Andrzej Poczobut cztery miesiące w areszcie. "Po długiej przerwie zaczęły przychodzić listy od męża"

Andrzej Poczobut otrzymał pierwszą pocztówkę z Polski. - Po długiej przerwie znowu zaczęły też przychodzić listy od męża - powiedziała PAP Oksana Poczobut, żona działacza Związku Polaków na Białorusi, który przebywa w areszcie.
Zobacz wideo

Andrzej Poczobut został aresztowany w marcu. - Do Andrzeja dotarła pierwsza pocztówka z Polski - powiedziała w rozmowie z PAP Oksana Poczobut. Do niedawna korespondencja w języku polskim była zatrzymywana przez cenzurę.

- Andrzej napisał skargę do Departamentu Więziennictwa MSW (Białorusi) i otrzymał zgodę na wysyłanie i otrzymywanie listów w języku polskim. Takie listy idą dłużej, bo cenzorzy potrzebują dodatkowych trzech dni - powiedziała żona działacza. Poczobut w języku polskim pisze do syna. Ma również innych korespondentów, którzy piszą do niego po polsku.

- Mam nadzieję, że teraz zacznie dochodzić więcej listów z Polski - dodała Oksana Poczobut. Jak podkreśliła, dziesięć lat temu, gdy Andrzej Poczobut siedział przez cztery miesiące w areszcie za obrazę prezydenta, na jedną pocztówkę z Białorusi dostawał około stu z Polski.

Temat listów i korespondencji zajmuje ważne miejsce w opowieściach Oksany Poczobut, bo oprócz oszczędnych relacji adwokatki, z powodu pisemnego zobowiązania do nieujawniania informacji o śledztwie, to jedyne źródło wiedzy o mężu. Korzystanie z telefonu jest w areszcie zabronione. Mogą z niego korzystać więźniowie już skazani po przewiezieniu do kolonii karnej.

- Właśnie dlatego tak bardzo się denerwowałam, gdy na ponad miesiąc zamarła korespondencja. Wtedy okazało się, że Andrzej zachorował na COVID-19 - mówi żona aresztowanego dziennikarza.

Jak dodała, ostatni raz pisała listy podczas poprzedniego pobytu męża w areszcie. No a wcześniej, to w szkole. - Dzisiaj na Białorusi w zasadzie już wszystko można załatwić przez internet, nawet sprawy urzędowe. Tylko do aresztu trzeba pisać listy lub telegramy. Na szczęście mieszkamy blisko poczty, tuż koło domu jest skrzynka - dodała.

Listów w obie strony płynie dużo. Andrzej osobno pisze do żony, syna, córki. W piątek przyszły od niego cztery koperty. Gdy Andrzej chorował i żona przekazywała mu do aresztu w Żodzinie leki, telegramem nadawała instrukcję stosowania medykamentów. - Ze względu na jego problemy ze zdrowiem, z sercem, bardzo się baliśmy koronawirusa. Przesyłałam m.in. leki przeciwzakrzepowe - opowiedziała w rozmowie z PAP  Oksana Poczobut.

Obecnie Andrzej Poczobut pisze, że czuje się lepiej. Ciągle ma zaburzenia rytmu serca, na które cierpi od dawna, ale reguluje je lekami. Powrócił do studiowania kodeksów, codziennie przynajmniej godzinę przygotowuje się do procesu. Chociaż nie ma złudzeń, że będzie on jawny - powiedziała żona aktywisty. W niedzielę miną cztery miesiące od jego zatrzymania.

W piątek sąd rozpatrywał skargę Poczobuta na zastosowanie aresztu jako środka zapobiegawczego. Oksana Poczobut nie dostała w tej sprawie żadnej wiadomości, z czego wnioskuje, że sąd skargę odrzucił.

Aresztowania liderów ZPB

Andrzej Poczobut, prezes ZPB Andżelika Borys oraz jeszcze trzy działaczki mniejszości polskiej - Irena Biernacka, Maria Tiszkowska i Anna Paniszewa - zostali zatrzymani w marcu. Wobec piątki aktywistów wszczęto postępowania z art. 130 p. 3 kodeksu karnego Białorusi, który mówi o "celowych działaniach, mających na celu podżeganie do wrogości na tle rasowym, narodowościowym, religijnym lub innym socjalnym". Prokuratura białoruska interpretowała działania aktywistów ZPB jako "rehabilitację nazizmu". Przytoczony artykuł zagrożony jest karą pozbawienia wolności od pięciu do 12 lat.

2 czerwca polskie MSZ poinformowało, że Biernacka, Tiszkowska i Paniszewa zostały wypuszczone z aresztu i wywiezione do Polski. Kobiety nie mogą wrócić na Białoruś. Zarzutów wobec nich nie umorzono. Poczobut i Borys pozostają w areszcie, najprawdopodobniej w związku z odmową opuszczenia Białorusi.

Cała piątka aktywistów została uznana za więźniów politycznych. O ich uwolnienie apelują Polska i UE.

DOSTĘP PREMIUM