Ukraina blokuje transport kolejowy do Polski. "Element nacisku politycznego". Co chce ugrać Kijów?

Ukraina blokuje ruch pociągów towarowych do Polski. Jak tłumaczył w TOK FM Jakub Jakóbowski, Kijów "zaczyna wykorzystywać szeroko blokady tranzytowe jako rodzaj nacisków na różne państwa". Ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich wskazał też, dlaczego Ukraina zdecydowała się na taki krok.
Zobacz wideo

Koleje Ukraińskie miesiąc temu wprowadziły zakaz przyjmowania do przewozu wszystkich przesyłek nadawanych do Polski tranzytem przez terytorium Ukrainy, a także z i do m.in. Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Gruzji, Chin, Kazachstanu, Kirgistanu, Łotwy, Litwy i Federacji Rosyjskiej.

Jak zapewnił Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich, z tej długiej listy państw tak naprawdę ważne są trzy: Chiny, Rosja i do pewnego stopnia Kazachstan. Gość TOK FM podkreślił, że Ukraina zaczęła odgrywać w ubiegłym roku coraz bardziej istotną rolę w przewozach kontenerowych Chiny-UE.

Nie jest natomiast jasne, co leży u podstaw decyzji Kolei Ukraińskich. Komunikaty płynące z firmy są bardzo lakoniczne. - Za to w ukraińskiej prasie i nieformalnych wypowiedziach ukraińskich urzędników wskazuje się na to, że jest to element nacisku politycznego na Polskę, związanego z innym rodzajem transportu, czyli przewozami drogowymi - wskazał.

Ekspert z OSW przypomniał, że od miesięcy trwa inny konflikt między Polską a Ukrainą, która domaga się zwiększenia liczby pozwoleń na wjazd dla ukraińskich kierowców do Polski. - Powołuje się przy tym na to, że strona polska obniżyła ten kontyngent, liczbę zezwoleń. Odpowiedzią na to ma być właśnie blokada tranzytowa - dopowiedział.

To nie pierwszy przypadek blokady ruchu kolejowego, jaką zastosowała Ukraina. W grudniu kilkudniowa blokada obejmowała tranzyt do Słowacji, Czech i Austrii. Dlatego zdaniem Jakóbowskiego, coraz wyraźniej widać, że "Ukraina zaczyna wykorzystywać szeroko blokady tranzytowe jako rodzaj nacisków na różne państwa".

Chiny nie protestują gwałtownie

Trasa kolejowa z Chin przez Ukrainę do Polski, czyli do UE, nazywana jest Nowym Jedwabnym Szlakiem. Ale Pekin nie protestuje zbyt gwałtownie wobec ukraińskiej blokady.

Jak tłumaczył prof. Krzysztof Kozłowski ze Szkoły Głównej Handlowej, brak gwałtownej reakcji Chin jest zrozumiały. Bo nie jest to dla Chińczyków aż taka ważna sprawa, mogą dostarczać towary do Unii Europejskiej innymi trasami. - Ale im dłużej sytuacja będzie trwała i mniej jasno będzie komunikowana przez Ukrainę, tym bardziej chińscy decydenci będą zainteresowani szukaniem trasy alternatywnej - ocenił gość TOK FM.

Jak dodał prof. Kozłowski, obecnie "Chińczycy są bardziej zaniepokojeni potencjalnymi konsekwencjami konfliktu zbrojnego z Federacją Rosyjska niż przepychanką między Kijowem a Warszawą".

Posłuchaj całej rozmowy Jakuba Janiszewskiego z Jakubem Jakóbowskim i prof. Krzysztofem Kozłowskim:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM