Igrzyska w Tokio w "ogromnej obawie" przed COVID-19. "Czarny scenariusz jest taki, że w wiosce wybuchnie epidemia"

Wszyscy rozsądni ludzie zajmujący się epidemią mówili, że to niemożliwe, żeby przy przyjeździe tylu tysięcy osób z całego świata, nie było przypadków zachorowań. Chodzi o to, żeby utrzymać to w ryzach - mówił w TOK FM Mirosław Żukowski, szef działu sportowego "Rzeczpospolitej".

Japonia zmaga się rosnącą liczbą przypadków koronawirusa, co stawia organizatorów igrzysk olimpijskich przed coraz większymi wyzwaniami. Kolejne zakażenia potwierdzono w wiosce olimpijskiej, która miała być szczelną bańką. Niektórzy sportowcy musieli zrezygnować ze startu w zawodach, bo otrzymali pozytywny wynik testu. Dyrektor zarządzający Komitetu Organizacyjnego Toshiro Muto, zapytany w tym tygodniu na konferencji prasowej, czy igrzyska mogą zostać odwołane, odpowiedział, że będzie obserwował dane związane z pandemią i w razie potrzeby prowadził dyskusje z organizatorami. - Nie możemy przewidzieć, jak będą wyglądać dane dotyczące koronawirusa. Dlatego będziemy kontynuować dyskusje, jeśli nastąpi wzrost liczby tych przypadków - powiedział Muto.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Po słowach dyrektora w wielu mediach pojawiły się artykuły, że igrzyska mogą zostać odwołane nawet w ostatniej chwili. Mirosław Żukowski, kierownik działu sportowego "Rzeczpospolitej", mówił w TOK FM, że media nadinterpretowały słowa Muto. – Teraz się z tego wszyscy wycofują – przypomniał Żukowski. Jednak pewien czarny scenariusz dla imprezy istnieje i polega na tym, że w wiosce olimpijskiej wybuchnie epidemia. – Na razie są przypadki zachorowań, widać wyraźnie, że ta bańka złożona z testów i biurokracji słabo działa. Wszyscy rozsądni ludzie zajmujący się epidemią mówili, że to niemożliwe, żeby przy przyjeździe tylu tysięcy osób z całego świata, nie było przypadków zachorowań. Chodzi o to, żeby utrzymać to w ryzach i aby sportowcy nie chorowali oraz, żeby Japończycy – niechętni igrzyskom – nie mogli powiedzieć: a nie mówiliśmy – podkreślał Żukowski.

Dodawał, że obawa przed zachorowaniami jest ogromna. – Odbiera masę radości z igrzysk i nam kibicom, i sportowcom, którzy muszą myśleć o czymś, na co nie mają wpływu. Trzeba im współczuć w tej sytuacji i nie wytaczać wielkich dział, jeśli na tej imprezie wyniki będą słabsze i padnie mniej rekordów świata – apelował dziennikarz.

Nie zabierajmy sportowcom szans

Żukowski podkreślał, że odwołanie igrzysk byłoby dla tysięcy sportowców katastrofą. – Nie mówię tutaj o piłkarzach, czy tenisistach i golfistach, którzy swoje "igrzyska" mają co roku. Ta impreza to też przecież szermierze, wioślarze, strzelcy. Dla nich to być albo nie być, to jedyny czas, żeby się pokazać, błysnąć a nawet pozyskać jakichś sponsorów – wskazał gość TOK FM i przypomniał, że wielu polskich sportowców z powodów politycznych nie mogło pojechać na igrzyska do Los Angeles w 1984 roku.

– Ta trauma jest w nich do dzisiaj. Dlatego nie jestem za tym, żeby sportowcom odbierać takie szanse. Natomiast ile ta impreza będzie kosztować Japonię i świat, przekonamy się dopiero później. Trzeba mieć nadzieję, że nie dostarczą powodu, żeby świat musiał się zastanawiać, czy warto było tam jechać – podsumował ekspert.

DOSTĘP PREMIUM