Arktyczna wyspa nie chce już być drugim Kuwejtem. "Rząd stawia na ekologię"

Po wygranej lewicowej opozycyjnej partii Inuit Ataqatigiit, rząd Grenlandii (z wyprzedzeniem) zakazuje wydobycia ropy naftowej.

Nowy rząd Grenlandii, sprawujący władzę od kilku miesięcy na arktycznej wyspie, podjął decyzję, by wstrzymać poszukiwania i wydobycie ropy naftowej. Grenlandia rozpoczęła także konsultacje społeczne w sprawie wydobycia uranu. Wszystko przez kryzys klimatyczny. – Stąd ta decyzja. Natomiast ani na wyspie, ani w jej strefie ekonomicznej takiego wydobycia nie ma. Władze i świat wiedzą, że złoża gazu i ropy są tam znaczne, ale koszty ich pozyskiwania są nieopłacalne. Dlatego ten nowy lewicowy rząd, który stawia na ochronę środowiska, postanowił sprawę wyjaśnić – wyjaśniał w TOK FM Piotr Szymański z Ośrodka Studiów Wschodnich. Tłumaczył, że dla grenlandzkiego rządu cena wydobycia ropy nie może być tylko efektem kalkulacji finansowych, ale musi też brać pod uwagę klimat i środowisko. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Zdaniem eksperta, nowy rząd nadal poszukuje pomysłu na rozwój wyspy. – Grenlandzka idea była do tej pory taka, że w 2009 roku udało się uzyskać suwerenność od Danii nad zasobami naturalnymi. Wtedy zapanował wielki optymizm. Grenlandczycy liczyli, że dzięki surowcom uda im się uniezależnić od grantów z Kopenhagi – obecnie to połowa budżetu wyspy. Nic takiego się jednak nie stało. Wydaje się zatem, że rząd postawi teraz na turystykę i tak jak do tej pory – na rybołówstwo – prognozował gość TOK FM.

Inaczej ma się sprawa wydobycia uranu. W Kvanefjeld australijsko-chińska spółka chciała wydobywać uran i metale ziem rzadkich. To jedne z największych złóż tego typu na świecie. - Ta kwestia polaryzuje scenę polityczną wyspy. Ostatnie wybory były właśnie plebiscytem w sprawie tej kopalni. Wygrała opcja, która sprzeciwia się wydobyciu. Natomiast uran i metale rzadkie to nie tylko energetyka jądrowa, ale też smartfony czy fotowoltaika. Dlatego wydaje się, że ten temat będzie jeszcze powracał – ocenił Szymański.

DOSTĘP PREMIUM