej jest dramatyczna. Na ulicach ginie mnóstwo osób - bez względu na wiek i płeć. Kilka dni temu siły bezpieczeństwa strzelały do protestujących z granatników nasadkowych (w mieście niedaleko Rangunu). Zabitych zostało ponad 80 osób. Coraz więcej ekspertów od bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej przestrzega jednak, że może być gorzej, a konflikt może zakończyć się taką eskalacją, jak w Syrii. 

Nawet wysoka komisarz Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka Michelle Bachelet ostrzegła we wtorek, że Birma stacza się w kierunku pełnowymiarowego konfliktu.

Dr Michał Lubina z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu na Uniwersytecie Jagiellońskim zwrócił uwagę, że ze strony wojskowych widać ostatnio "przykręcenie śruby", jeśli chodzi o aresztowania. Zatrzymywane są m.in. osoby, które w jakiś sposób się wyróżniają - na przykład lokalni aktywiści albo celebryci popierający protesty. 

- Wszystkie te działania mają na celu zastraszenie społeczeństwa, ale to wciąż nie nastąpiło. Sytuacja dalej jest patowa. Wojsko wciąż nie wygrało, a protestujący wciąż nie przegrali i ten stan trwa już 2,5 miesiąca. (...) Może nadejdzie ten moment, w których któraś ze stron pęknie - powiedział.

Jeśli chodzi o porównanie Birmy do Syrii, dr Lubina podkreślił, że różnic między tymi krajami jest dużo, ale są też podobieństwa. - Podstawowa różnica jest taka, że Syria kojarzy się przede wszystkim jako wojna zastępcza i w Birmie tego na pewno nie będzie - stwierdził. 

Z wojną zastępczą mamy do czynienia wtedy, kiedy dwa lub więcej państw znajdujących się w konflikcie rozstrzyga spór nie za pomocą starć militarnych prowadzonych bezpośrednio na własnym terytorium, ale na terenie państwa trzeciego. Gość TOK FM przekonywał, że armii birmańskiej nie przyjdzie z pomocą żaden inny kraj. 

- Natomiast porównanie do Syrii jest dobre w tym sensie, że możemy mieć tam wojnę wszystkich ze wszystkimi. Wtedy z tego kraju zostaną zgliszcza - powiedział. - To też oznacza pewną "próżnię" bezpieczeństwa. Wszystkie problemy, które już tam są, na przykład nielegalny handel czy nielegalne narkotyki, trzeba będzie pomnożyć razy ileś. Na pewno pojawi się też kryzys demograficzny, bo ludzie zaczną z Birmy uciekać do Tajlandii, Indii czy Chin - mówił.

Posłuchaj całej rozmowy z ekspertem!

1 lutego birmańska armia obaliła demokratycznie wybrany rząd i od tamtej pory brutalnie tłumi masowe protesty społeczne i strajki, które ogarnęły cały kraj. Policja i wojsko regularnie używają przeciwko demonstrantom ostrej amunicji.

Przedstawiciele armii twierdzą, że dokonano zamachu stanu, ponieważ listopadowe wybory wygrane przez partię Suu Kyi zostały sfałszowane. Komisja wyborcza odrzuciła te twierdzenia. Przeciwko juncie na ulice wychodzą demonstranci, którzy nie zgadzają się na rządy wojskowych. 

DOSTĘP PREMIUM