Litwa u progu kryzysu? "Sytuacja ekstremalna" w związku z rosnącą liczbą migrantów

- Każdego dnia na Litwie jest więcej osób przekraczających granicę nielegalnie niż w ciągu całego poprzedniego roku. Ten kraj nie jest na to logistycznie przygotowany - mówił w TOK FM Dominik Wilczewski z "Przeglądu Bałtyckiego".
Zobacz wideo

Do Litwy w ostatnim czasie dociera większa niż zwykle liczba migrantów. Przekraczają granicę z Białorusią w nieudokumentowany sposób. Litewskie władze zdecydowały się na wprowadzenie czegoś w rodzaju "stanu wyjątkowego". 

Jak wyjaśniał w TOK FM Dominik Wilczewski z "Przeglądu Bałtyckiego", wprowadzony na Litwie stan dosłownie tłumaczy się jako "sytuację ekstremalną". - Nie jest to do końca to samo, co w Polsce rozumie się jako stan wyjątkowy. Nie ma tam przyznanych jakichś szczególnych uprawnień dla władz centralnych ani ograniczenia swobód obywatelskich. Nie ma ograniczenia podróżowania, przemieszczania się czy godziny policyjnej - tłumaczył.

Chodzi o to, by - jak mówił dalej nasz gość - usprawnić działania władz centralnych i samorządowych, a także mieć możliwość przesunięcia publicznych pieniędzy właśnie na walkę z tym kryzysem. Trochę jak w przypadku organizacji działań przy klęsce żywiołowej. 

Wilczewski przyznał, że wzrost liczby migrantów przekraczających litewsko-białoruską granicę - w porównaniu do poprzednich lat - jest skokowy.

- Chodzi o osoby, które są zatrzymywane na nielegalnym przekraczaniu granicy przez straż. W poprzednich latach było to rocznie kilkadziesiąt osób lub ponad sto. Natomiast w tym roku już takich osób zatrzymano ponad 1000. Ostatniej nocy było ich 160, poprzedniej 110 osób, a jeszcze poprzedniej 150. Każdego dnia mamy więcej osób niż w ciągu całego ubiegłego roku - podawał gość Karoliny Głowackiej.

"Litwa nie jest na to przygotowana"

Wilczewski powiedział również, że "prawdopodobnie zbliżamy się do czegoś, co będziemy mogli nazwać kryzysem humanitarnym". - Bo Litwa jest małym krajem. Nie była do tej pory logistycznie przygotowana na przyjmowanie tak dużej liczby migrantów - powiedział.

Większość osób przekraczających granicę litewsko-białoruską to obywatele Iraku, częściowo również Iranu i Syrii. Ale - jak mówił gość TOK FM - są też osoby z Afryki Północnej, co jest dość zaskakujące, bo wcześniej Litwa raczej nie była dla nich popularnym szlakiem migracyjnym. 

Problem ten nasilił się w ostatnich miesiącach. Władze Litwy niejednokrotnie wskazywały, że jest to zorganizowany biznes, w który zamieszani są białoruscy urzędnicy. Wilno uważa, że jest to forma wojny hybrydowej.

- Wydaje się to najbardziej oczywistym wytłumaczeniem tej sytuacji, że jest to jakaś forma odwetu ze strony Łukaszenki wobec Litwy, która w ciągu ostatniego roku odgrywa rolę takiego adwokata sprawy białoruskiej w Europie i adwokata białoruskiej opozycji i środowisk niezależnych - wskazał.

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, którego cytuje państwowa agencja informacyjna BiełTa, oświadczył w piątek, że jego kraj, zagrożony sankcjami Zachodu, nie ma funduszy powstrzymania nielegalnych migrantów. - Szczerze mówiąc, nie będziemy dłużej trzymać tych, których dławicie w Afganistanie, Iranie, Iraku. Ze względu na wasze sankcje nie mamy ani pieniędzy, ani siły, aby to robić - powiedział Łukaszenka.

Wsparcie dla Litwy w piątek obiecała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. - Jedno jest pewne: wasze zmartwienia i wasze problemy na Litwie to problemy europejskie. Chciałam to mocno wyrazić, naprawdę stoimy po waszej stronie w tym trudnym czasie - zakomunikowała.

DOSTĘP PREMIUM