Lewica przejmuje stery w Norwegii. "Ludzie mieli dość, że nie stać ich na leczenie zębów"

Ludzie chcą silniejszego państwa opiekuńczego - tak wygraną Partii Pracy w Norwegii tłumaczyła Ewa Sapieżyńska, korespondentka "Krytyki Politycznej". Stąd wzrost poparcia również dla radykalnej lewicy.

Rządzący dotychczas Norwegią konserwatyści po ośmiu latach u władzy przegrali poniedziałkowe wybory do parlamentu i przechodzą do opozycji. Partia Pracy zdobyła 26,4 procent głosów, a Partia Konserwatywna 20,5 procent. Pozostałe głosy przypadły Partii Centrum (13,6 procent) oraz Socjalistycznej Partii Lewicy (7,5 procent).

- Wyborcy w Norwegii nie byli zadowoleni, trudno też utrzymać się przy władzy więcej niż dwie kadencje. Sama premier Erna Solberg twierdziła, że potrzeba cudu, aby zostali u władzy. A tego nie było - mówiła w "Połączeniu" mówiła Ewa Sapieżyńska socjolożka, korespondentka "Krytyki Politycznej" w Norwegii. Przypominała, że przez osiem lat w kraju odbywały się protesty. Kobiety sprzeciwiały się zamykaniu porodówek. - Na północy Norwegii, żeby urodzić trzeba jechać cztery godziny do najbliższego szpitala - opowiadała gościni Jakuba Janiszewskiego. Strajki wybuchły też przeciw prywatyzacji kolei, protestowała bezskutecznie budżetówka. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Sapieżyńska wskazywała też, że ludzi zbulwersowało zaostrzenie prawa aborcyjnego, mimo że to była niewielka zmiana. Usunięcie jednego z bliźniąt bądź trojaczków musi być zatwierdzone przez radę lekarską, nie można samemu podjąć decyzji. - Choć to mała zmiana, to wywołało to ogromne protesty, jak w Polsce w ubiegłym roku. Wiele partii lewicowych teraz proponuje liberalizację tego prawa - mówiła korespondentka "Krytyki Politycznej". 

Jak tłumaczyła, mamy "teraz powrót do korzeni Norwegii jako kraju socjaldemokratycznego", w którym Partia Praca zawsze cieszyła się dużym poparciem. W 2005 i 2009 roku co trzeci Norweg na nich głosował. Rośnie też poparcie zielonych i radykalnej lewicy o nazwie "Czerwień", która zdobyła osiem mandatów - wcześniej miała jeden. - Oni rozdawali w kampanii szczoteczki do zębów. Bo ludzi nie stać na leczenie zębów i zwracała uwagę na ten problem. Ludzie chcą silniejszego państwa opiekuńczego - zauważyła Sapieżyńska. Co ciekawe, korespondentka zwróciła uwagę na to, że norwescy konserwatyści "są bardziej na lewo niż Platforma Obywatelska". 

Rząd w Norwegii powinien powstać za miesiąc i najprawdopodobniej będzie koalicyjny, Partia Pracy - w opinii gościni TOK FM - nie zdecyduje się na rząd mniejszościowy. 

DOSTĘP PREMIUM