"Łukaszenka świadomie przekroczył czerwoną linię". Tylko Rosja ma powód do zadowolenia

Łukaszenka chce pokazać Białorusinom, że przeciwnicy reżimu nigdzie nie będą bezpieczni, a służby będą ścigać każdego. Jednak przekroczył przy tym granicę, której wcześniej nie przekraczał. Zrobił to jednak świadomie, a unijne sankcje nie będą dla białoruskiego reżimu dotkliwe, bo ten i tak koncentruje się na współpracy z Rosją - tak "porwanie" samolotu Ryanair i aresztowanie Ramana Pratasiewicza oceniali w TOK FM Michał Potocki i Piotr Żochowski.
Zobacz wideo

Nie milkną echa niedzielnego "porwania" samolotu Ryanair przez białoruskie służby i zatrzymania Ramana Pratasiewicza. Na drugi dzień pojawiła się informacja, że opozycyjny aktywista, jeden z twórców kanału NEXTA, jest w stanie krytycznym. Jednak niedługo potem do sieci trafiło nagranie, na którym Pratasiewicz twierdzi, że z jego zdrowiem jest wszystko w porządku i przyznaje się do czynów, które zarzuca mu reżim. Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej" zwracał w TOK FM uwagę, że wokół tej sprawy krąży wiele plotek i niepotwierdzonych informacji, ale wiadomo na pewno, że Raman Pratasiewicz trafił do aresztu w centrum Mińska, najprawdopodobniej był torturowany, grozi mu też 15 lat kolonii karnej. 

Co może czekać aktywistę, jeżeli trafi do kolonii karnej? Dziennikarz "DGP" stwierdził, że między zatrzymaniem a wyrokiem ludzie nierzadko są torturowani. Później często odcina się ich od kontaktu z rodziną, w więzieniach pojawiają się problemy ze zdrowiem. - Był niedawno przypadek więźnia, który zmarł w kolonii karnej - zauważał Potocki. - Cześć kolonii karnych znajduje się na terenach silnie skażonych chemicznie, można trafić do miejsca, w którym same warunki przebywania grożą poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi - mówił dalej. 

 "Łukaszenka przekroczył czerwoną linię" 

Nie tylko dziennikarze, lecz także szefowa KE Ursula Von der Leyen nazywała zmuszenie samolotu Ryanair do lądowania w Mińsku "porwaniem", z kolei szef Rady Europejskiej Charles Michel mówił o "graniu w ruletkę życiem niewinnych cywilów". - Po protestach, tych masowych protestach, Łukaszenka poszedł konsekwentnie w kierunku tworzenia państwa milicyjnego. To już nie jest Białoruś autorytaryzmu mającego pewne luki w swoim systemie - oceniał w TOK FM Piotr Żochowski, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. - Przymuszenie do lądowania samolotu z Pratasiewiczem świadczy o tym, że Łukaszenka sygnalizuje po pierwsze własnemu społeczeństwu, że będzie ścigał konsekwentnie wrogów reżimu, a z drugiej strony, co jest dla mnie zaskakujące, w ogóle nie bierze pod uwagę konsekwencji międzynarodowych - dodał. 

- Kilka lat temu liczyliśmy na to, że jakiś ograniczony dialog może pomóc więźniom politycznym na Białorusi. W tej sytuacji widać, że Łukaszenka nie ma zamiaru wysyłać sygnałów o gotowości do jakiegokolwiek dialogu. Sprawa zatrzymań na Białorusi to jedna strona medalu, ale naruszenia bezpieczeństwa lotów międzynarodowych to już jest trochę inna kategoria wagowa - stwierdził Żochowski. - Łukaszenka świadomie przekroczył czerwoną linię, której dotąd nie przekraczał. Wykonał ruch, który ma świadczyć o determinacji reżimu w Mińsku, jest to wysłanie sygnału, że "my nie ugniemy się przed presją Zachodu, który jest wrogi wobec nas" - mówił. 

"Wiadomo, że sankcje nie będą skuteczne"

Unijni liderzy ostro potępili zmuszenie przez Białoruś do lądowania samolotu Ryanair oraz zatrzymanie  Ramana Pratasiewicza. Przywódcy UE zdecydowali też o nałożeniu kolejnych sankcji na przedstawicieli reżimu białoruskiego, jak również sankcji gospodarczych na Białoruś. Unijna przestrzeń powietrzna ma także zostać zamknięta dla białoruskich linii lotniczych. - Wiadomo, że te sankcje nie będą skuteczne, Białoruś w obecnej sytuacji i tak bazuje od wielu miesięcy na kontaktach z Rosją. Rosja jest zainteresowana tym, aby Białoruś pozostała w izolacji. Mam wrażenie, że Kreml wręcz zachęca Łukaszenkę do prowadzenia takiej polityki - oceniał Piotr Żochowski. 

Z kolei zdaniem Michała Potockiego Łukaszenka dał sygnał przede wszystkim Białorusinom, że mają się bać, a bezpieczni nie będą nawet wtedy, kiedy uda im się wyjechać z kraju. - Jesteśmy w stanie dopaść każdego, kto działa przeciwko władzom, niezależnie, czy jest to lider, czy jest to działacz drugiego, trzeciego szeregu, jakim był Protasiewicz - oceniał narrację białoruskiego reżimu. - On nie był pierwszoplanową postacią ani opozycji, ani mediów niezależnych. Był jednym z wielu. Fakt, że władze w Mińsku zdecydowały się właśnie dla niego przekroczyć tę czerwoną linię, ma być sygnałem przede wszystkim dla białoruskiego społeczeństwa, próbą dodatkowego zastraszenia - oceniał. 

- Każdy krok Łukaszenki, który jeszcze bardziej oddala go od przynajmniej poprawnych relacji z Zachodem, jest na rękę Rosji, ponieważ coraz bardziej go od Rosji uzależnia. I Rosja za swoją pomoc wystawi rachunek - przewidywał Potocki. - Nie mogła wystawić tego rachunku jesienią ubiegłego roku, bo Rosji nie chodziło o to, żeby Łukaszenkę dobić, tylko żeby on przetrwał, maksymalnie osłabiony, ale jednak przetrwał (...). W tym sensie dążenie Łukaszenki do eskalacji, na dłuższą metę, jest średnio racjonalne - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM