Pijany Jelcyn nie mógł trafić w drzwi, a główne rozmowy toczyły się w "ruskiej bani". To była ostatnia wieczerza ZSRR

Wielkie imperium, które miało głowice atomowe i wysłało człowieka w kosmos, zostało obalone w saunie podczas alkoholowego spotkania trzech panów - o upadku ZSRR opowiadał w TOK FM reporter Witold Szabłowski. Mówił też, co znajdowało się na stołach przywódców imprerium i co lubi jeść Władimir Putin.
Zobacz wideo

W tym tygodniu minęło 30 lat od rozpadu imperium ZSRR. Doszło do tego w pewnym domku myśliwskim w Puszczy Białowieskiej po stronie białoruskiej. O "ostatniej wieczerzy ZSRR" opowiadał w TOK FM reporter Witold Szabłowski, autor książki "Rosja od kuchni. Jak zbudować imperium nożem, chochlą i widelcem".

- Związek Radziecki trząsł się już w posadach. Rozmawiałem z ówczesnym premierem Białorusi i organizatorem tego spotkania, niejakim Wiaczesławem Kiebiczem. Mówił, że wtedy poszczególne republiki ogłaszały już niepodległość, ale "czapą" i tak pozostawał Michaił Gorbaczow (ostatni przywódca ZSRR), który był na wszystkich obrażony za to, że mu się władza wymyka spod kontroli. No i panowie, władcy Białorusi i Ukrainy, nie bardzo wiedzieli, na jakich zasadach będą kupować gaz od Rosji. Aby to ustalić, zaprosili Borysa Jelcyna na polowanko do Puszczy Białowieskiej. A Jelcyn był w poważnym sporze z Gorbaczowem, kombinował, jak by tu wyłączyć go z gry i zająć jego miejsce. Więc wymyślił, że z tymi panami, zamiast o gazie, porozmawia o przejęciu władzy nad mocarstwem - mówił reporter w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Szabłowski dotarł do kucharki, która przygotowywała "ostatnią wieczerzę ZSRR" i która opowiedziała mu o "upadku imperium od kuchni". - Mówiła, że na stole królowała dziczyzna. Wcześniej na polowanie poszli prezydent i premier Ukrainy, ale jedynie ten drugi coś ustrzelił, bo ochroniarze głośno rozmawiali i wystraszyli zwierzynę. I to pomimo że te dziki były specjalnie tresowane, żeby biec w stronę strzelców - opisywał.

Jak dodał, Borys Jelcyn już wtedy miał problemy z nadużywaniem alkoholu. - Świadkowie twierdzą, że dwa razy się wywalił w trakcie tego spotkania. Pierwszy raz, gdy wysiadał z samolotu i nie był w stanie trafić w drzwi, a później chodzić. A drugi raz, gdy szedł do toalety. Atmosfera tego spotkania była dość mocno alkoholowa. Nikt tam nie stronił od wódeczki. Tam też lał się puszczański bimber - opowiadał.

Mimo tych humorystycznych akcentów, atmosfera "ostatniej wieczerzy ZSRR" była naznaczona strachem. - Ponieważ oni nie do końca wiedzieli, jak zareaguje Gorbaczow, a na miejscu byli przy nich agenci KGB z Moskwy. Wszyscy się spodziewali, że Gorbaczow może wysłać oddział komandosów i kazać tych biesiadników aresztować - podkreślił gość TOK FM.

Ostatecznie jednak plan Borysa Jelcyna - a było nim obalenie Gorbaczowa - udało się zrealizować. - Co ciekawe, Jelcyn zdradził ten plan swoim rozmówcom w okolicznościach zaskakujących, bo w saunie, podczas masażu. Dla mnie to jeden z bardziej niesamowitych wątków tej historii. Bo tak oto wielkie imperium, które miało głowice atomowe i wysłało człowieka w kosmos, zostało obalone w saunie podczas alkoholowego spotkania trzech panów - stwierdził.

Breżniew lubił "ziemniaczki", a Putin ma słabość do lodów

Gość TOK FM mówił, że dotarł też do kucharza Kremla, który przez 30 lat - od Breżniewa do Putina - gotował władcom. - On tak pięknie opowiadał o tych wszystkich daniach, które przygotowywał: kawiorze, pieczonych jesiotrach, wykwintnych sałatkach. Ale kiedy go pytałem o ulubione dania włodarzy Kremla, to się okazywało, że ci panowie - zazwyczaj z niższych warstw społecznych - nie mogli w ogóle patrzeć na to piękne jedzenie. Np. kiedy się kończyła kolacja, to Breżniew dzwonił do kucharza, prosił, by mu podsmażyć ziemniaczki i podać ze zsiadłym mlekiem. Bo on na te homary, jesiotry, kawiory nie mógł patrzeć - mówił.

A co lubi jeść Władimir Putin? - O tym niewiele wiadomo, bo to tajne. Jego kucharz ma nawet zakaz opuszczania kraju do końca życia. Natomiast wiadomo, że Putin ma słabość do lodów i to właściwie jedyna słabość, na jaką sobie pozwala - zakończył gość Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM