"Są zakładnikami reżimu Łukaszenki i jego relacji z Zachodem". Siedem miesięcy od aresztowania Borys i Poczobuta

Mija siedem miesięcy, odkąd Andżelika Borys i Andrzej Poczobut ą w białoruskim areszcie. Działacze polskiej mniejszości zostali niesłusznie aresztowani pod zarzutem "rehabilitacji nazizmu". - Są dziś zakładnikami polityki i reżimu Łukaszenki na Białorusi oraz jego relacji z Zachodem, a w szczególności z Polską - mówił w TOK FM Rusłan Szoszyn.
Zobacz wideo

- Andżelika Borys i Andrzej Poczobut siedzą w areszcie śledczym i czekają na wyrok. Może zapaść w zależności od jakiegoś nastroju politycznego w Mińsku, ale co do tego, że zapadnie, to raczej nikt nie ma wątpliwości - mówił w TOK FM Rusłan Szoszyn z "Rzeczpospolitej".

- Są oskarżani o podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym. W rzeczywistości ta sprawa jest sfałszowana na potrzeby wzięcia zakładników. Trzeba było [Łukaszence] tak ważne osoby dla polskiej społeczności zatrzymać, więc te zarzuty szybko sporządzono. Grozi im kilkanaście lat więzienia za coś, czego nie zrobili - dodał.

Szoszyn przekonywał, że Andżelika Borys i Andrzej Poczobut "są dziś zakładnikami polityki i reżimu Łukaszenki na Białorusi oraz jego relacji z Zachodem, a w szczególności z Polską". Pytany, czy jest szansa na jakieś pozytywne rozwiązanie tej sprawy - przyznał wprost, że "żadnych pozytywnych rozwiązań w najbliższym czasie się nie spodziewa". - Pewnie będą siedzieć w więzieniu tyle czasu, ile Łukaszenka uzna za stosowne - podsumował.

Prowadzący audycję Wojciech Muzal zastanawiał się, czy Andrzej Poczobut i Andżelika Borys mają w ogóle jakiś kontakt ze światem zewnętrznym. Gość TOK FM podał, że na pewno jest pewna komunikacja z ich rodzinami - za pomocą adwokatów, którzy przekazują informacje. - Ale poza gronem rodzinnym adwokaci nie komunikują nic nikomu. Mają zabronione rozmawianie z mediami, udzielanie się publicznie - wskazywał.

"Nie będą mogli liczyć na sprawiedliwy proces"

Podkreślał też, że adwokat na Białorusi pełni rolę pośrednika i to właściwe wszystko. Żadnego procesu przed sądem bowiem nie ma, więc nie ma też możliwości faktycznej obrony. - To jest wszystko fikcja. Na Białorusi nie ma sądów, są kuźnie wyroków, gdzie to wszystko wiele tygodni wcześniej jest przygotowywane i po prostu ogłaszane - mówił dziennikarz "Rz". Borys i Poczobut - jak dodał - też z pewnością nie będą mogli liczyć na żaden sprawiedliwy proces.

Szoszyn powiedział, że to, co się dzieje w białoruskich sądach, zależy od woli samego Łukaszenki. Niemniej jednak warunki, jakie tam panują, urągają godności człowieka. Więźniom zabierane są materace, ogranicza się dostęp do lekarzy (albo w ogóle nie pozwala się na taki kontakt), cele są przepełnione. - A jeśli administracja kolonii karnej, na zlecenie polityczne, chce komuś utrudnić życie, to w tym więzieniu może być znacznie gorzej - nadmienił.

Zarówno Poczobut, jak i Borys mieli już w areszcie problemy ze zdrowiem. Dziennikarz przeszedł zakażenie koronawirusem oraz nasiliły się jego dawne dolegliwości gastryczne. Natomiast szefowa Związku Polaków na Białorusi skarżyła się na serce i problemy z zębami. Nie ma możliwości zweryfikowania, w jakim stanie są teraz.

W niedzielę w Białymstoku odbyła się akcja solidarności z Andżeliką Borys i Andrzejem Poczobutem. To nie pierwsze tego typu wydarzenie. Jak podał Szoszyn, adwokaci Polaków prawdopodobnie przekazują im informacje, że takie akcje solidarnościowe się odbywają i to ma dla nich "bardzo duże znaczenie". 

"Moje państwo zawodzi"

Od aresztowania działaczy polskiej mniejszości na Białorusi minęło ponad pół roku. W przestrzeni publicznej nie widać działań ze strony polskiego rządu na rzecz ich uwolnienia. Głośno wytknął to w sierpniu - podczas gali wręczenia Medalu Wolności Słowa - Bartosz Wieliński z "Gazety Wyborczej" (Poczobut był jednym z uhonorowanych tym medalem). - Moje państwo zawodzi w sprawie Andrzeja, bo was nie ma, panowie ministrowie. Pisaliście w mailach o politycznym złocie, kiedy zaczęła się rewolucja na Białorusi. Kombinowaliście, jak to złoto przekuć na polski kapitał polityczny. Gdzie jesteście dzisiaj? - pytał.

Na antenie TOK FM Wieliński podkreślał, że "oczekiwałby głośnych, widocznych protestów całego polskiego społeczeństwa, a polscy politycy powinni stać w pierwszym szeregu tych protestów". - Nie rozumiem, dlaczego wszyscy milczą - mówił.

DOSTĘP PREMIUM