Ukraińcy bardziej przygotowują się do świąt niż do ataku Rosji. "Mówią, że u nich wojna trwa już od 2014 roku"

Od tygodni służby donoszą, że Władimir Putin planuje inwazję na Ukrainę. - Na ulicach nie widać żadnych oznak paniki. Mamy teraz atmosferę przedświąteczną, ludzie kupują choinki, prezenty. Znaczna część Ukraińców pytana o reakcję na to, co się dzieje w pobliżu ich granic, odpowiada: Przecież u nas wojna trwa już od 2014 roku - relacjonował w TOK FM Piotr Andrusieczko, korespondent "Gazety Wyborczej" i "Outriders" na Ukrainie.
Zobacz wideo

Od tygodni władze w Kijowie i Waszyngtonie donoszą, że niedaleko ukraińskiej granicy koncentrują się rosyjskie wojska i Władimir Putin planuje inwazję na naszego wschodniego sąsiada. Według informacji przekazywanych przez ukraińskie i amerykańskie źródła wywiadowcze, do rosyjskiej inwazji na Ukrainę mogłoby dojść nawet w styczniu.

Jak mówił w TOK FM korespondent "Gazety Wyborczej" na Ukrainie Piotr Andrusieczko Ukraińcy podchodzą do tych informacji ze spokojem, życie toczy się tu normalnym rytmem. - Na Ukrainie nie widać żadnych oznak paniki. Mamy teraz atmosferę przedświąteczną, ludzie kupują choinki, prezenty - relacjonował. - Znaczna część z nich pytana o reakcję na to, co się dzieje w pobliżu ich granic, odpowiada: Przecież u nas wojna trwa już od 2014 roku - opowiadał Andrusieczko. 

Gość audycji wskazał, że działania bojowe, które do dziś mają miejsce na wschodzie Ukrainy, spowodowały, że ukraińska armia wygląda zdecydowanie lepiej niż w 2014 roku. - Trzeba pamiętać, że ukraiński potencjał wojskowy jest o wiele słabszy od rosyjskiego. Szacuje się jednak, że nawet 500 tys. Ukraińców służyło w szeroko rozumianej strefie operacji wojskowej na Donbasie. Ukraińska armia jest dziś lepiej wyszkolona niż kilka lat temu - ocenił.

"Władze nie mogą sobie pozwolić na ignorowanie tej sytuacji"

Mówił, że w ostatnich miesiącach widać weteranów wojny w Donbasie, którzy zbierają się i ćwiczą w różnych regionach Ukrainy, przygotowując się na ewentualną agresję rosyjską. Mobilizują się także siły obrony terytorialnej. - Kijów nie może sobie pozwolić na ignorowanie tej sytuacji. Prowadzone są ćwiczenia wojskowe, odświeżane elementy obrony cywilnej. Od 2014 roku odnowiono schrony, które budowano jeszcze w czasach sowieckich. Niedawno władze stolicy opublikowały odświeżoną mapę schronów w Kijowie - opisywał korespondent "GW".

Podkreślił, że większość Ukraińców nie wierzy w to, że mogłoby dojść do bombardowania, ataków rakietowych na stolicę Ukrainy, ale takie działania na wszelki wypadek są podejmowane. - Większość ukraińskich ekspertów jest przekonana, że atak w najbliższych miesiącach nie nastąpi. Zwracają uwagę, że nie ma jeszcze odpowiedniej wojskowej infrastruktury po stronie rosyjskiej, czyli np. baz paliowych, szpitali polowych blisko kierunków natarcia. Podkreślają jednak, że może to w dość krótkim czasie ulec zmianie - wskazał gość TOK FM. 

- Nawet jeśli atak nie nastąpi teraz to - jak mówi wielu Ukraińców - to tylko kwestia czasu. Z jednej strony atmosfera jest więc spokojna, świąteczna, z drugiej co najmniej część ukraińskiego społeczeństwa przygotowuje się do ewentualnej agresji - podsumował Piotr Andrusieczko.

DOSTĘP PREMIUM