Prezydent Czech "nie stronił od szklaneczki i od fajeczki". "Teraz są tego konsekwencje"

Stan zdrowia prezydenta Czech nie pozwala mu na rządzenie. W opinii prof. Marcina Czyżniewskiego Czesi mają do czynienia z "głębokim kryzysem konstytucyjnym". Bo tylko obie izby parlamentu mogą stwierdzić, że prezydent nie może pełnić swojej funkcji. - A z tym jest problem, bo kadencja starego parlamentu mija w czwartek, a nowy spotka się dopiero na początku listopada - wyjaśnił ekspert z UMK.
Zobacz wideo

Według służb medycznych prezydenta Czech Milosza Zemana, jego stan zdrowia nie pozwala na rządzenie. Jest też bardzo mało prawdopodobne, by mógł powrócić do wykonywania swoich obowiązków. Milosz Zeman jest w szpitalu od 10 października.

- O stanie zdrowia prezydenta Czech niewiele wiemy. Odkąd zachorował, milczą na ten temat zarówno kancelaria prezydenta, jak i jego rodzina. Nie komentują też wyraźnego zaostrzenia jego choroby, do którego doszło tuż po wyborach parlamentarnych - mówił w TOK FM prof. Marcin Czyżniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Ekspert podkreślił, że wszyscy domyślają się, co dolega Miloszowi Zemanowi. - Poprzedni prezydent Czech Vaclav Klaus mówi, że Zeman nie stronił od szklaneczki i od fajeczki. Teraz są tego konsekwencje. Czesi domyślają się, że rzeczywiście stan jego zdrowia wynika ze słabości prezydenta do używek, zwłaszcza alkoholu - powiedział w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Pomimo tego otoczenie czeskiego prezydenta robi wszystko, by przekonać opinię publiczną, że Milosz Zeman jest w stanie sprawować swój urząd. - Szef jego kancelarii zaprasza zaufanych gości (do szpitala), którzy po krótkich wizytach mówią dziennikarzom, że prezydent wykonuje swoje obowiązki. Zainteresowała się tym nawet policja - stwierdził prof. Czyżniewski.

"Głęboki kryzys konstytucyjny" 

Co przewiduje czeska konstytucja w sytuacji, gdy prezydent nie może pełnić swoich obowiązków? - Zanim ktoś będzie mógł je przejąć, trzeba stwierdzić, że doszło do tego, iż prezydent nie może pełnić swojej funkcji. A to muszą stwierdzić obie izby parlamentu. Z tym niestety jest problem, bo kadencja starego parlamentu mija w czwartek, a nowy spotka się dopiero na początku listopada - wyjaśniał gość TOK FM.

Jak dodał, gdyby jednak parlament pozbawił prezydenta uprawnień do sprawowania urzędu, otworzyłaby się droga do rozpisania nowych wyborów na ten urząd. Wcześniej jednak część obowiązków głowy państwa musiałby przejąć premier, a cześć przewodniczący Izby Poselskiej. - A tego od czwartku nie będzie. W dodatku procedura wskazania osoby na stanowisko premiera również jest odłożona w czasie - podkreślił ekspert.

Jego zdaniem, Czesi mają do czynienia z "głębokim kryzysem konstytucyjnym". - Do 8 listopada, kiedy po raz pierwszy spotkają się posłowie (nowego parlamentu), nie wiadomo, kto rządzi. Jedyną osobą, która w tej chwili zostaje przy władzy, jest premier Andrej Babisz, czyli premier rządu w dymisji - podsumował prof. Marcin Czyżniewski.

DOSTĘP PREMIUM