Gest Ronaldo w służbie kapitalizmu? Chodzi o "rebeliancką aurę"

- Ten gest piłkarza powstał w pewnej sekwencji. Niedawno była mowa o powstaniu Superligi (...) Dlatego ten gest rozumiem jako być może nawet korzystny dla rynków finansowych. Korzystny w tym sensie, że ratujący aurę "my mamy rebelianta" - prof. Małgorzata Jacyno komentowała w TOK FM słynne zachowanie Cristiano Ronaldo, które doprowadziło do spadków Coca-Coli na giełdzie.
Zobacz wideo

Gwiazda piłkarskich boisk Portugalczyk Cristiano Ronaldo swoim zachowaniem wpłynął na notowania akcji na giełdach. We wtorek w Budapeszcie podczas konferencji przed meczem mistrzostw Europy z Węgrami doprowadził do spadku notowań Coca-Coli,. Ostentacyjnie odstawił butelki z colą i wskazał na wodę. Do tego dodał, że dla człowieka zdrowsze jest picie wody zamiast napojów słodzonych.

Jak się szybko okazało, gest Portugalczyka miał negatywny wpływ na notowania akcji giełdowych amerykańskiego koncernu.

Hiszpański dziennik "Marca" ustalił, że rano na otwarciu rynku akcje koncernu wyceniano na 56,1 dolarów za sztukę. Po konferencji spadły do poziomu 55,2 USD. Zanotowany spadek o 1,6 procent doprowadził do utraty ich wartości rynkowej o około 4 miliardy dolarów. 

Jak mówiła w TOK FM prof. Jacyno, gest Ronaldo może być jednak paradoksalnie korzystny dla rynków finansowych. O całej sytuacji opowiedziała w szerszym kontekście tego, jak zmieniała się piłka nożna na przestrzeni dekad.

- To co się wydarzyło w piłce nożnej od lat 70-tych do teraz, to zawłaszczenie dobra kulturowego. Piłka nożna od końca wojny do połowy lat 70-tych była własnością klas ludowych. (…) W latach 90-tych widać wyraźną zmianę, jeżeli chodzi o futbol. Mamy do czynienia z rekodowaniem znaczeń. Tworzy się taką atmosferę wokół futbolu jako sportu, który powinien być bardziej „cywilizowany". (…) W połowie lat 90-tych robi się z futbolu dobro, które może zafunkcjonować na rynkach finansowych. Zaczynają drożeć transmisje, bilety na stadion i przestają być one dostępne wszystkim robotnikom. Za pomocą rynków finansowych nastąpiła wymiana publiczności – mówiła w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim.

Naukowczyni wyjaśniała, że zmianie publiczności z klasy ludowej na średnią – płacącą więcej i chętniej kupującą reklamowane produkty, musiało towarzyszyć przeniesienie „aury" sportu – dotyczącej poczucia wolności, wspólnoty.

- Ten gest piłkarza powstał w pewnej sekwencji. Niedawno była mowa o powstaniu Superligi (…) Dlatego ten gest rozumiem jako być może nawet korzystny dla rynków finansowych. Korzystny w tym sensie, że ratujący aurę „my mamy rebelianta". Tak jak klasa ludowa była rebeliancka, niezależna, autonomiczna, funkcjonująca poza rynkiem. Doświadczająca może i ciężkiego, ale „prawdziwego życia". I w tym sensie ten gest może ratować rynki finansowe, akcje, bo podtrzymuje tę mocno wyszczerbioną niedawno (przez kontrowersje dotyczące Superligi - red.) aurę sportu – oceniła prof. Małgorzata Jacyno.

Przypomniała, że poza kontrowersjami związanymi z Superligą, niedawno w świecie piłki nożnej pojawił się jeszcze jedno ważnie wydarzenie – reklamowanie zakładów bukmacherskich na niespotykaną dotąd skalę. – Skoro tak intensywnie promowana jest bukmacherka, to znaczy, że inwestorzy zorientowali się, że muszą podać kolejne „dopalacze". Sam sport nie wystarcza. Zorientowano się, że dla młodych ludzi, którzy nie mają sentymentu, lokowanie uczuć w piłce nożnej nie jest niczym oczywistym – tłumaczyła.

DOSTĘP PREMIUM