Znów dyplomatyczna awantura na linii Polska-Izrael. Lis: Oświadczenie naszego MSZ tylko zaostrza spór

"To niemoralne prawo poważnie uderzy w stosunki między naszymi państwami" - napisała izraelska ambasada w specjalnym oświadczeniu, wydanym po uchwaleniu przez Sejm nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego. Strona Polska ostro odrzuca stawianie sprawy w ten sposób. Mamy kolejny konflikt na miarę sporu o IPN?
Zobacz wideo

Wczoraj wieczorem Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego, zgodnie z którą m.in. po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie postępowanie w celu jej zakwestionowania. W głosowaniu w Sejmie nowelizację poparło 309 posłów, nikt nie był przeciw, 120 osób wstrzymało się od głosu.

Zmiana przepisów to pokłosie decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który w 2015 roku orzekł, że przepis kodeksu w obecnym brzmieniu - pozwalający orzec o nieważności decyzji wydanej z rażącym naruszeniem prawa nawet kilkadziesiąt lat po tej decyzji - jest niekonstytucyjny. W związku z tym w nowelizacji zapisano, że nie stwierdzałoby się nieważności takiej decyzji, jeśli "od dnia jej doręczenia lub ogłoszenia upłynęło 10 lat, a także gdy decyzja wywołała nieodwracalne skutki prawne". W takiej sytuacji można byłoby orzec, iż decyzję wydano z naruszeniem prawa. Natomiast, jeśli od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji upłynęło 30 lat, to w ogóle nie byłoby wszczynane postępowanie w sprawie stwierdzenia nieważności decyzji.

Zmiana zapisów przyciągnęła uwagę przede wszystkim USA i Izraela.

Reakcja USA i ostry sprzeciw Izraela

Amerykański chargé d’affaires Bix Aliu napisał niedawno list do marszałek Sejmu w sprawie nowelizacji. Ocenił, że zmiana przepisów zamknie drogę "Ocalonym z Holokaustu do dochodzenia roszczeń".

Po sejmowym głosowaniu głos zabrała Ambasada Izraela w Polsce. "Zachowanie pamięci o Zagładzie i troska o prawa ocalonych z Holokaustu, do których zalicza się kwestia zwrotu mienia żydowskiego zagrabionego podczas Zagłady, są kluczowymi elementami tożsamości i leżą u podstaw istnienia Państwa Izrael. Są one również istotnymi dziedzinami aktywności izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z dumą wypełniamy ten obowiązek, wynikający z wyznawanych przez nas wartości moralnych i powinności historycznej" – czytamy w oświadczeniu opublikowanym na Twitterze.

Jak zauważono, "deklaracja terezińska, przyjęta w 2009 r., wzywa wszystkie zainteresowane państwa do pracy nad zwrotem mienia żydowskiego zagrabionego w czasie Holokaustu". "Izrael oczekuje, że strony Deklaracji postępować będą zgodnie z jej zapisami. Odrzucenie przez Polskę realizacji postanowień Deklaracji to poważne i dalece niepokojące działanie. Procedowana obecnie zmiana ustawy w rezultacie uniemożliwi zwrot mienia żydowskiego, lub ubieganie się o rekompensatę za nie, ocalonym z Zagłady i ich potomkom oraz społeczności żydowskiej, dla których Polska przez stulecia była domem. To niepojęte" - wskazano w oświadczeniu.

"To niemoralne prawo poważnie uderzy w stosunki między naszymi państwami. Z powagą podchodzimy do próby uniemożliwienia zwrotu prawowitym właścicielom mienia zagrabionego w Europie Żydom przez nazistów i ich kolaborantów. Polska wie, co jest właściwym krokiem w tej sprawie" - podkreśliła izraelska ambasada. W czwartek wieczorem wpis na Twitterze podobnej treści umieścił też minister spraw zagranicznych Izraela Yari Lapid.

"Jednoznacznie negatywne oświadczenie"

"Wczorajsze oświadczenie Ministra Spraw Zagranicznych Izraela trzeba ocenić jednoznacznie negatywnie. Jego treść nacechowana jest złą wolą, a przede wszystkim głęboką nieznajomością faktów" - zaznaczył wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. 

"Polacy tak jak Żydzi byli ofiarami straszliwych niemieckich zbrodni. Uchwalona w Sejmie ustawa chroni ofiary tych zbrodni i ich spadkobierców przed oszustwami i nadużyciami; jest realizacją wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2015 r." - wyjaśnił w kolejnym wpisie wiceminister. "W wyniku dzikiej reprywatyzacji w Warszawie i innych miastach wiele osób zostało pozbawionych dorobku życia. Próby zablokowania ustawy to wsparcie dla dalszego trwania tej niesprawiedliwości" - zaznaczył na Twitterze.

"Nie dopuścić znów do kompromitacji"

Grzegorz Schetyna, poseł PO, tłumaczył w Poranku Radia TOK FM, że przegłosowana przez Sejm ustawa nie jest jeszcze obowiązującym prawem. - Trafi jeszcze do Senatu i tam będzie wnikliwie rozpatrzona i analizowana. Chcę wyraźnie powiedzieć, że jako opozycja parlamentarna dołożymy pełnej staranności, żeby te zapisy, które będą w senackich poprawkach, regulowały w sposób akceptowalny przez wszystkich zapisy ustawy. Emocje, które będą temu towarzyszyć są czymś oczywistym - obiecywał Schetyna. 

Podkreślał jednocześnie, że rząd już od dawna powinien konsultować tę kwestię zarówno z USA, jak i ze stroną izraelską. - Jednak PiS uważa, że historia rozpoczęła się w 2015 roku, kiedy doszli do władzy. Nie biorą pod uwagę tego, co działo się wcześniej. Mam dobrze w pamięci to, co zdarzyło się kilka lat temu, kiedy Patryk Jaki prezentował ustawę o IPN i wysadził stosunku Polski z USA, Izraelem i całym wolnym światem. Pamiętam, jak większość sejmowa z PiS przepychała tamtą ustawę kolanem, łamiąc zasady rzetelności, debaty, przyzwoitości i popełniając przy tym katastrofalne błędy. Nie chcemy powtórzenia tej kompromitacji, dlatego potrzebny jest czas i rzetelna analiza zapisów ustawy - wskazywał gość TOK FM. 

"PiS gra zgraną kartą"

O nowym polsko-izraelskim sporze dyskutowali też komentatorzy w Poranku Radia TOK FM. Reakcja Stanów Zjednoczonych i Izraela nie zdziwiła Tomasza Lisa. - To jest taka demonstracja. Wykrzyczenie: nikomu niczego nie oddamy. Jednak jeśli są jacyś spadkobiercy, to mają tytuł do odzyskania swojego mienia. Przez 30 lat kolejne ekipy rządzące nie potrafią tego rozstrzygnąć. To jest trudne, ale przy dobrej woli i konsultacjach z partnerami, warto byłoby podjąć taką próbę. Oświadczenie naszego MSZ niczego nie łagodzi, a tylko zaostrza ten spór. A wiadomo, w czyim interesie jest wojna Polski z USA i Izraelem. Na pewno nie w interesie Polek i Polaków - mówił redaktor naczelny "Newsweeka".

Natomiast Tomasz Wołek dodawał, że PiS znów próbuje grać starą kartą antysemityzmu. - Bazują na najniższych emocjach, zazdrości i zawiści. Widać, że nie wahają się znowu używać tej karty - podkreślił publicysta. 

DOSTĘP PREMIUM