"Białorusini są coraz bardziej zastraszeni i zrezygnowani". Kolejny drastyczny wyrok na opozycjonistów

Masowa kampania represji w Białorusi nasiliła się jesienią ubiegłego roku, czyli po zmianie dowództwa KGB. - Od tego czasu białoruscy obrońcy praw człowieka wyliczyli 657 więźniów politycznych, którzy są w aresztach, więzieniach, koloniach karnych. Na taką skalę nie było nigdy wcześniej represji na Białorusi. Stąd wynika fatalizm, w który wpadli ci sami ludzie, którzy jeszcze rok temu setkami tysięcy wychodzili na ulice białoruskich miast - ocenił w TOK FM Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".
Zobacz wideo

Sąd w Mińsku skazał w poniedziałek na kary więzienia opozycjonistów Maryję Kalesnikawą i Maksima Znaka. Kalesnikawa ma spędzić w więzieniu 11 lat, Znak - 10. Oboje od września 2020 roku przetrzymywani byli w areszcie. Zostali oskarżeni o wezwania do działań na szkodę bezpieczeństwa narodowego, zmowę w celu przejęcia władzy w kraju, utworzenie organizacji ekstremistycznej.

- Proces trwał miesiąc, był zamknięty, niewiele wiadomo, co tam się działo, co mówili świadkowie. Dzisiaj zapadł wyrok, który jest dość drastyczny, bliski górnej granicy przewidziany przez Kodeks karny za te czyny, o które oskarżono obojga - wyjaśniał w TOK FM Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".

Jak dodał, dotychczas reżim Łukaszenki traktował więźniów politycznych instrumentalnie, jako element targów z Zachodem związanych z dążeniem do złagodzenia sankcji. Teraz ich wyroki mają charakter pokazowy i są obliczone na złamanie społeczeństwa białoruskiego.

- Sam Kolesnikowa dała się poznać jako osoba sprawiająca wrażenie nieustraszonej. Władze starały się ją zmusić do emigracji, ale – z tego, co mówili jej współpracownicy – zniszczyła swój paszport, żeby uniemożliwić (reżimowi) przymusową banicję. Natomiast sami Białorusini są coraz bardziej zastraszeni i zrezygnowani - mówił Potocki.

Przypomniał, że masowa kampania represji nasiliła się jesienią ubiegłego roku, czyli po zmianie dowództwa KGB. - Poprzednie było oskarżane przez Łukaszenkę o zbyt miękkie podejście do demonstrantów. Od tego czasu białoruscy obrońcy praw człowieka wyliczyli 659 więźniów politycznych, którzy są w aresztach, więzieniach, koloniach karnych. Na taką skalę nie było nigdy wcześniej represji na Białorusi. Stąd wynika fatalizm, w który wpadli ci sami ludzie, którzy jeszcze rok temu setkami tysięcy wychodzili na ulice białoruskich miast - ocenił.

Jak wyjaśniał, warunki w białoruskich więzieniach przypominają te z czasów ZSRR albo dzisiejszej Rosji. - To nie są więzienia, a kolonie karne. Siedzi się w wieloosobowych barakach, w niektórych koloniach pracuje się przymusowo, np. szyje się elementy umundurowania różnych służb. Często do tych baraków, gdzie siedzą więźniowie polityczni, wysyłani są prowokatorzy rekrutujący się z więźniów kryminalnych, którzy mają uprzykrzać życie codzienne, łamać morale, donosić - opisywał gość Jakuba Janiszewskiego.

Kim są skazani w poniedziałek opozycjoniści

39-letnia Kalesnikawa i 40-letni Znak byli pracownikami sztabu byłego bankiera Wiktara Babaryki, którego nie dopuszczono do startu w wyborach prezydenckich na Białorusi w 2020 roku, a w bieżącym roku skazano na 14 lat kolonii karnej za rzekome malwersacje finansowe.

Oboje opozycjoniści dołączyli po aresztowaniu Babaryki w czerwcu ubiegłego roku do ekipy kandydatki na prezydenta Swiatłany Cichanouskiej, a po jej przymusowej emigracji weszli w skład prezydium opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. Rada, którą tworzyło otoczenie Cichanouskiej, stawiała sobie za cel dialog z władzami w sprawie zażegnania kryzysu powyborczego i przeprowadzenia nowych wyborów.

Kalesnikawa została zatrzymana 7 września 2020 roku i - jak twierdzą świadkowie - próbowano ją zmusić do wyjazdu na Ukrainę, co udaremniła, niszcząc swój paszport. Znak został zatrzymany 9 września.

DOSTĘP PREMIUM