"Konflikt na Bliskim Wschodzie jest nierozwiązywalny". Armia wkroczy do Strefy Gazy?

- Nawet jeśli izraelska armia dokona operacji lądowej w Strefie Gazy, to raczej wszystko skończy się tak, jak w przeszłości i żadnych realnych konsekwencji międzynarodowych nie będzie - prognozował w TOK FM dr Jarosław Jarząbek.
Zobacz wideo

Trwa kolejna odsłona konfliktu Izraela z palestyńskimi bojownikami. W stronę żydowskich miast praktycznie non stop wystrzeliwane są pociski ze Strefy Gazy. Izrael odpowiada atakami z powietrza. Siły izraelskie będą kontynuowały naloty na Strefę Gazy tak długo, jak długo będzie trwał ostrzał rakietowy w kierunku izraelskiej ziemi - ostrzegł w środę minister obrony Izraela Beni Ganc. Do 43 wzrosła liczba zabitych od poniedziałku w izraelskich atakach lotniczych - podał resort zdrowia Strefy Gazy.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem dra Jarosława Jarząbka z Zakładu Badań Wschodnich Uniwersytetu Wrocławskiego sytuacja na Bliskim Wschodzie może eskalować w kierunku poważnego konfliktu zbrojnego, z jakimi mieliśmy w tym rejonie do czynienia w przeszłości, np. w latach 2008-09. - Czyli wkroczeniem armii izraelskiej do Strefy Gazy. Ta lądowa ofensywa jest możliwa - wskazywał dr Jarząbek.

Jednak - jak dodał ekspert - Izrael mogą nie spotkać za to żadne realne konsekwencje międzynarodowe. - Zapewne spadną na ten kraj słowa potępienia, będą wysuwane jakieś rezolucje . Ale nie spodziewam się, żeby to skutkowało w inny sposób niż w przeszłości więc raczej realnych sankcji nie będzie. Nikt niczego wymuszać nie będzie. Izrael nadal ma pełne poparcie Stanów Zjednoczonych i te będą blokować wszelkie rezolucje w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Nawet państwa arabskie zmieniły ton wobec Izraela, choćby ze strony Arabii Saudyjskiej nie słyszymy bardzo krytycznych głosów potępiających działania rządu w Tel Awiwie - prognozował gość TOK FM.

Z drugiej strony ekspert wysunął tezę, że konflikt między Izraelem a Palestyńczykami jest "nierozwiązywalny". - Nie można znaleźć takiej recepty, która byłaby do zaakceptowania dla obu stron. Ich oczekiwania minimalne są tak daleko sprzeczne, że nie ma przestrzeni, która pozwalałby na znalezienie kompromisowego rozwiązania - ocenił dr Jarząbek.

Przypomniał, że przed laty strony były bliskie porozumienia, ustalano mapy drogowe etc., ale to zawsze były tylko deklaracje polityczne. - A okazywało się, że to tylko ugoda między politykami. Ludzie, którzy musieli żyć ze skutkami tych porozumień tego nie akceptowali lub to po prostu nie rozwiązywało ich problemów - podsumował gość TOK FM.

Kumulacja napięć 

Jak wyjaśniała we wtorek w TOK FM dr Patrycja Sasnal, kierowniczka Biura Badań i Analiz w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, eskalacja konfliktu to wynik działań obu stron nawet sprzed kilku miesięcy. – Jak zaczynał się Ramadan – czyli miesiąc postu dla muzułmanów – to izraelska policja wprowadziła obostrzenia w zgromadzeniach na starym mieście w Jerozolimie. To były drobne rzeczy, np. muzułmanie nie mogli się spotykać na schodach i wspólnie modlić, a taka była ich tradycja. Potem do social mediów zaczęły wpadać filmiki, na których ktoś w kogoś rzucił kamieniem, ktoś kogoś opluł. Przez Jerozolimę przeszedł też masz izraelskich nacjonalistów, którzy krzyczeli hasła w stylu: "śmierć Arabom" – mówiła Sasnal.

Dodała, że głównym pretekstem starć jest sytuacja w dzielnicy Szejch Dżarra we Wschodniej Jerozolimie, gdzie część palestyńskich mieszkańców ma zostać wysiedlona, a ich miejsce mają zająć żydowscy osadnicy. Do tego dochodzą ważne rocznice. – 9 i 10 maja obchodzony był Dzień Jerozolimy, na cześć zdobycia tego miasta przez armię Izraela w czasie konfliktu w 1968 roku. To święto celebrowane mocno przez antyarabskich nacjonalistów. Za chwilę – 15 maja – czyli rocznica powstania państwa Izrael. Dla Palestyńczyków to dzień "katastrofy" (Nakba), czyli moment początku ich tragedii – wyjaśniała ekspertka.

DOSTĘP PREMIUM