"Znajdujemy się mniej więcej w tym samym położeniu, co James Bond. Tragedia polega na tym, że to nie jest film"

- Im dłużej nie podejmujemy działań, tym jest gorzej i tym wyższa będzie cena, gdy w końcu katastrofa zmusi nas do działania - mówił brytyjski premier Boris Johnson otwierając szczyt liderów w ramach odbywającej się w Glasgow ONZ-owskiej konferencji klimatycznej COP26.
Zobacz wideo

Szczyt liderów w ramach odbywającej się w Glasgow ONZ-owskiej konferencji klimatycznej COP26 otworzył brytyjski premier Boris Johnson. W swoim przemówieniu nawiązał do filmów o Jamesie Bondzie, opisując sceny, w których jest on przywiązany do jakiegoś urządzenia mającego spowodować jego śmierć i zastanawia się, który przewód odłączyć, by się uratować. - Znajdujemy się, moi drodzy globalni przywódcy, mniej więcej w tym samym położeniu, co James Bond. Tragedia polega na tym, że to nie jest film, a urządzenie zagłady jest prawdziwe - mówił Johnson.

Powiedział, że wzrost temperatury o dwa stopnie zagrozi dostawom żywności, o trzy stopnie więcej przyniesie więcej szalejących pożarów i cyklonów, a o cztery stopnie oznacza, że "pożegnamy się z całymi miastami".

- Ludzkości już dawno odmierzono czas w kwestii zmian klimatycznych. Została minuta do północy i musimy działać już teraz. Jeśli dziś nie podejdziemy poważnie do kwestii zmian klimatycznych, jutro dla naszych dzieci będzie już za późno - mówił brytyjski premier.

Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres w swoim przemówieniu wskazał z kolei, że ostatnie sześć lat od czasu zawarcia porozumienia paryskiego było najbardziej gorącymi w historii. - Wciąż zmierzamy w kierunku katastrofy klimatycznej - mówił Guterres, dodając, że "porażka nie jest opcją", ale "wyrokiem śmierci" dla wielu krajów rozwijających się. - Stoimy w obliczu chwili prawdy, szybko zbliżamy się do punktów krytycznych - podkreślił.

- Nauka daje jasną odpowiedź, wiemy, co robić. Najpierw musimy utrzymać przy życiu cel 1,5 st. C - mówił, nawiązując do podjętego w Paryżu zobowiązania, by spróbować utrzymać wzrost globalnej temperatury w granicach 1,5 st. C w stosunku do początku epoki przemysłowej. Sekretarz generalny ONZ powiedział też, że COP26 "musi być momentem solidarności" i wezwał do większego wsparcia dla krajów rozwijających się. Pokreślił, że kraje skupione w grupie G20 "mają większą odpowiedzialność, ponieważ odpowiadają za 80 proc. emisji".

Głos zabrał także książę Karol. Powiedział, że pandemia COVID-19 pokazała, "jak niszczycielskie mogą być kryzysy transgraniczne" i powaga sytuacji w kwestii zmian klimatycznych wymaga globalnego rozwiązania na poziomie systemowym. Podkreślił, że "koszt bezczynności jest o wiele większy niż koszt zapobiegania".

Zaapelował do sektora finansowego o pomoc w spowolnieniu zmian klimatycznych, bo mówił, że branża ta ma jeszcze większą siłę oddziaływania niż światowi przywódcy. Przekonywał, że aby pomóc krajom obciążonym rosnącym poziomem zadłużenia, "potrzebujemy szeroko zakrojonej kampanii w stylu wojskowym, aby zmobilizować siłę globalnego sektora prywatnego". - Apeluję dzisiaj, aby kraje zjednoczyły się w celu stworzenia środowiska, które umożliwi każdemu sektorowi przemysłu podjęcie wymaganych działań. Wiemy, że będzie to wymagało miliardów, a nie milionów dolarów - mówił brytyjsku następca tronu. 

Szczyt klimatyczny w Glasgow

Głównym celem trwającej do 12 listopada konferencji jest wzmocnienie uzgodnień zawartych w Paryżu w 2015 r., gdy po raz pierwszy wszystkie kraje zawarły porozumienie o walce z globalnym ociepleniem i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Ustalono wówczas, że wszystkie strony będą "kontynuować wysiłki" w celu ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5 st. C w stosunku do poziomu sprzed epoki przemysłowej i utrzymania tego wzrostu "znacznie poniżej" 2,0 st. C.

DOSTĘP PREMIUM