Święto Kanady w cieniu szokującej tragedii z przeszłości. "Kościół nie przeprasza, tylko wyniośle milczy"

Kanada nie może się podnieść po traumie wywołanej odnalezieniem ciał uczniów katolickich i protestanckich szkół. - Państwo robi wiele, żeby te rany zasklepić. Kościoły protestanckie przeprosiły, wywiązały się z ugody z Ocaleńcami i wypłaciły przyrzeczone środki finansowe. Tylko Kościół katolicki uchyla się od wzięcia odpowiedzialności. Nie przeprasza, wyniośle milczy - mówiła w TOK FM Joanna Gierak-Onoszko, reporterka i autorka książki o Kanadzie "27 śmierci Toby'ego Obeda".

W czwartek 1 lipca Kanada obchodzi swoje święto - rocznicę powstania Konfederacji Kanady, co miało miejsce w 1867 roku. Organizacje rdzennych mieszkańców tego kraju wzywały, by nie świętować ze względu na ich żałobę. W ostatnim czasie znaleziono wiele grobów uczniów, którzy chodzili do szkół prowadzonych przez kościoły katolickie i protestanckie na zlecenie rządu.

O rozdarciu obywateli Kanady ze względu na trudną przeszłość tego kraju opowiadała w Światopodglądzie TOK FM reporterka Joanna Gierak-Onoszko. - Dzisiaj miały być urodziny Kanady, a są przygotowania do pogrzebu (odnalezionych ciał dzieci). Kanada jest podzielona, bo niektórzy chcą brać udział w tym największym święcie, ale czują, że nie wypada, kiedy sąsiad szykuje się do pogrzebu dziecka. Doniesienia o kolejnych znalezionych grobach, tym razem ponad 1 tys. ciał, są szokujące i bardzo trudno jest być w radosnym nastroju. Zostały odwołane pokazy fajerwerków i pikniki - mówiła autorka książki o Kanadzie pt. "27 śmierci Toby'ego Obeda".

Przypomniała o szokujących losach dzieci rdzennych mieszkańców Kanady, które były wtrącane do szkół z internatami. - Co najmniej co 10 dziecko, które trafiło do takiej szkoły, nigdy z niej nie wróciło, a rodzice nie byli powiadamiani o ich śmierci czy zaginięciu. Te szkoły powstały po to, by – jak mówili ich twórcy – zabić Indianina w dziecku i nałożyć na nie nową tożsamość kulturową, tę importowaną z Europy - powiedziała.

Jak dodała, te szkoły były placówkami edukacyjnymi tylko z nazwy, a tak naprawdę były to miejsca przymusowej pracy dzieci. - Duchowni, którzy tymi szkołami zarządzali, byli pozbawieni jakiegokolwiek nadzoru ze strony państwa. Dzieci przebywały tam w katastrofalnych warunkach. Ulegały przemocy fizycznej i seksualnej. To były dla nich miejsca kaźni - oceniła.

O tym, że mogiły tych dzieci zostaną odnalezione, mówiono w Kanadzie od co najmniej 2015 roku, kiedy ukazał się wstrząsający raport Komisji Prawdy i Pojednania. - Komisja szacowała, że brakuje informacji o miejscach pochówków ok. trzech tysięcy rdzennych dzieci. Dzisiaj wiemy, że ta liczba była mocno zaniżona. Mówi się o kilkunastu, czasem o kilkudziesięciu tysiącach uczniów, którzy przepadli bez wieści. Presja ze strony rdzennych mieszkańców, by odnaleźć ciała tych dzieci, była ogromna. Dzięki niej, nie rządowi, odnaleziono mogiły - stwierdziła reporterka. 

Szkoły, o których mówiła gościni TOK FM, zaczęły być zamykane w latach 60. - Ostatnia zamknęła się 25 lat temu. Ci, którzy przeszli przez te szkoły, nie mówią o sobie "absolwenci", ale "Ocaleńcy" - zaznaczyła Gierak-Onoszko.

Na koniec zauważyła, że Kanada nie może się podnieść po tej traumie do dzisiaj. - Państwo robi wiele, żeby te rany zasklepić. Kościoły protestanckie przeprosiły, wywiązały się z ugody z Ocaleńcami i wypłaciły przyrzeczone środki finansowe. Tylko Kościół katolicki uchyla się od wzięcia odpowiedzialności. Nie przeprasza, wyniośle milczy - zakończyła gościni TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM