"Wsiedliśmy na oszalałą kobyłę konsumpcji". Black Friday w cieniu katastrofy klimatycznej

Skoro za pogarszanie się sytuacji klimatycznej w dużym stopniu odpowiada konsumpcjonizm, to dlaczego nie umiemy z niego zrezygnować? O tym mówił w TOK FM Marek Rabij z "Tygodnika Powszechnego".
Zobacz wideo

Black Friday oznacza - jak co roku - szał zakupów. Perspektywa obniżonych cen działa na klientów jak magnes. Na ten zakupowy szał można spojrzeć w kontekście trwającej katastrofy klimatycznej. - Kiedy myślimy o kryzysie klimatycznym, bardzo szybko zaczynamy wekslować nasze skojarzenia w kierunku takich działań, które oczywiście gdzieś mają jakiś sens, ale ich siła oddziaływania na sytuację jest znikoma - mówił w w TOK FM mówił Marek Rabij z "Tygodnika Powszechnego".

Dziennikarz przekonywał, że problemem nie jest choćby to, gdzie wyrzucamy nasze śmieci, ale to, że produkujemy je w "potwornym tempie".  Żeby opisać skalę zjawiska, przytoczył dane. - Liczony w cenach bieżących PKB globalny, od 2007 roku do 2016 wzrósł sześciokrotnie. To jest tempo niespotykane w skali istnienia cywilizacji. To oczywiście częściowo wynika z jakichś sztuczek księgowych, ale przede wszystkim z tego, że wsiedliśmy na oszalałą kobyłę konsumpcji - mówił Marek Rabij.

Zdaniem publicysty, jako cywilizacja wydajemy obecnie strasznie dużo pieniędzy na rzeczy, które są nam kompletnie niepotrzebne. Jak tłumaczył dzieje się tak, ponieważ sprzedaje nam się produkty razem z określoną wizją rzeczywistości, wizją nas samych. - Kiedy zaczniemy się kręcić wokół tego fantomu klasy średniej, która właściwie już przestała istnieć, to zaczniemy rozumieć, że duża część naszych wydatków polega właśnie na próbie kupowania sobie statusu, którego nie możemy w dzisiejszych czasach zachować - tłumaczył.

Zwrócił też uwagę na fakt, że inflacja wynosi w Polsce około 7 procent, a wydatki na święta zamierzamy ograniczyć jedynie o 1,8 procent. - To pokazuje, że chcemy kupować i nie potrafimy inaczej - ocenił Rabij i dodał: Podobnie jest z katastrofą klimatyczną. Zdajemy sobie sprawę z zagrożenia, ale chyba już nie umiemy się powstrzymać.

DOSTĘP PREMIUM