Jak koncerny farmaceutyczne wywołały epidemię, przez którą zmarło pół miliona osób? USA wciąż zmagają się z opioidami

Miliony Amerykanów uzależniły się od leków, które lekarze rodzinni przypisywali im na recepty. Opioidy miały leczyć ból, jednak koncerny farmaceutyczne wywołały nimi epidemię uzależnień, która kosztowała życie pół miliona osób. Stany Zjednoczone do dzisiaj nie potrafią rozwiązać problemu, a rok 2020 był rokiem z rekordową liczbą zgonów przez przedawkowanie.
Zobacz wideo

Uzależnienie od opiodów doprowadziło w USA do śmierci pół miliona osób, w samym 2020 roku leki przedawkowało 90 tysięcy Amerykanów. Jednak leki takie jak OxyCotin produkowany przez koncern Purdue Pharma przypisywali zupełnie legalnie lekarze rodzinni. Jak to możliwe, że koncerny farmaceutyczne napędziły epidemię uzależnień, która trwa do dzisiaj? - Czynników jest mnóstwo, ale najistotniejszym wydaje mi się, że jest strategia marketingowa korporacji, które wprowadzały te leki na rynek - tłumaczył w TOK FM dziennikarz Maciej Jarkowiec. Jak dodawał, kryzys nadal trwa, a ostatnie badania pokazują, że w czasie pandemii koronawirusa tylko się wzmaga. 

Na czym polegała ta strategia? Jarkowiec wyjaśniał, że koncerny farmaceutyczne uznały, że najskuteczniejszym sposobem na dotarcie z lekiem do ludzi będzie przekonanie w pierwszej kolejności lekarzy, a nie pacjentów. Robiono to poprzez konferencje, w czasopismach medycznych, bezpośrednio przekonywano też autorytety, czyli najważniejszych lekarzy w kraju. - Od góry schodzili coraz niżej, czyli do przychodni, szpitali, do punktów, gdzie przyjmują pacjentów lekarze pierwszego kontaktu. Celowali w tej miejsca, w których społeczności miały różne rodzaje problemów. Bezrobocie, brak perspektyw - tłumaczył. - Mieli taki pomysł, że docierali do małych społeczności w miejscach, gdzie jest jakiś problem społeczny i wrzucali tam miliony swoich piguł - stwierdził. 

Zaznaczał przy tym, że większość lekarzy, która przepisywała lek, była uczciwa i wcale nie miała złych intencji. Wielu lekarzy nie miało świadomości, jakie rzeczywiście działanie miał lek, który przepisywali. Zauważał też, że leki opioidowe istniały już wcześniej, ale stosowane były u terminalnie chorych pacjentów. I opowiadał, jak zmieniano w Stanach Zjednoczonych podejście lekarzy do bólu i jego leczenia, jak zaczęto przekonywać, że mocne środki są koniecznie nawet przy zwykłym bólu pleców. - Jak już lek wszedł na rynek, i to jest kluczowe, to były działania kryminalne. Firma oszukała polityków, oszukała wielu lekarzy i miliony pacjentów - podkreślał. 

- Zanim jednak zmieniło się patrzenie na ból, zanim weszły opioidy, w USA powstawały wielospecjalistyczne kliniki leczeni bólu. Pracowali w nich psycholodzy, fizjoterapeuci, różni inni specjaliści, którzy niefarmakologicznymi sposobami przynosili ulgę pacjentom - przypominała z kolei dr Dorota Szadkowska-Rogowska. Później, jak mówiła lekarka, zmienił się sposób finansowania opieki medycznej w Stanach Zjednoczonych. I to mogło być kluczowe. - Zaczęto płacić za konkretnie wykonaną procedurę. Te wielospecjalistyczne poradnie leczenia bólu przestały być opłacalne i zniknęły. Zaczęła się wiara w to, że na wszystko jest tabletka, którą można podać - stwierdziła. 

Lekarka opisywała, że pacjentom najpierw przypisywano jedno odpakowanie leku, które zawierało sto tabletek. Pacjent najpierw odczuwał ulgę, ale potem nie mógł wstać z łóżka. Miał już pierwsze objawy zespołu odstawienia. Wtedy szedł po kolejną receptę. - Zjawisko tolerancji towarzyszy opioidom, więc dawki trzeba zwiększać. Czasem się okazywało, że leczenia pacjent nie przeżył - mówiła. - Ludzie uzależnieni od opioidu wypisanego na receptę, zaczynali szukać go w innym źródle, czyli trafiali na czarny rynek - dodała. I opisywała, że ofiary OxyCotinu są zwykle znajdowane rano przez swoje rodziny, ponieważ przedawkowany lek zabija we śnie. Zauważała też, że amerykańscy lekarze nie zdawali pytań o bezpieczeństwo i skuteczność opioidów, a badań, które by to bezspornie potwierdzały, nie było i do tej pory nie ma.

Kryzys opioidowy w USA nadal trwa

 - Ameryka nie radzi sobie też prawnie z tym kryzysem, bo niektórzy ludzie zostali pociągnięci do odpowiedzialności, ale na dzisiaj sytuacja wygląda tak, że rodzina Sacklerów, odpowiedzialna za to w pierwszej kolejności, się wywinie. Jest przygotowywana ugoda, zgodnie z którą oni mieliby oddać 4,3 mld dolarów na zaspokojenie roszczeń rodzin ofiar, ale sami zatrzymują 7 mld i wychodzą czyści z tego - mówił Maciej Jarkowiec. Jak dodał, Sacklerowie pieniądze z  Purdue Pharma wyprowadzili już do rajów podatkowych. - Prawnie słabo to wygląda, a zdrowotnie jeszcze gorzej. Końca kryzysu nie widać - stwierdził. 

Grzegorz Sroczyński próbował jednak dociec, dlaczego do takiego kryzysu mogło dojść w tak rozwiniętym kraju jak Stany Zjednoczone. Maciej Jarkowiec zauważał, że przyczyną jest otwartość amerykańskiego systemu, kultura polityczno-gospodarcza Amerykanów. - Tam poziom uregulowania wszelkich branż, wszelkich obszarów funkcjonowania społeczeństwa, jest dużo mniejszy niż w naszej kulturze europejskiej - mówił dziennikarz. - Dlatego Amerykanie mają olbrzymi problem, z którym nie mogą sobie poradzić nie tylko z silnymi lekami przeciwbólowymi, ale z bronią palną, z niezdrową żywności i wieloma innymi rzeczami. Grupy interesu, którym będzie zależało na krociowych zyskach, zawsze będą miały w Stanach bardzo dużo do powiedzenia - podsumował.   

DOSTĘP PREMIUM