Indie zapomniały, że koronawirus istnieje. "Sytuacja jest dramatyczna"

Koronawirus w Indiach bije niechlubne rekordy. - Ten kraj zmaga się dopiero z drugą, a nie trzecią falą pandemii. Najpewniej to nie jest jeszcze szczyt, a już mówimy o 300 tysiącach nowych przypadków dziennie - alarmowała w TOK FM indolożka, dr Weronika Rokicka.

Indie odnotowały światowy rekord w dobowej liczbie nowych przypadków koronawirusa. Tamtejsze służby sanitarne poinformowały o 314 tysiącach wykrytych zakażeń. Żaden inny kraj od początku pandemii nie był w takiej sytuacji. W ciągu ostatniej doby koronawirus zabił w Indiach ponad 2100 osób. Lekarze donoszą o dramatycznej sytuacji w szpitalach. W niektórych placówkach brakuje tlenu. A indyjskie stany oskarżają się o zatrzymywanie jego dostaw. Według francuskich mediów władze w Paryżu planują zawieszenie połączeń lotniczych z Indiami. 

Dr Weronika Rokicka, indolożka z Uniwersytetu Warszawskiego zwracała uwagę, że kraj w tym momencie zmaga się dopiero z drugą, a nie trzecią falą pandemii. – Sytuacja w miastach jest dramatyczna. Szczególnie w mega miastach z wielomilionowymi populacjami, jak Mumbaj i Delhi. Choć są też regiony, gdzie pandemia przebiega dość spokojnie – podkreślała gościni TOK FM.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Co więcej, eksperci alarmują, że w Indiach wykryto nowy wariant koronawirusa, który ma być bardziej zakaźny i trudniejszy do opanowania. Gościni TOK FM przypominała, że choć mutacja budzi duży niepokój, to nie została jeszcze ona dobrze przebadana. – I mało o niej wiemy. Warto powiedzieć, że ta druga fala to po części wina tej mutacji, ale przede wszystkim tego, że w ciągu ostatnich miesięcy Indie zapomniały, że koronawirus istnieje. Po wrześniowej pierwszej fali wszystko się otworzyło. W ludnych regionach odbywają się wiece polityczne związane z wyborami stanowi. Przy pierwszym lockdownie wiosną ubiegłego roku udało się zamknąć miasta, teraz też władze próbują do robić, ale mleko już się rozlało – wyliczała dr Rokicka.

Ekspertka wskazywała, że liczby dotyczące koronawirusa w Indiach zawsze będą robić wrażenie przez to, że to niezwykle ludny kraj. – Natomiast poziom testowania od początku jest niewystarczający. W Indiach wiele osób, które umierają na COVID-19 nie znajduje się w oficjalnych statystkach, bo nigdy nie zostali przetestowani. W miastach dotyka to szczególnie najuboższych obywateli i tych, którzy pracują na ulicy – podkreślała gościni Jakuba Janiszewskiego.

Do tego proces szczepień w Indiach wyhamował. – Jedną dawką zaszczepiono do tej pory 130 mln obywateli, czyli 10 procent populacji. Jednak producenci wakcyny mają ogromne problemy z jej dostarczeniem. Te dwie firmy przekonują, że to wina USA , które wprowadziły embargo na materiały i sprzęt potrzebny do produkcji szczepionki. A oczekiwania w kraju były ogromne pod tym względem – mówiła dr Rokicka.

Jej zdaniem, druga fala pandemii w Indiach nie skończy się zbyt szybko. – Służba zdrowia przeżywa załamanie i to na pewno sprawi, że ta sytuacja będzie trwać. Najpewniej to nie jest jeszcze szczyt drugiej fali, a już mówimy o 300 tysiącach nowych przypadków dziennie – podsumowała ekspertka.

DOSTĘP PREMIUM