"Orban potrafi tak wszystko ułożyć, by wszyscy mieli poczucie, że Węgry są bite". Ekspert o sporze wokół ustawy anty-LGBT

- Węgrom bardzo łatwo jest zbudować narrację, że UE odwinęła się za tę ustawę. To kolejny majstersztyk Wiktora Orbana, że potrafi tak to wszystko ułożyć, żeby wszyscy mieli poczucie, że Węgry są bite ideologicznie. I wszystkie argumenty merytoryczne giną - zauważył w TOK FM dr Dominik Hejj, politolog z Instytutu Europy Środkowej.
Zobacz wideo

Od 15 czerwca, gdy węgierski parlament przyjął ustawę anty-LGBT, przywódcy państw UE krytykowali rząd Wiktora Orbana. Holenderski premier powiedział nawet, że nie ma miejsca w UE dla Węgier z ustawą anty-LGBT, a szefowa Komisji Europejskiej nazwała ją "wstydem". Czy te głosy docierają do węgierskiej opinii publicznej?

- Docierają, choć zależności od tego, po które medium ta opinia publiczna sięga. Media prorządowe bardzo się cieszyły, że Holandia odpadła z Mistrzostw Europy po tej wypowiedzi premiera - powiedział w TOK FM dr Dominik Hejj, politolog z Instytutu Europy Środkowej oraz dziennikarz portalu kropka.hu

Jak dodał, Węgrzy nie bardzo się przejmują nawet tym, że po uchwaleniu tej ustawy grozi im utrata części środków z Unii Europejskiej. - Węgrom bardzo łatwo jest zbudować narrację, że UE odwinęła się za tę ustawę. To kolejny majstersztyk Wiktora Orbana, że potrafi tak to wszystko ułożyć, żeby wszyscy mieli poczucie, że Węgry są bite ideologicznie. I wszystkie argumenty merytoryczne giną - zauważył gość TOK FM.

Premier Orban tłumaczył się, że w nowej ustawie nie chodzi o dyskryminację osób LGBT, tylko o ochronę dzieci przed seksualizacją. - Ustawa, o której mówimy, pierwotnie miała się ograniczyć do zaostrzenia kar za pedofilię, ale w ciągu kilku dni dopisano do niej frazy, które sprawiły, że teraz ją komentujemy - stwierdził politolog.

Jak do tego doszło? - Mogę cynicznie odpowiedzieć, że na wiosnę przyszłego roku są wybory na Węgrzech. Ale Wiktor Orban już wcześniej zapowiedział kontrrewolucję kulturową, mówiąc o przywróceniu tradycji chrześcijaństwa. Na Węgrzech ona inaczej wygląda, trzeba pamiętać, że tam nie jest silny Kościół katolicki, ale protestancki. Sam premier jest kalwinem. W tej tradycji niedopowiedziane są stanowiska ws. aborcji, adopcji dzieci przez „tęczowe rodziny" i związków partnerskich. To pozwala z wiary zrobić narzędzie w rywalizacji wewnętrznej (wybory) i zewnętrznej (wcześniej Węgry miały bronić Europy przed hordami najeźdźców Islamu, teraz przed hordami Sorosa) - wyjaśniał Dominik Hejj.

Gość Pawła Sulika zwrócił uwagę na paradoks w postawie węgierskiego rządu wobec osób LGBT. - Bez względu co byśmy o tej ustawie złego nie powiedzieli, pamiętajmy, że wciąż na Węgrzech obowiązuje prawo o legalnych związkach jednopłciowych. Choć nowa ustawa dyskryminuje osoby nieheternormatywne, to tego największego przywileju wciąż na Węgrzech nie odebrano - zauważył.

DOSTĘP PREMIUM