Kto korzysta na eskalacji konfliktu między Izraelem a Palestyną? "To jest gra na korzyść Bibiego"

Kumulacja napięcia między Izraelem a Palestyną to kwestia wydarzeń nawet nie z ostatnich dni, ale miesięcy. To wszystko jest podlane sosem z beznadziei i radykalizacji obu stron - mówiła w TOK FM dr Patrycja Sasnal.
Zobacz wideo

Od poniedziałkowego wieczora zbrojne ugrupowania Hamas i Dżihad Islamski stale przeprowadzają ataki na Izrael. W wyniku tych ataków ponad 70 Izraelczyków trafiło do szpitala Barzilai w Aszkelonie - podały we wtorek służby medyczne. Hamas poinformował, że w "ciągu pięciu minut" we wtorek po południu wystrzelił na sąsiednie miasto Aszdod 137 rakiet, uderzając w izraelski system obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła. Z kolei armia izraelska zwielokrotniła ataki powietrzne na pozycje Hamasu i Dżihadu Islamskiego. Według ostatnich danych miejscowego ministerstwa zdrowia w izraelskich atakach w Strefie Gazy od poniedziałku zginęło 126 osób w tym dzieci.

Izrael zintensyfikuje ataki w Strefie Gazy na siły palestyńskie - zapowiedział już we wtorek premier Benjamin Netanjahu po tym, jak w gwałtownym ataku palestyńskich rakiet zginęły dwie Izraelki w Aszkelonie na południu kraju.

"Po przeprowadzeniu oceny sytuacji zdecydowano, że zarówno siła ataków, jak i ich częstotliwość zostaną zwiększone" - oznajmił w oświadczeniu wideo premier Izraela.

Czytasz? Zacznij SŁUCHAĆ! Teraz możesz zrobić to za 1 zł

Jak wyjaśniała w TOK FM dr Patrycja Sasnal, kierowniczka Biura Badań i Analiz w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, eskalacja konfliktu to wynik działań obu stron nawet sprzed kilku miesięcy. – Jak zaczynał się Ramadan – czyli miesiąc postu dla muzułmanów – to izraelska policja wprowadziła obostrzenia w zgromadzeniach na starym mieście w Jerozolimie. To były drobne rzeczy, np. muzułmanie nie mogli się spotykać na schodach i wspólnie modlić, a taka była ich tradycja. Potem do social mediów zaczęły wpadać filmiki, na których ktoś w kogoś rzucił kamieniem, ktoś kogoś opluł. Przez Jerozolimę przeszedł też masz izraelskich nacjonalistów, którzy krzyczeli hasła w stylu: "śmierć Arabom" – mówiła Sasnal.

Dodała, że głównym pretekstem starć jest sytuacja w dzielnicy Szejch Dżarra we Wschodniej Jerozolimie, gdzie część palestyńskich mieszkańców ma zostać wysiedlona, a ich miejsce mają zająć żydowscy osadnicy. Do tego dochodzą ważne rocznice. – 9 i 10 maja obchodzony był Dzień Jerozolimy, na cześć zdobycia tego miasta przez armię Izraela w czasie konfliktu w 1968 roku. To święto celebrowane mocno przez antyarabskich nacjonalistów. Za chwilę – 15 maja – czyli rocznica powstania państwa Izrael. Dla Palestyńczyków to dzień "katastrofy" (Nakba), czyli moment początku ich tragedii – wyjaśniała ekspertka.

Zdaniem dr Sasnal kumulacja tych wydarzeń została też "podlana" sosem z "poczucia beznadziei" i radykalizacji obu stron. – Po latach prezydentury Donalda Trumpa i proizraelskiego stanowiska USA, teraz nie ma żadnych szans na wznowienie rozmów pokojowych. Do tego radykalne siły polityczne po obu stronach zyskują na znaczeniu. Co więcej, w Palestynie od 16 lat nie odbyły się demokratyczne wybory, a kolejne zostały przez prezydenta odwołane. Więc jest w ludziach poczucie beznadziei i zniechęcenie władzami, które nic konstruktywnego nie mogą załatwić – podkreślała dr Sasnal.

Jej zdaniem eskalacja konfliktu może być na rękę Benjaminowi Netanjahu. Premier Izraela po raz czwarty nie był w stanie stworzyć koalicji rządzącej. Teraz to zadanie ma przypaść 57-letniemu Jairowi Lapidowi, przywódcy centrowej partii Jesz Atid (Jest Przyszłość), która zajęła drugie miejsce, za Likudem Netanjahu, w wyborach z 23 marca. – To jest gra na korzyść "Bibiego". Lapid chce stworzyć koalicję i negocjuje w tym celu z blokiem partii arabskich, które wystartowały w wyborach do Knesetu i w nim zasiadają. Dlatego negocjowanie z Arabami w kontekście tej przemocy jest dla Lapida niezręczne. Trudno będzie mu stworzyć koalicję, więc pewnie dojdzie do kolejnych wyborów, z których "Bibi" wyjdzie obronną ręką. Dlatego Netanjahu nie płacze przez to, co się dzieje, tylko czeka na klęskę rywala i kolejne wybory – podsumowała dr Sasnal.

DOSTĘP PREMIUM