Kolejki na stacjach paliw i puste półki w sklepach. "Jak ognia unika się obwiniania brexitu"

- Już przed brexitem i pandemią brakowało kilkudziesięciu tysięcy kierowców, natomiast te "dziury" były łatane przez kierowców z Europy kontynentalnej, których teraz brakuje - mówiła w TOK FM Patrycja Bukalska z "Tygodnika Powszechnego", komentując kryzys w Wielkiej Brytanii. Dziennikarka zwracała uwagę, że trudna sytuacja dotyczy nie tylko branży transportowej.
Zobacz wideo

Długie kolejki przed stacjami paliw i puste półki w sklepach - takie obrazki od kilku dni obserwujemy w Wielkiej Brytanii. W miniony weekend, chcąc zatankować auto, trzeba było odczekać swoje nawet kilka godzin. Przedstawiciele branży transportowej twierdzą, że m.in. przez brexit i brak zagranicznych pracowników nie ma kierowców, którzy mogliby obsługiwać cysterny.

Jak mówiła w TOK FM Patrycja Bukalska z "Tygodnika Powszechnego", brytyjski rząd za wszelką cenę próbuje uciekać od słowa "brexit" w kontekście całego tego kryzysu. - Przekonuje, że paliwa jest mnóstwo i nie ma żadnych braków, a wszystko jest wynikiem tego, że z powodu paniki medialnej ludzie zaczęli więcej kupować. Jak przestaną, to wszystko wróci do normy - relacjonowała dziennikarka.

Podkreśliła jednak, że w mediach coraz częściej mówi się właśnie o brexicie jako o jednej z przyczyn obecnej sytuacji, choć niejedynej (jest jeszcze pandemia). - Już przed brexitem i pandemią brakowało kilkudziesięciu tysięcy kierowców, natomiast te "dziury" były łatane przez kierowców z Europy kontynentalnej, których teraz brakuje - powiedziała Bukalska. 

Dziennikarka zwróciła uwagę, że w Wielkiej Brytanii brakuje około 90-100 tysięcy kierowców. Jednak, jak dodała, choć kolejki przed stacjami paliw wyglądają spektakularnie, to wcale nie branża transportowa jest w najtrudniejszej sytuacji, tylko szeroko pojęte rolnictwo. W tej dziedzinie brakować ma około 500 tysięcy pracowników. - Problem jest bardzo poważny - stwierdziła Bukalska. - To nawet  nie jest tak, że kapusty z pola zebranej nie ma kto przewieźć do supermarketu. Nie ma jej kto nawet zebrać czasami i to rzeczywiście jest wynikiem zmian, które zostały wprowadzone w związku z brexitem i tym, że Europejczycy już nie mogą tak łatwo przyjeżdżać do pracy sezonowej - dodała.

Jako przykład potwierdzający trudną sytuację Bukalska podała jedną z tamtejszych właścicielek farm owocowych. Kobieta umieściła 70 ogłoszeń o pracę, na które zgłosiło się jedynie dziewięć osób, z czego na rozmowę przyszła... jedna. - Nie ma możliwości, by znaleźć pracowników lokalnie. Trzeba sprowadzać ich przez agencje, nawet czasem z Uzbekistanu - wskazała rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego.

Rząd nie bardzo chce tę narrację przyjąć. - Zwlekano nawet z wprowadzeniem tymczasowym wiz dla kierowców i pracowników farm drobiarskich, by nie pokazywać, że trzeba się opierać na pracownikach spoza Wielkiej Brytanii - nadmieniła dziennikarka. Ostatecznie, jak podała, wizy takie zostały wprowadzone, na trzy miesiące. 

- Problemy brexitowe przykryła trochę pandemia, wiec teraz łatwo powiedzieć, że to, co się dzieje, to wcale nie brexit. I rzeczywiście lockdown i wszelkie restrykcje też się trochę do tego wszystkiego przyczyniły - mówiła Bukalska. W branży transportowej średnia wieku kierowców w Wielkiej Brytanii przekracza 50 lat. W związku z tym część z nich, jak wyjaśniała dziennikarka, po pandemii stwierdziło, że zwyczajnie nie chce już wracać do pracy. Problem polega na tym, że nie ma kto ich zastąpić. - Ocenia się, że od czasu brexitu wyjechało między 15 a 25 tysięcy kierowców z Wielkiej Brytanii, pochodzących z Europy. To potężna liczba - powiedziała.

Dziennikarka podkreślała też, że wielu ekspertów oraz pracowników branż, które teraz mają problemy, już od wielu miesięcy ostrzegało, że może być problem z pracownikami. W sierpniu, jak mówiła, organizacje rolnicze zwróciły się do rządu z prośbą, by wprowadziły wizy 12-miesięczne. Apel ten nie został wysłuchany. 

Między innymi o kryzysie paliwowym w Wielkiej Brytanii mówił w ostatnim podcaście Rafał Hirsch:

DOSTĘP PREMIUM