"Sankcje uderzają nie w tego, co trzeba". Może tak miało być? Dyplomatyczna gra wokół kryzysu na granicy

- Nieobecność tematu Rosji i Putina w dyskusji wokół kryzysu na granicy polsko-białoruskiej jest znamienna. UE nie chce eskalacji konfliktu z Rosją, bo wie, że to Putin rozdaje karty i że lepiej go nie prowokować - analizowała w TOK FM prof. Renata Mieńkowska-Norkiene.
Zobacz wideo

Rosja zaoferowała, że mogłaby pośredniczyć w negocjacjach i pomóc w rozwiązaniu kryzysu migracyjnego na granicach Białorusi z Unią Europejską - stwierdził rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Wcześniej w podobnym tonie wypowiadał się sam Władimir Putin. Prezydent Rosji jednocześnie zarzucał Zachodowi, że chce zrzucić na Kreml odpowiedzialność za tę sytuację. - Kiedy słyszymy oskarżenia pod naszym adresem chcę wszystkim powiedzieć: zajmijcie się swoimi wewnętrznymi problemami, nie przerzucajcie na nikogo własnych spraw, które rozwiązywać powinny wasze resorty o odpowiednich kompetencjach - powiedział Putin w wywiadzie telewizyjnym.

Tymczasem na zamkniętym przejściu na granicy polsko-białoruskiej w Kuźnicy zgromadziła się grupa migrantów. Zdaniem polskich służb może dojść do próby siłowego forsowania granicy, choć publikowane zdjęcia z tego regionu nie potwierdzają takich sugestii. Jednocześnie Unia Europejska ma zdecydować o nałożeniu nowych sankcji na Białoruś - mówi się nieoficjalnie, że mają one dotknąć ok. 30 osób i firm

Sankcje są symboliczne

- Te sankcje mają charakter symboliczny, nie podejrzewam, żeby Łukaszenka w związku z nimi się ugiął. Prawdopodobnie jest na nie przygotowany - oceniała w TOK FM prof. Renata Mieńkowska-Norkiene z Katedry Polityki Unii Europejskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Jej zdaniem ciekawsza jest nieobecność Rosji i rosyjskich podmiotów w tej dyskusji. - Możemy się zastanawiać, czy 30 firm i osób to dużo, czy mało. Ale zapominamy o poważniejszym graczu, czyli o Rosji - wskazywała, mówiąc m.in. o możliwości karania linii lotniczych przewożących migrantów w kierunku Białorusi.

- Nikt nie mówi o zamykaniu tego dla rosyjskich linii lotniczych, a wiemy, że Rosjanie mają spory udział w tym tranzycie, są co najmniej współodpowiedzialni - wskazywała. Na tę samą kwestię zwracała uwagę Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w sobotniej rozmowie z Karoliną Głowacką w Poranku TOK FM. Jej zdaniem właśnie takiego uderzenia Rosja się obawia.

- Sankcje uderzają nie w tego, co trzeba. Uderzą i co z tego? I tak Putin będzie rozdawał karty - wskazywała rozmówczyni Mikołaja Lizuta. Jej zdaniem nieobecność tematu działań Putina w dyskusji na temat kryzysu na granicy jest znamienna. - UE nie chce eskalacji konfliktu z Rosją, wie, że to on rozdaje karty i że lepiej go nie prowokować. Nie chce uderzenia chociażby w kwestii gazu. Putin zawsze może powiedzieć, że to Łukaszenka zakręcił kurek - tłumaczyła. Przypomnijmy, że białoruski dyktator zagroził wstrzymaniem tranzytu gazu przez Białoruś, przy czym gazociąg biegnący przez jej terytorium formalnie należy do spółki zależnej od rosyjskiego Gazpromu.  

W co gra Putin?

Mieńkowska-Norkiene wskazywała też, że istotna jest rola, jaką w przekazach propagandowych przyjmie Rosja. Jej zdaniem jeden ze scenariuszy może zakładać, że Alaksandr Łukaszenka będzie w swoich działaniach "szedł w zaparte", a Władimir Putin objawi się jako ktoś, kto go uspokaja, jednocześnie "ratując Europę". - I pokazując, że Putin jest taki dobry dla Europy, więc nie można go oskarżać o jakiekolwiek naciski np. energetyczne - przewidywała ekspertka. Inny wariant może zakładać, że Łukaszenka - który na Kremlu nie jest lubiany - rozgrywa własną politykę, by pokazać nieustępliwość wobec Rosji.

Jak zwrócił uwagę Mikołaj Lizut, przekazy płynące z Rosji mają sugerować, że tu rozgrywającym jest Kreml, a Łukaszenka - jego narzędziem. Tym bardziej, że rzecznik Władimira Putina wprost przyznał, że Europa powinna rozważyć zawarcie z białoruskim dyktatorem porozumienia analogicznego do tego, jakie ma z prezydentem Turcji, któremu płaci za wstrzymywanie napływu migrantów do terytorium UE.

Zaskakująca solidarność z Polską

Rozmówczyni TOK FM zwróciła również uwagę na sytuację międzynarodową Polski w całej tej sprawie. I na wsparcie, jakie otrzymaliśmy. - W kontekście tego, co się dzieje na granicy, to państwa europejskie solidarnie stanęły po stronie Polski, potępiły Łukaszenkę, zaoferowały pomoc - od Czechów aż po Niemców i całą dyplomację europejską. Stanęła za nami cała UE i NATO - wskazywała prof. Mieńkowska-Norkiene.

Wskazała również na postawę, jaką przyjęła strona polska, a która przez długi czas polegała na nieproszeniu kogokolwiek o wsparcie. Dopiero podniesione przez kraje bałtyckie odwołanie się do art. 4 Paktu Północnoatlantyckiego wpłynęło na zmianę tej strategii. 

Art. 4 traktatu brzmi: "Strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron".

Wsparcie Polska dostała również od administracji prezydenta Joego Bidena, mimo nie najlepszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi w ostatnim czasie. - Biden już się wypowiedział w dyplomatycznie poprawnym tonie. Widać, że jakaś dobra wola po stronie dyplomacji USA. Biden mógłby strzelić focha, ale tego nie robi. A my jesteśmy w stanie dyplomatycznej śpiączki - mówiła ekspertka. Przyznała jednocześnie, że działania dyplomatyczne podejmowane przez Polskę, są znacznie spóźnione - jej zdaniem wszystko to powinno się dziać jeszcze w sierpniu, czyli trzy miesiące temu. 

DOSTĘP PREMIUM