Kazachstan. "Mamy do czynienia właściwie z rebelią". Ekspert ostrzega: Ofiar może być naprawdę bardzo dużo

Kryzys w Kazachstanie trwa. - Obawiam się rozlewu krwi - mówił w TOK FM Arkadiusz Legieć. Ekspert z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych ostrzegał, że ofiar może być bardzo wiele. - Władze w zasadzie nie mają innego wyjścia, bo strategia ugodowości nie przyniosła rezultatów. Władze Kazachstanu będą musiały zrobić wszystko, by umocnić na nowo zwierzchnictwo nad siłami bezpieczeństwa i nad całym krajem - wyjaśniał.

W centrum Ałmaty w czwartek po południu znów rozległy się strzały z broni palnej i odgłosy eksplozji - poinformowała agencja Reuters, powołując się na świadków. Informacje tę potwierdziła agencja TASS, która donosi, że są ranni. Wcześniej informowano, że na ulicach największego miasta Kazachstanu grasują uzbrojeni ludzie, który rabują i niszczą sklepy. Służby bezpieczeństwa próbują ich przegonić na centralny plac miasta. "W mieście trwa grabież, uzbrojeni ludzie otwierają i okradają sklepy, rozbijają witryny sklepowe. Teraz inicjatorzy zamieszek są wciągani na główny plac, ale większe siły bezpieczeństwa w centrum nie są jeszcze widoczne. Wielu mieszkańców miasta po prostu boi się. Są przygnębieni" - donosił TASS. Z kolei w stolicy Nur-Sułtanie znów nie działa Internet. Sieć została wyłączona w czwartek rano, około południa na krótko wznowiła działalność, a po południu znów przestała działać.

"To właściwie rebelia"

Początkowo zarzewiem protestów było podniesienie cen autogazu, ale z czasem Kazachowie zaczęli domagać się prawdziwej zmiany władzy i pozbawienia wpływów poprzedniego prezydneta Nursułtana Nazarbajewa. Obecne protesty są największymi w historii tego kraju. - Mamy do czynienia właściwie z rebelią. Nigdy nie było takiej sytuacji, że w skali całego kraju ludzie wdawali się w zwarcia z siłami bezpieczeństwa. I to wręcz odnosząc sukcesy - mówił w TOK FM Arkadiusz Legieć z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Ekspert szybko też dodał, że władz Kazachstanu nie należy skazywać na porażkę.

- To protestujący są (obecnie) w ofensywie, ale pamiętajmy, że Kazachstan to najsilniejsze państwo regionu. Równocześnie to kraj o najbardziej ugruntowanych strukturach bezpieczeństwa, które są w stanie odpowiedzieć na te wydarzenia. Nawet jeśli protestującym udało się zająć lotnisko, czy budynki państwowe, to nie oznacza, że te sukcesy uda się utrzymać - stwierdził gość TOK FM.

I zwrócił uwagę na to, że mamy do czynienia z protestami o charakterze zdecentralizowanym. - Tam nie ma przywódcy, tak naprawdę nie ma też zdefiniowanego wspólnego celu. Na razie się to wszystko dzieje w bardzo żywiołowy sposób i ciężko też przewidywać, by jakiś konkretny lider mógł stanąć na czele protestów. Kazachstan oprócz tego, że jest państwem stabilnym, to jest też państwem autorytarnym, którego władze przez lata zadbały, by realnej opozycji po prostu tam nie było - podkreślił.

Stan wyjątkowy w Kazachstanie. "Obawiam się rozlewu krwi"

Legieć przyznał, że jest "pełen obaw o dalszy rozwój sytuacji".  - Władze na początku protestów wydawały się przyjąć dość miękką strategię wobec protestujących, zakładającą lekkie ustępstwa. Doszło nawet do dymisji rządu. Ale kiedy ta strategia nie przynosi efektów, to spodziewam się gwałtownej reakcji władzy, wykorzystującej wszelkie instrumenty, żeby przywrócić władztwo nad całym terytorium kraju. Obawiam się po prostu rozlewu krwi - przyznał.

Jak dodał, choć podkreślił, że nie chce "zabrzmieć zbyt pesymistycznie", władze Kazachstanu "w zasadzie nie mają innego wyjścia". - Strategia ugodowości nie przyniosła rezultatów, protesty trwają. Władze będą musiały zrobić wszystko, by umocnić na nowo swoją pozycję i zwierzchnictwo nad siłami bezpieczeństwa i nad całym krajem - ocenił gość TOK FM.

Jedynym ograniczeniem, które może mieć wpływ na postawę władz kazachskich, są obawy o wizerunek na arenie międzynarodowej. Ale - jak podkreślił ekspert - mamy do czynienia z krajem, którego największymi sojusznikami są Rosja, Chiny, państwa Azji Centralnej. - Te kraje łączy jedno, że bardzo nie lubią protestów. Bardzo boją się utraty władzy w wyniku protestów i będą popierać władze Kazachstanu - wyjaśnił gość TOK FM.

Pomoc władzom Kazachstanu zaoferowały już państwa zrzeszone w ramach Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Swoje wojska w ramach tak zwanej misji pokojowej do Kazachstanu skierowała już Rosja. Wsparcie zaproponował też Tadżykistan. - Władimir Putin to śledzi. Każdy uliczny protest w krajach byłego Związku Radzieckiego jest potencjalnym zagrożeniem dla samej Rosji - mówił o protestach w Kazachstanie Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM