Biegaczka na celowniku białoruskiego reżimu. "Władza znów strzeliła sobie w stopę"

Widać po tej reakcji, jak bardzo władze Białorusi boją się krytyki i jak są na nią wyczulone. Ten strach ich paraliżuje - komentowała w TOK FM Anna Maria Dyner.

W poniedziałek Kryscina Cimanouska, która dzień wcześniej zgłosiła się na policję na lotnisku i w efekcie nie wyleciała z Tokio, otrzymała w ambasadzie RP polską wizę humanitarną. Polscy dyplomaci zaoferowali jej opiekę i pomoc w podróży do Polski. Białoruska lekkoatletka w niedzielę poinformowała, że w związku z krytyką działań władz sportowych, została odsunięta od udziału w igrzyskach, a funkcjonariusze próbowali ją zmusić do wylotu na Białoruś przez Stambuł.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

– Igrzyska takich historii raczej nie widywały – komentowała w TOK FM Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Ekspertka podkreślała, że sprawa Cimanouskiej odbiła się szerokim echem zarówno w świecie sportu, jak i polityki. – Napisały o tym najważniejsze agencje prasowe. Pojawiło się też wiele głosów, że białoruscy działacze sami przyczynili się do tego, że znów mówi się o represjach w ich kraju. Co ciekawe, krytykują ich nawet rosyjskie media – mówiła Dyner.

Gościni TOK FM dodawała, że w całej sprawie jest też jeden, ważny smaczek. – Od lutego szefem białoruskiego komitetu olimpijskiego jest najstarszy syn Alaksandra Łukaszenki, Wiktor – podkreśliła. Jednocześnie wskazała, że na Białorusi każda krytyka reżimu podciągana jest na poziom polityczny. – I reakcje często są nadmierne. Białorusie władze i establishment znów strzelili sobie w stopę. Natomiast widać po tej reakcji, jak bardzo boją się krytyki i jak są na nią wyczuleni. Ten strach ich paraliżuje – oceniła ekspertka.

Jej zdaniem, gdyby Cimanouska nie znalazła bezpiecznego azylu jeszcze w Japonii, to w kraju mogłyby ją spoktać bardzo surowe konsekwencje. – Już oficjalne media nie zostawiają na niej suchej nitki i twierdzą, że jej zachowanie jest histeryczne. Jej dom przeszukują agenci KGB, a mąż spakował walizki i wyjechał na Ukrainę. Jeśli faktycznie siłą zapakowaliby ją do samolotu do Mińska, to mogłyby ją spotkać problemy szerszej natury, niż tylko sankcje w ramach związku sportowego. Przesłuchania to na pewno. Trudno sobie wyobrazić areszt dla niej, ale na Białorusi – według danych niezależnych agencji – mamy ponad 600 więźniów politycznych i nie można wykluczyć, że spotkałyby ją sankcje tego rodzaju. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach zaostrzono kary za szkalowanie państwa – podsumowała Anna Maria Dyner.

DOSTĘP PREMIUM