USA i Niemcy dogadani ws. Nord Stream 2. "Polska tak naprawdę się nie liczy"

Władze USA i Niemiec porozumiały się odnośnie gazociągu Nord Stream 2, co ogłosiły we wspólnym oświadczeniu. Włodzimierz Cimoszewicz ocenił umowę jako "nieelegancką", a zdaniem Jana Olbrychta Polska weszła do rozmów "bocznymi drzwiami i na samym końcu". - Polska jako partner czy udziałowiec w bardzo poważnej rozmowie tak naprawdę się nie liczy - stwierdził w TOK FM.

W ramach umowy Niemcy zainwestują w ukraiński sektor energetyczny, zobowiążą się do sankcji w razie wrogich działań Rosji i wesprą Inicjatywę Trójmorza. Choć w oświadczeniu brak jest o tym wzmianek, przedstawiciele Departamentu Stanu USA zapowiedzieli, że porozumienie oznacza wycofanie się z prób wstrzymania projektu za pomocą sankcji. Oświadczenie wywołało wspólną reakcję polskiego i ukraińskiego MSZ, a szefowie dyplomacji obu krajów wciąż uznają, że Nord Stream 2 to "projekt polityczny zagrażający bezpieczeństwu nie tylko Ukrainy ale i UE". 

- Z jednej strony jest rozczarowanie, że do tego dochodzi po wielu latach próby zablokowania - oceniał w TOK FM poseł PO do Parlamentu Europejskiego Jan Olbrycht. - Z drugiej strony proszę zwrócić uwagę na tekst tego porozumienia, które dzisiaj już nie mówi o tym, że będzie rurociąg, tylko mówi o mechanizmach rekompensowania - zauważał. 

Europoseł zaznaczał, że polskie MSZ też pisze przede wszystkim o tym, że mechanizmy rekompensaty nie są wystarczające. - Moim zdaniem wchodzimy bardziej w etap negocjowania warunków niż prostego negowania - stwierdził gość TOK FM. - Moje wrażenie jest takie, że w tej całej grze, co jest przykrym stwierdzeniem, Polska jako partner czy udziałowiec w bardzo poważnej rozmowie tak naprawdę się nie liczy - dodał. I ocenił, że Polska wchodzi do rozmów "bocznymi drzwiami i na samym końcu".

"Nasze bezpieczeństwo energetyczne nie jest zagrożone"

Z kolei Włodzimierz Cimoszewicz oceniał w TOK FM, że gazociąg Nord Stream 2 ma większe znaczenie dla Ukrainy niż dla Polski. - Mamy rewolucje łupkową, możemy importować gaz płynny, czy zrobić rewers, czyli sprowadzać gaz z zachodu. Nasze bezpieczeństwo energetyczne nie jest zagrożone. Co innego Ukraina, która na tranzycie rosyjskiego gazu zarabia 3 mld dolarów rocznie - wyliczał były premier.

Jednak porozumienie USA i Niemiec europoseł nazwał "nieeleganckim". - Niemcy i tak muszą stale liczyć się z presją ze strony niektórych krajów UE i opinii publicznej w tej sprawie. Natomiast Joe Biden chce się skoncentrować w swojej polityce na konfliktowej sytuacji w relacji z Chinami i unikać innych kłopotów. Trudno jednak przyjąć do wiadomości, że tak kompletnie nas zlekceważyli. Nawet jeśli chodzi o to, że mamy rząd PiS etc. Mogli nas uprzedzić, trudno ich tutaj bronić - ocenił Cimoszewicz.

Żal polityków PiS

Wśród europosłów PiS głos w tej sprawie zabrała m.in. Beata Szydło. "Wydawało się, że są już za nami czasy układów mocarstw ponad głowami i kosztem krajów Europy Środkowej. Warto pamiętać, że nigdy niczym dobrym takie prowadzenie polityki międzynarodowej się nie kończyło" - napisała była premier na Twitterze. 

Rzecznik Andrzeja Dudy, Błażej Spychalski podkreślił, że decyzja o budowie Nord Stream 2 zapadła kilka miesięcy po agresji Rosji na Ukrainę. - Dzisiaj mamy praktycznie zwycięstwo Rosji, jeżeli chodzi o budowę tego gazociągu. Rosja będzie uzyskiwała dzięki tej infrastrukturze znaczący wpływ na europejski rynek gazu, a przede wszystkim będzie na nim zarabiała - powiedział.

- Podtrzymujemy swoje zdanie, że Nord Stream 2 to jest łamanie przez Niemcy solidarności europejskiej w zakresie wspólnej polityki energetycznej - podkreślił rzecznik prezydenta.

Zapytany, czy można zrobić coś więcej niż wydawanie oświadczeń, Spychalski powiedział, że podjęto "szereg różnych decyzji, które zwiększają bezpieczeństwo energetyczne Polski". Jego zdaniem sytuacja jest dziś dalece lepsza, niż była w 2014 roku.

DOSTĘP PREMIUM