Swietłana Aleksijewicz: W sierpniu zeszłego roku zakochałam się w swoim narodzie

- Łukaszenka nie czuł żadnego zagrożenia ze strony kobiet. Mówił, że prezydentem może być tylko ktoś, kto służył w wojsku, a konstytucja nie jest napisana dla kobiet. Jednak po licznych aresztowaniach mężów, kobiety wyszły, zjednoczyły się i nagle zobaczyliśmy w nich bardzo duży potencjał - w TOK FM mówiła Swietłana Aleksijewicz, białoruska pisarka, noblistka.
Zobacz wideo

- Ja, tak jak dziesiątki tysięcy innych mieszkańców, musiałam opuścić Białoruś. To już nie jest nasz kraj - mówiła Swietłana Aleksijewicz w TOK FM. - Pozostanie na Białorusi jest dosyć niebezpieczne. Dziesiątki tysięcy najlepszych ludzi albo wyjechało, albo zostali aresztowani i siedzą teraz w więzieniach. Dzisiaj rano czytałam reportaż o dziewczynie, która została wypuszczona z aresztu. Opowiadała, kto siedział razem z nią w celi - zamiast pięciu osób zostało tam upchnięte piętnaście. Wszyscy mieli wyższe wykształcenie, dwie osoby miały doktorat, była tam biznesmenka - opowiadała gościni Macieja Zakrockiego. 

Dodawała, że to, co się dzieje, przypomina 1937 rok. - Mamy do czynienia z donosicielstwem, licznymi nocnymi aresztowaniami - mówiła. 

- Ja nie zamierzałam, nie chciałam wyjeżdżać. W sierpniu zeszłego roku zakochałam się w swoim narodzie. Zobaczyłam, że naprawdę jesteśmy tym narodem - zrobiliśmy krok do przodu i podjęliśmy próbę wyjścia z niewolnictwa. Wtedy zobaczyłam zupełnie inne twarze, innych ludzi, którzy inaczej się śmiali, inaczej chodzili. Oni chcieliby żyć w innym kraju i być może takich ludzi było więcej. To jednak nie jest cały naród. Jakaś część wspiera Łukaszenkę. Potem zaczęły się aresztowania w naszej Radzie Koordynacyjnej, do której należałam - opowiadała.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Jak mówiła dalej noblistka, będąc na Białorusi coraz bardziej się bała - dzwonili do niej ludzie, których nie znała, mieli dyżury w busach i samochodach przed jej domem. Chciała też napisać książkę, a zrobienie tego na Białorusi jest niemożliwe. Musiała więc wyjechać.

- Dlaczego wcześniej siedzieliśmy z tym wszystkim pojedynczo, w samotności, w swoich domach? Oczywiście byliśmy niezadowoleni, ale siedzieliśmy w swoich kuchniach, na kanapach... A potem nagle wyszliśmy na ulice. Wśród odpowiedzi przede wszystkim są wybory, bo były kłamstwem. Łukaszenka  podał niewyobrażalną liczbę - że niby ponad osiemdziesiąt procent ludzi go wspiera. Na Cichanouską  miało zagłosować bardzo mało ludzi, a ja sama wiem - widziałam, że naród chciał głosować właśnie na nią - wspominała Aleksijewicz. 

Wskazywała też, że "przez dwadzieścia sześć lat, kiedy Łukaszenka jest u władzy, ludzie podróżowali po świecie". - Widzieli inny świat i dorosło nowe pokolenie ludzi, zupełnie inne, korzystające z nowych technologii - mówiła. 

Siła kobiet. "Zjednoczyły się i wyszły"

- To też była dla nas dosyć niespodziewana rzecz. Łukaszenka nie czuł żadnego zagrożenia ze strony kobiet. Mówił, że prezydentem może być tylko ktoś, kto służył w wojsku, a konstytucja nie jest napisana dla kobiet. Jednak po licznych aresztowaniach mężów kobiety wyszły, zjednoczyły się i nagle zobaczyliśmy w nich bardzo duży potencjał - wspominała też Aleksijewicz. Jak podkreśliła "kobiety przyniosły też nowe idee, które świetnie harmonizowały z poglądami, jakie miało wtedy społeczeństwo". W jej opinii - jeżeli wyszliby wtedy mężczyźni, Białoruś nie uniknęłaby krwi.

- To, że kobiety stały na czele, pokazuje, że choć teraz nie zwyciężyliśmy, to możemy działać pokojowo i że wolność nie powinna opierać się na krwi. Ja osobiście nie chcę wolności opartej na krwi, to jest taka wolność z 2017 roku. Widzimy, czym się to kończy, a ja tego nie chcę - mówiła w Popołudniu TOK FM. 

Aleksijewicz stwierdziła też, że właśnie w sierpniu zeszłego roku narodził się naród białoruski. Wtedy nastąpił wybuch różnych inicjatyw w języku białoruskim, ludzie zaczęli w nim śpiewać, zakładać stroje białoruskie. - Cała rewolucja zaczynała się z białoruskimi piosenkami w tle. Śpiewał je naprawdę cały naród. Ludzie zaczęli kupować książki po białorusku i po prostu poczuli się Białorusinami. Myślę, że to pozostanie ich kierunkiem, po tym jak zwyciężymy - tłumaczyła.

I dodała: "Mamy dwa zadania - żeby odszedł Łukaszenka i żeby Białoruś pozostała niezależnym, samodzielnym krajem. Widzę w ludziach tę energię, patriotyzm, temperament, który pomoże poprowadzić kraj i naród dalej". 

DOSTĘP PREMIUM