Na wschodzie Ukrainy "spokojniej niż w Kijowie". "Słychać strzały, wybuchy, to stan zwyczajny"

W obliczu zagrożenia atakiem ze strony Rosji, obywatele Ukrainy starają się nie ulegać panice. Jak mówił w TOK FM Piotr Andrusieczko, nie widać nawet, żeby w sklepach brakowało towarów. Dziennikarz cytował rozmowy z mieszkańcami wschodniej części kraju, którzy podkreślali, że dobrze wiedzą, czym jest wojna i "nie ma co się poddawać panice, bo ona do niczego nie prowadzi".
Zobacz wideo

Na Ukrainie nie widać, by zagrożenie rosyjskim atakiem zmieniło codzienne życie mieszkańców. Ci rozmawiają co prawda o możliwej eskalacji, ale - jak sami podkreślają - nie panikują i nie prowadzą żadnych przygotowań, w tym np. nie wykupują towarów ze sklepów. Podobne nastroje panują także na wschodzie kraju, w miejscowościach przyfrontowych, gdzie był Piotr Andrusieczko. - Nie dzieje się dziś nadzwyczajnego. Mam wrażenie, rozmawiając z miejscowymi ludźmi i żołnierzami, że jest nawet spokojniej, niż w miejscach oddalonych od linii frontu, w tym np. Kijowie - zauważył dziennikarz i korespondent Outride.rs i "GW".

W jego ocenie wynika to z dwóch rzeczy. Nie tak dawnej historii, bo "ludzie, którzy mieszkają praktycznie na linii frontu, przeżyli już 2014 i 2015 rok, kiedy znajdowali się pod ciężkimi ostrzałami artyleryjskim". - Oni sami mówią: Wiemy, czym jest ta wojna i rozumiemy, że nie ma co się poddawać panice, bo ona do niczego nie prowadzi - opowiadał gość TOK FM. 

Po drugie, jak przekonywał, większość z nich wierzy, że wojny w ogóle nie będzie. Osoby cywilne wskazują, że "owszem Putin jest zdolny do różnych rzeczy, ale to byłoby zbyt wiele nawet z punktu widzenia samego społeczeństwa rosyjskiego". - Trudno sobie - oni tam mówią - wyobrazić bombardowania miast ukraińskich. Jak by to zostało wytłumaczone samym Rosjanom? Dlaczego to się odbywa? - opowiadał. Wojskowi z kolej wskazują na fakt, że "póki co, widać koncentrację, ale brakuje wielu elementów które, by świadczyły o tym, że - umownie - jutro miałby nastąpić atak". 

Jak przekonywał Piotr Andrusieczko, nastroje niepokoju są bardziej odczuwalne w sieciach społecznościowych, głównie wśród mieszkańców Kijowa, Lwowa czy np. Charkowa. Na wschodzie kraju sytuacja jest dość stabilna. - Jest w miarę spokojnie, umownie rzecz ujmując. Słychać strzały, wybuchy granatników, ale to stan zwyczajny dla tej linii - skwitował.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM