Putin najedzie na Ukrainę podczas igrzysk w Pekinie? "Taktyczny sojusz smoka i niedźwiedzia"

Igrzyska w Pekinie rozpoczną się za 2 dni, a nadal nie milkną pytania, czy Putin nie zdecyduje się podczas zmagań sportowców na agresję na Ukrainie. - Na arenie międzynarodowej mamy polityczno-wojskowy taktyczny sojusz smoka i niedźwiedzia. Czyli Chin i Rosji - mówiła w TOK FM Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zobacz wideo

4 lutego rozpoczną się XXIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie. W programie znalazło się o sześć konkurencji więcej niż w Pjongczangu w 2018 roku. Wśród nowości są rywalizacje drużyn mieszanych w snowboardzie, skokach narciarskich, narciarstwie dowolnym i short tracku. Zmagania sportowców potrwają do 20 lutego. 

Jak wskazywała Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych to nie przypadek, że państwa autorytarne tak chętnie organizują duże imprezy sportowe. - Igrzyska generują często bardzo wysokie koszty, na które państwa demokratyczne, zwłaszcza te zmagające się kryzysami, nie chcą przeznaczać dużych środków. Po drugie - tego typu imprezy dla państw takich jak Rosja czy Chiny, to w zasadzie najlepsza reklama - mówiła. I od razu dodała, że "niezależnie do tego, ile by te kraje nie wydały na organizację igrzysk, to i tak te pieniądze im się zwrócą". - Choćby z tego powodu, że pokażą, iż są troszkę normalniejsze, może nie takie złe, jak przedstawia to propaganda - dodała. 

Inna rzecz, jak podkreśliła, to fakt, że niedemokratyczni przywódcy sami lubują się w jakimś rodzaju sportu. I tak np. Alaksandr Łukaszenka, jak przypomniała, jest fanem hokeja na lodzie.

"Taktyczny sojusz smoka i niedźwiedzia"

Gościni TOK FM nie dziwi też apel strony chińskiej, by prezydent Putin do 20 lutego powstrzymał się od jakichkolwiek działań zbrojnych. Jak przekonywała, "wizerunkowo, z punktu widzenia Chin, jakakolwiek interwencja Rosji na Ukrainie byłaby w dużym stopniu katastrofą".  - Należy odłożyć antyczną zasadę, mówiąca, że igrzyska to czas pokoju. Tu nie o to chodzi. Tu chodzi o duże pieniądze. Reklamę. O to, by oczy świata były skoncentrowane na Chinach, nie na Rosji i wydarzeniach na Ukrainie - wyjaśniała.

Jak zastrzegła, prawdopodobieństwo, że w czasie igrzysk dojdzie do zbrojnego konfliktu jest jednak niskie. Chiny już się wypowiedziały, że sposobem na rozwiązanie sytuacji na Ukrainie jest wypełnienie mińskich porozumień, czyli powiedziały dokładnie to samo, co głosi rosyjska dyplomacja. - Poza tym oba te państwa, Rosja i Chiny, myślą kategoriami geopolitycznymi, stref wpływu, możliwości przywłaszczania sobie państw, które się znajdują w domniemanej strefie wpływów, wyzwania rzuconego Zachodowi. (…) Na arenie międzynarodowej mamy polityczno-wojskowy taktyczny sojusz smoka i niedźwiedzia. Czyli Chin i Rosji - zwróciła uwagę. 

Poza tym, jak wskazała, kwestia ewentualnej pełnoekranowej agresji jest odsuwana i przez samą Rosję. Świadczą o tym rozmowy ministra spraw zagranicznych Rosji i sekretarza stanu USA, "aktywna faza ćwiczeń sojuszniczych białorusko-rosyjskich, porównywalnych skalą do ubiegłorocznego Zapadu", które mają potrwać do 20 lutego. Dodatkowo, w lutym w rosyjskiej Dumie procedowany będzie wniosek partii komunistycznej o uznanie niepodległości tzw. donieckiej i ługańskiej republik ludowych.

Warto jednak pamiętać, że w 2008 roku Putin dokonał ataku na Gruzję właśnie podczas letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie. Z kolei w 2014 roku - podczas zimowych igrzysk w Soczi - dokonał ataku na wschodnią Ukrainę i zajął Krym.

DOSTĘP PREMIUM