Cuda nad urną w Rosji. "Nieważne, kto i jak głosuje, ważne, kto wypełnia protokoły"

Jedna Rosja Władimira Putina uzyskała największe poparcie w wyborach do Dumy Państwowej. Zdaniem Mateusza Bajka z Fundacji Odpowiedzialna Polityka, dobry wynik partii władzy to rezultat m.in. fałszerstw wyborczych. - Najważniejsze z nich to przepisywanie protokołów w myśl zasady, że nieważne, kto i jak głosuje, ważne, kto liczy głosy i wypełnia protokoły - mówił ekspert w TOK FM.
Zobacz wideo

Rządząca partia Jedna Rosja zdobyła 49,79 proc. głosów w wyborach parlamentarnych w Rosji, próg wyborczy pokonały także cztery inne partie - poinformowała w poniedziałek szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Ełła Pamfiłowa. Drugie miejsce w wyborach do Dumy Państwowej (niższej izby parlamentu Rosji) zajęła Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF), która zdobyła 19 proc. głosów.

Zdaniem Mateusza Bajka z Fundacji Odpowiedzialna Polityka, który był gościem TOK FM, dobry wynik partii władzy to rezultat m.in. fałszerstw wyborczych. - Najważniejsze z nich to przepisywanie protokołów w myśl zasady, że nieważne kto i jak głosuje, ważne, kto liczy głosy i wypełnia protokoły. W bardzo wielu regionach Rosji dzieje się tak, że do komisji może przyjść 10 proc. uprawnionych do głosowania, a na protokołach jest napisane, że przyszło 90 proc. z nich. W ten sposób nawet całkiem nieduże regiony kraju są w stanie zdominować te większe, w których była prawdziwa frekwencja kształtująca się od 30 do 50 proc. To zmieniło wyniki wyborów w całym kraju - powiedział.

Wyjaśniał, że przepisywanie protokołów to taki rodzaj fałszerstwa, które trudno w jakikolwiek sposób udowodnić. - Dało się to zrobić, kiedy były kamery w lokalach i można było liczyć wyborców. Bo jak się widziało 200 głosujących, a na protokole było ich 2 tys., to można było stwierdzić nieprawidłowości - stwierdził, dodając, że rosyjskie władze zrezygnowały z monitoringu większości lokali wyborczych.

Co ciekawe, jeszcze w 2011 roku sam Władimir Putin zaproponował, żeby w lokalach zainstalowano kamery, by wszyscy mieli pewność, że głosowanie odbywa się uczciwie. Jak tłumaczył w TOK FM ekspert, wtedy partia władzy miała "ogromne problemy z uzyskaniem poparcia wyborców". Musiała więc fałszować wybory, jednocześnie wyjaśniając społeczeństwu, że fałszerstwa są niemożliwe ze względu na monitoring. Później sytuacja Jednej Rosji się poprawiła, zwłaszcza po tym, jak zajęto Krym, dzięki czemu partia władzy już nie musiała tak dbać o pozory.

- Jednym z argumentów za tym, by zrezygnować z monitoringu lokali wyborczych, było to, że Polacy mieliby się zajmować taką obserwacją i za amerykańskie pieniądze mieli te wybory fałszować, tworzyć fejki w Internecie i doprowadzić do tego, że wybory będą nieuznane przez społeczność międzynarodową - zakończył ekspert.

"Robot zamyślił się, zapalił i postanowił, że opóźni publikację wyników" 

Szefowa Centralnej Komisji Wyborczej oświadczyła w poniedziałek, że na wyborach, które odbyły się w dniach 17-19 września, naruszeń było "znacznie mniej niż kiedykolwiek". Nie zgadza się z tym opozycja skupiona wokół Aleksieja Nawalnego. Na jego Instagramie ukazał się komentarz na temat wyborów.

Zdaniem Nawalnego, w Moskwie zwyciężali w 11 okręgach - na łącznie 15 - ci kandydaci, których wskazał on w ramach strategii tzw. inteligentnego głosowania, czyli wspierania rywali Jednej Rosji. W Petersburgu zwyciężyli oni w siedmiu spośród ośmiu okręgów - zapewnił opozycjonista.

"Robot zamyślił się, zapalił i postanowił, że opóźni publikację (wyników), dopóki zręczne rączki działaczy Jednej Rosji nie podrobią rezultatów na całkowicie przeciwstawne" - oświadczył Nawalny.

DOSTĘP PREMIUM