Jak Andrej Babisz znów uwiódł Czechów. "Nacjonalistyczna retoryka i straszenie uchodźcami"

Czesi chcieli zapomnieć o pandemii i premier skutecznie im w tym pomógł, narzucając inny temat, czyli nacjonalistyczną retorykę i straszenie uchodźcami - tłumaczył w TOK FM Aleksander Kaczorowski.
Zobacz wideo

Czesi za tydzień wybiorą nowy parlament. To starcie partii ANO premiera Andreja Babisza z dwoma blokami opozycyjnymi. Jak tłumaczył w TOK FM Aleksander Kaczorowski, pisarz i tłumacz, szanse są bardzo wyrównane. – Szczególnie istotny jest rozkład mandatów w parlamencie. Obecnie sondaże dają partii Babisza 26 procent poparcia i pierwsze miejsce. Na drugim i trzecim są dwa bloki opozycyjne – konserwatywny i bardziej liberalny. One razem mogą mieć więcej mandatów niż ANO – mówił redaktor naczelny "Aspen Review Central Europe".

Jednak, aby tak się stało, konieczny do spełnienia jest jeden warunek. – W parlamencie musiałyby być tylko cztery siły. Poza tymi trzema, które wymieniłem, próg wyborczy musiałaby przekroczyć tylko nacjonalistyczna i antyeuropejska partia SPD, której przewódcą jest pół Czech, pół Japończyk Tomio Okamura. Przy takim układzie to opozycja może mieć przewagę w parlamencie – wyjaśniał Kaczarowski.

Wtedy Andrej Babisz pewnie dostałby od prezydenta Czech Milosza Zemena misję utworzenia nowego rządu, ale miałby poważny problem ze znalezieniem potrzebnej do tego większości. - Wtedy, pewnie po wielu miesiącach przepychanki, opozycja dostałaby taką szansę – prognozował gość TOK FM.

Powrót na szczyt

Powrót partii Babisza na szczyt sondaży może robić wrażenie. Jeszcze niedawno partia ANO wyraźnie przegrywała z opozycją w badaniach opinii publicznej. To rząd Babisza obwiniano między innymi za katastrofalną sytuację Czech w kontekście pandemii COVID-19. U naszych południowych sąsiadów umieralność w związku z zakażeniem koronawirusa była jedną z największych na świecie. Jednak Babiszowi udało się z tego wykaraskać. – Po pierwsze, w naturze ludzkiej leży to, że wypycha się to co boli i doskwiera. Ludzie chcieli zapomnieć o pandemii i premier skutecznie im w tym pomógł, narzucając inny temat, czyli nacjonalistyczną retorykę i straszenie uchodźcami – tłumaczył Kaczorowski.

Gość TOK FM dodawał, że premier wskazywał na partię Piratów – niedawnych liderów sondaży – jako wroga numer jeden całego społeczeństwa. – Udało mu się ich przygwoździć. Wielokrotnie musieli odpierać irracjonalne, czy wręcz idiotyczne zarzuty. Na przykład, że chcą rewolucji obyczajowej w Czechach i rozwiązania narodu. Zarzucał im, że będą wyrzucać z domu emerytów, żeby w to miejsce osiedlać uchodźców. Poziom zidiocenia był niewiarygodny, ale okazał się skuteczny – podsumował ekspert.

Wybory parlamentarne w Czechach odbędą się 8 i 9 października.

DOSTĘP PREMIUM