"Jakby PGE rozmawiało wcześniej, to byśmy się dogadali bez TSUE". Czeski hetman o sytuacji wokół Turowa

Tak naprawdę negocjacje rozpoczęły się po pierwszym wyroku TSUE z 21 maja - tak o sytuacji wokół kopalni Turów mówił w TOK FM hetman kraju libereckiego Martin Puta. Jak wyjaśnił, "po stronie PGE nie było przekonania, że trzeba z nami rozmawiać". - Myślę, że do skargi do TSUE w ogóle nie musiało dojść - dodał czeski samorządowiec.
Zobacz wideo

Dziś kolejna tura negocjacji między Polską a Czechami w sprawie kopalni Turów. W poniedziałek propozycje polskich władz przedstawił w Pradze minister klimatu Michał Kurtyka. Mówił, że liczy na szybkie zakończenie rozmów i porozumienie. Porozumienia chcą również Czesi. Jak zwracał uwagę hetman kraju libereckiego w rozmowie z TOK FM, zaproponowane przez Polskę rozwiązania nie są nowe. 

- Nie powiedziałbym, że jest to nowa oferta. Jest to oferta, którą uważam za słuszną, jest do negocjacji, ale jest bardzo bliska tej propozycji umowy, która jest na stole od trzech miesięcy - wyjaśniał Martin Puta w rozmowie z Maciejem Głogowskim.

Jeśli do porozumienia nie dojdzie, to zgodnie z decyzją TSUE Polska będzie płacić kary, za każdy dzień pracy kopalni w Turowie.

Jest to od dwóch tygodni jeden z najgorętszych tematów politycznych w Polsce. Inaczej jest jednak w Czechach. Jak mówił Puta, sprawa Turowa nie jest w Czechach tematem numer jeden, a raczej "tematem (numer) 30". - Turów jest po prostu tematem kraju libereckiego, ale nie jest to temat wyborów parlamentarnych - dodał.

Czechom nie chodzi tylko o pieniądze

Czego Czesi oczekują od strony polskiej? - Na pierwszym spotkaniu w maju w Libercu my przedstawiliśmy kwotę 45 milionów euro. To jest kwota, którą chcemy wykorzystać na budowanie wodociągów w tych miejscowościach przygranicznych, które są najbliżej kopalni, których mieszkańcy w najbliższych latach mogą zostać bez wody - wyjaśniał gość TOK FM. - W ostatnim tygodniu przedstawiliśmy listę projektów środowiskowych, które miałyby być z tych środków wybudowane. Rozumiemy dobrze, że to nie może być tak, że Polska przeleje pieniądze do czeskiego budżetu i nie będzie wiadomo, co z nimi będzie - zaznaczał. Jak dodał, obecnie kwota całkowita tych inwestycji to około 52 miliony euro.

Równocześnie podkreślił,  że kwestia pieniędzy nie jest dla Czechów najważniejsza. Bardziej liczy się to, żeby mieszkańcy mieli pewność, iż nie będą w przyszłości przekraczane limity zapylenia, hałasu, nie będzie "uciekała" woda gruntowa. 

- Myślę, że do skargi do TSUE w ogóle nie musiało dojść. Bo jakby PGE rozmawiało z nami wcześniej, to byśmy się dogadali bez TSUE - ocenił. - Tak naprawdę negocjacje rozpoczęły się po pierwszym wyroku TSUE z 21 maja. Wcześniej wysyłaliśmy sygnały, wysyłaliśmy pisma, minister spraw zagranicznych negocjował w Warszawie, ja często spotykałem się z panem marszałkiem Przybylskim - wyliczał. Ale, jak wyjaśnił, "po stronie PGE nie było przekonania, że trzeba z nami rozmawiać".

Puta przyznał jednak, że dzisiaj ma nadzieję na to, że niedługo spór między Polską a Czechami się zakończy. - Wierzę, że jesteśmy na dobrej drodze. Wierzę, że to może się udać w ciągu dwóch tygodni - podsumował hetman kraju libereckiego.

Jeśli do porozumienia z Czechami nie dojdzie, Polska będzie musiała płacić 500 tys. euro dziennie kary.

DOSTĘP PREMIUM