Zaostrza się konflikt między Czechami a Rosją. Co dalej? Ekspert wskazuje dwie możliwości

Czescy dyplomaci i pracownicy ambasady - w sumie 20 osób - muszą opuścić Moskwę dziś o północy. Czeski rząd wysyła po nich i ich rodziny specjalny samolot. W placówce pozostanie pięciu pracowników. Jaką odpowiedź szykują Czechy? - Niektórzy z ekspertów mówią, że w tej sprawie trzeba działać twardo i oczekiwać poparcia ze strony naszych sojuszników w Unii Europejskiej i NATO - mówił w TOK FM Martin Ehl, dziennikarz gazety "Hospodárské noviny".
Zobacz wideo

Wydalenie 20 czeskich dyplomatów z Rosji to odwet za decyzję czeskiego rządu, który w sobotę nakazał opuszczenie terenu republiki osiemnastu pracownikom ambasady Rosji. Wcześniej czeskie służby ustaliły, że to Rosjanie odpowiadają za wysadzenie siedem lat temu magazynów broni i amunicji w czeskich Vrbieticach.

Na rosyjski trop w sprawie wybuchów w składzie amunicji w Vrbieticach śledczy wpadli, kontrolując akta dotyczące wydawania zgody na wejście do kompleksu magazynów - informują w poniedziałek czeskie media. Przeglądający dokumenty pracownik wywiadu skojarzył wizerunki osób wchodzących na ten teren z opublikowanymi w 2018 r. zdjęciami dwóch oficerów GRU podejrzewanych o próbę otrucia w Wielkiej Brytanii Siergieja Skripala i jego córki Julii. Dwóch Rosjan miało przyjechać do Czech na pięć dni przed eksplozją w październiku 2014 r., która zabiła dwie osoby. Czeska policja wydała za nimi listy gończe i ściga ich jako podejrzanych o spowodowanie wybuchu.

Według źródeł dziennika "Lidove Noviny" prowadząca dochodzenie Prokuratura Okręgowa w Brnie analizuje scenariusz, w którym Rosjanie chcieli zniszczyć znajdującą się w składzie dostawę broni dla bułgarskiego handlarza Emiliana Gebrewa. Agenci podłożyli ładunek wybuchowy, którego zapalnik prawdopodobnie zawiódł i uruchomił się zbyt wcześnie. Celem Rosjan było późniejsze wywołanie eksplozji, najprawdopodobniej miało do niej dość dopiero w Bułgarii, i być może również zabicie konkretnych osób - informuje gazeta. Oficjalnie prokuratura nie komentuje na razie postępów w śledztwie.

O ustaleniach czeskich mediów na antenie TOK FM opowiadał Martin Ehl, dziennikarz gazety "Hospodárské Noviny". Prowadzący audycję Jakub Janiszewski zastanawiał się, dlaczego śledztwo w sprawie wybuchów w składzie amunicji trwało tak długo i dlaczego dopiero teraz dowiadujemy się, co wydarzyło się siedem lat temu. 

- To samo pytanie zadajemy naszym politykom. Z tego co wiemy, ta układanka trwała tak długo, bo to było skomplikowane międzynarodowe śledztwo. Niektóre wątki zamknęły się parę tygodni temu - odparł Ehl.

Dziennikarz podkreślał, że wiele wątków tej sprawy nie jest jeszcze znanych, choć czescy politycy przekonują, że jest wiele dowodów na to, że to Moskwa odpowiada za eksplozję. Premier Andrej Babiš chce odtajnić raport kontrwywiadu, z którego też miałoby to wynikać. - Zależy nam na tym, by społeczeństwo mogło sobie wyrobić własne zdanie - tak argumentuje odtajnienie dokumentu szef rządu. 

Czego można spodziewać się dalej? - Jest wiele możliwości. W Czechach jest teraz przetarg na nową elektrownię, w którym Rosjanie byli faworytem pana prezydenta. Sprawa teraz jest pogrzebana. Rosyjska firma nie będzie mogła otrzymać tego kontraktu - powiedział gość TOK FM. 

- Oczekujemy też więcej działań w sferze dyplomatycznej. Ta rosyjska reakcja była większa niż oczekiwano, więc jeszcze więcej rosyjskich dyplomatów może być wydalonych z Czech - zapowiedział dziennikarz. - Niektórzy z czeskich ekspertów mówią, że w tej sprawie trzeba działać twardo i oczekiwać poparcia ze strony naszych sojuszników w Unii Europejskiej i NATO - podsumował.

Posłuchaj całej rozmowy:

DOSTĘP PREMIUM