Tokio. Zapasy, rzut młotem i bieg na 800 metrów. Polacy z kolejnymi szansami na medale

Tadeusz Michalik awansował do półfinału turnieju olimpijskiego w zapasach. Rywalem Polaka w walce o medal będzie reprezentant Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego Musa Jewłojew. Wojciech Nowicki i Paweł Fajdek powalczą w finale rzutu młotem. - Jestem w stanie pokusić się o rekord życiowy - powiedział Nowicki. Z kolei w finałowym biegu na 800 metrów wystartuje Paweł Dobek.

Rywalizujący w zapasach w stylu klasycznym w kategorii 97 kg Tadeusz Michalik wygrał z Amerykaninem Tracym Hancockiem w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich. Polak stoczył z Amerykaninem wyrównany pojedynek, w którym ostatecznie zwyciężył 4:3. W półfinale rywalem Michalika będzie reprezentant Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego Musa Jewłojew, czyli dwukrotny mistrz świata (2018 i 2019) oraz Europy (2019 i 2021). 

Wcześniej w poniedziałek, w kat. 68 kg w stylu wolnym, Agnieszka Wieszczek-Kordus przegrała z Ukrainką Ałłą Czerkasową w 1/8 finału. Polka czeka na dalsze rozstrzygnięcia, które mogą dać jej prawo startu w repasażach.

Nowicki awansował do finału rzutu młotem już po pierwszej próbie

Wojciech Nowicki uzyskał w pierwszym rzucie w kwalifikacjach 79,78 m i od razu awansował do finału. Minimum wynosiło 77,50 m. - Zrobiłem swoje i tyle. Co mogę więcej powiedzieć? Bardzo się cieszę, że rzutem na zaliczenie udało mi się zrobić kwalifikację. To, że dało to taki wynik, to super. Jest tu bardzo dobre koło, więc mam nadzieję, że w finale będzie znacznie lepiej. Wszystko jest w porządku i tylko rzucać. Jestem stabilny technicznie, dobrze się czuję, jestem przygotowany. Czuję, że jest forma i tylko to udowodnić w środę - zaznaczył.

Brązowy medalista olimpijski z Rio de Janeiro przyznał, że bardzo spokojnie podszedł do poniedziałkowego występu. - Może dlatego, że w lipcu pozbyłem się was, dziennikarzy, bo chciałem mieć spokój. I jestem spokojny. Pewny tego, co mam robić i to się przekłada - jak widać - na rezultaty. To był rzut na zaliczenie. Szkoda, że poszedł po siatce, ale wynik niezły jak na pierwszą próbę. Nie mam chyba czego się wstydzić - podsumował.

Na pytanie, czy czuł, iż ma spory zapas jeszcze, nie odpowiedział od razu jednoznacznie. Po chwili jednak przyznał, że koło na tokijskiej arenie sprzyja dalekim rzutom. - Nie wiem, zobaczymy w finale. Koło jest świetne, więc myślę, że można jeszcze dołożyć odległości. Nie chcę tu rzucać wynikami, ale jeżeli wszystko się ułoży tak dobrze jak dziś, to śmiem twierdzić, że jestem w stanie pokusić się o rekord życiowy - stwierdził trzykrotny brązowy medalista mistrzostw świata.

Startujący w grupie A kwalifikacji Paweł Fajdek przyznał we wcześniejszej rozmowie z dziennikarzami, że miał spore problemy z zaśnięciem w noc poprzedzającą ten start. Fajdek, który ma za sobą dwa nieudane podejścia do igrzysk, musiał walczyć z dużym stresem. Czterokrotny mistrz globu uzyskał w pierwszej próbie 74,28, drugą spalił, a w trzeciej 76,46. Dało mu to piąte miejsce w jego grupie i musiał czekać na rozstrzygnięcia w grupie B, by wiedzieć, czy po raz pierwszy w karierze wystąpi w finale olimpijskim.

- On musi sobie poradzić z tym sam. Widziałem, że ma wielki stres, ale się nie dziwię. Wiedziałem, że tak będzie. Miałem nadzieję, że przejdzie, przełamie tę złą passę i pokaże się też z dobrej strony w finale. Tego chciałem i marzę sobie, by jakoś tak się wszystko poukładało, byśmy obaj stanęli na podium. To by było super, spełnienie marzeń - zaznaczył Nowicki.

Dobek w finale biegu na 800 metrów

Paweł Dobek wygrał pierwszy bieg półfinałowy czasem 1.44,60, choć nie było oczywiste, że tak będzie. Polak popisał się skutecznym finiszem po wewnętrznej i wyprzedził Kenijczyka Emmanuela Kipkurui Korira 1.44,74 oraz Meksykanina Jesusa Tonatiu Lopeza 1.44,77. - Była nerwówka, bo każdy chciał być w finale. Uważałem, żeby nie wpakować się w środek. Czasami lepiej jest biec jako ostatni i potem przechodzić. Zwłaszcza gdy, tak jak dziś, było sporo przepychanek. Rywale zostawiali po prostu więcej miejsca przy krawężniku - zaznaczył tegoroczny halowy mistrz Europy na tym dystansie.

Jak dodał, obawiał się nieco niedzielnego startu. W eliminacjach prowadził bieg, choć przyznał od razu, że tego nie lubi. Po występie tym zaś źle się poczuł i zwymiotował. - Eliminacje kosztowały mnie sporo przez własne błędy. Trener mówił, że niepotrzebnie wyszedłem wówczas na prowadzenie. Z pomiarów wynika, że drugą setkę pobiegłem wtedy - jak na mnie - bardzo szybko. To było niepotrzebne, ale wyciągnąłem wnioski - zapewnił podopieczny Zbigniewa Króla.

Finał odbędzie się w środę. Dobek spodziewa się w nim ciekawej rywalizacji. Stwierdził, że co prawda nie jest faworytem, ale nie zamierza się poddać już przed startem. - Nazwiska nie biegają i z każdym można wygrać. Nie mam presji, ale pewne oczekiwania, tak jak mój trener. Nie są one jednak aż tak wygórowane - dodał.

Również w środę odbędzie się finał rzutu młotem. 

DOSTĘP PREMIUM