"Płyniemy na górę lodową". Katastrofa klimatyczna przyspiesza, a my dalej niewiele robimy

Z katastrofą klimatyczną jest jak z Titanikiem: można jeszcze trochę skręcić, żeby góra lodowa zrobiła w statku mniejszą dziurę. To, na ile skręcimy, ma bardzo duże znaczenie, bo może spowodować, że albo będą większe warunki do przeżycia na dużą skalę, albo mniejsze. A jeśli będziemy dalej płynąć na górę lodową jak teraz, to w nią uderzymy i się utopimy - mówił w TOK FM prof. Szymon Malinowski z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.
Zobacz wideo

Afrykańskie upały, a potem gwałtowne burze, a nawet trąby powietrzne. To widoczne oznaki katastrofy klimatycznej, która postępuje. Jednak nadal wielu te argumenty nie przekonują, nie mówiąc o podjęciu wystarczających środków zaradczych. Tymczasem – jak przekonywał w TOK FM prof. Szymon Malinowski – mamy coraz mniej czasu. - Katastrofa klimatyczna toczy się, na razie jeszcze nie bardzo szybko, ale przyspiesza i to nas bardzo niepokoi. Z nią jest trochę jak z Titanikiem: można jeszcze trochę skręcić, żeby góra lodowa zrobiła w statku mniejszą dziurę. To, na ile skręcimy, ma bardzo duże znaczenie, bo może spowodować, że albo będą warunki do przeżycia na dużą skalę i będziemy w miarę wygodnie jeszcze żyć na naszej planecie, albo będą te warunki mniejsze. A jeśli będziemy dalej płynąć na górę lodową jak teraz, to w nią uderzymy i się utopimy – tłumaczył fizyk atmosfery z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak dodał, jeśli ktoś nie dowierza w katastrofę klimatyczną, może sprawdzić w internecie, w jak wielu gminach w Polsce apeluje się o oszczędzanie wody przez suszę. - A jeżeli wyjdziemy poza obszar Polski, to okazuje się, że na zachodzie Stanów Zjednoczonych jest najgorsza susza w historii tego kraju i być może uniemożliwi zbieranie plonów na obszarach rolniczych. Zależymy od tego, ile nam przyroda dostarczy pożywienia, a dramatycznie maleje możliwość wytwarzania żywności na dużą skalę – mówił.

Przekonywał, że katastrofa żywnościowa może się wydarzyć już w dowolnym momencie, bo duże kraje są na granicy wydolności produkcji jedzenia. - Teraz to już tylko kwestia szczęścia. Czy więcej, czy mniej zjawisk meteorologicznych (niszczących uprawy) zdarzy się w tych miejscach - stwierdził.

Przeciwskuteczne działania ekologiczne

Prof. Szymon Malinowski zauważył, że broniąc się przed katastrofą klimatyczną, często jej sprzyjamy. Np. wycinamy coraz więcej lasów w Amazonii, żeby zwiększać produkcję rolną. - Albo zwiększamy emisję gazów cieplarnianych, bo nie patrzymy, ile paliwa zużywa samochód, tylko czy jest hybrydowy. Są modele samochodów na benzynę, które zużywają mniej paliwa, bo są mniejsze, ale my wybieramy te ekologiczne – powiedział.

Zauważył, że podobnie jest z budynkami energooszczędnymi, które cieszą się zainteresowaniem, bo są tańsze w budowie i eksploatacji w ciągu 15-20 lat. - Patrzymy na koszt, jaki musimy ponieść podczas budowy i koszty kredytu. Ale nie bierzemy pod uwagę, ile te budynki będą zużywać energii – tłumaczył. - To są przykłady z życia codziennego na to, że nie myślimy o katastrofie klimatycznej - dodał.

Jak przyznał, często słyszy argumenty, że nie powinniśmy powstrzymywać zmian klimatu, tylko się do nich zaadoptować. - Nie da się zaadaptować do coraz szybciej i bardziej narastającej zmiany, jeśli nie zaczniemy jej powstrzymywać. Nauczyliśmy się nie płacić za korzystanie ze środowiska. Cała ekonomia opiera się przerzucaniu kosztów środowiskowych na przyszłe pokolenia. Chodzi o to, żeby te koszty uwzględnić już teraz w naszych działaniach – zakończył gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM