Użyli 185 mln litrów wody, żeby przez kilkanaście dni cieszyć się sportem. "Pytanie, co okaże się ważniejsze"

W Pekinie rozpoczęły się 24. zimowe igrzyska olimpijskie. Zdaniem naukowców ze względu na zmiany klimatu coraz trudniej będzie organizować takie zimowe imprezy sportowe. Igrzyska w Pekinie są pierwszymi, które będą rozgrywane praktycznie w całości na sztucznym śniegu. - Powstaje pytanie o aspekt środowiskowy. Na potrzeby wytworzenia tego sztucznego śniegu było potrzebne 185 milionów litrów wody w regionie, w którym występują problemy z wodą - mówił w TOK FM dr Sebastian Szklarek.
Zobacz wideo

W piątek na stadionie narodowym, zwanym Ptasim Gniazdem, rozpoczęły się w Pekinie XXIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które potrwają do 20 lutego. Jednak - ze względu na zmiany klimatu - w przyszłości coraz trudniej będzie organizować zimowe igrzyska. To konkluzja badania, które zostało przeprowadzone przez naukowców ze Sport Ecology Group na brytyjskim Uniwersytecie Loughborough oraz inicjatywę "Protect Our Winters". Według szacunków autorów raportu przy obecnych wzrostach temperatury na Ziemi w 2050 roku ani w Garmisch-Partenkirchen, ani w Soczi klimat nie będzie pozwalał na rozgrywanie igrzysk. Natomiast zagrożenie to dotyczy także Vancouveru, Oslo oraz pierwszego miasta gospodarza z 1924 roku, czyli Chamonix-Mont-Blanc.

Rozpoczynające się igrzyska w Pekinie są pierwszymi, które będą rozgrywane praktycznie w całości na sztucznym śniegu. - Powstaje pytanie o aspekt środowiskowy, energię, wodę. Na potrzeby wytworzenia tego sztucznego śniegu było potrzebne 185 milionów litrów wody w regionie, w którym występują problemy z wodą - mówił w TOK FM dr Sebastian Szklarek.

Ekohydrolog zwrócił uwagę, że podstawową funkcją wody powinno być zapewnienie ludziom nawodnienia. Stawia to pod znakiem zapytania organizację przyszłych igrzysk, szczególnie w regionach, które mają małe zasoby wody. - Pytanie, co okaże się ważniejsze. W pierwszej kolejności chcemy zapewnić czystą energię i zasoby wody dla społeczeństwa dla tych podstawowych potrzeb. Z drugiej: dużo tych zasobów idzie na produkcję sztucznego śniegu po to tylko, żeby przez parę dni cały świat mógł się cieszyć sportem - podkreślił gość Agnieszki Lichnerowicz.

Dr Szklarek wskazał także na aspekt zapewnienia bezpieczeństwa sportowcom. - Sztuczny śnieg to 30 proc. lodu, 70 proc. powietrza. Natomiast przy naturalnym to tylko 10 proc. lodu, więc jest on bardziej miękki i puszysty, a zatem bezpieczniejszy, na przykład przy upadku - tłumaczył.

Czy to oznacza koniec sportów zimowych?

Jak mówił dr Sebastian Szklarek, śnieg z roku na rok jest coraz rzadziej spotykany także w Polsce. - Jak sobie przypomnimy zawody sportowe za czasów Adama Małysza, śnieg na skoczniach i wokół nich był widoczny. Teraz coraz częściej ośnieżony jest głównie stok zjazdowy i miejsce lądowania, natomiast wokół tego śniegu nie ma - zwracał uwagę ekohydrolog. Podkreślił, że to duża zmiana, która dokonała się w ciągu kilkudziesięciu lat. 

Autor bloga "Świat wody" dodał, że to samo obserwuje także w Zieleńcu, jednej z enklaw narciarstwa zimowego w Polsce. - Tam cały czas chodzą armatki, jeśli tylko warunki są odpowiednie. Bo trzeba pamiętać także o tym, że oprócz tego, by ten śnieg spadł czy żeby była woda w rzekach i można było go sztucznie wytworzyć, musi być jeszcze odpowiednia temperatura. Jeżeli to jest temperatura dodatnia, to nawet sztuczne armatki za wiele nie pomogą, bo musiałyby cały czas chodzić - wskazał. Dodał też, że środki chemiczne potrzebne do produkcji sztucznego śniegu spływają do wód i je zanieczyszczają. 

Czy to oznacza koniec sportów zimowych? - dociekała prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz. - Gdybyśmy uwzględniali rzeczywiste koszty środowiskowe naszych działań, czyli koszty wpływu na klimat, na środowisko wodne czy glebowe, okazałoby się, że ekonomicznie ten sport byłby tak drogi, że stałby się wysoce ekskluzywny i nie tak popularny. Tak się jednak nie dzieje - ocenił dr Szklarek.

- Możemy się więc nastawić na to, że jeździmy na nartach, kiedy jest śnieg. Sztuczne wytwarzanie go może okazać się podcinaniem gałęzi, na której siedzimy. Możemy bowiem pozbyć się zasobów wody w danym regionie na tyle, że za kilka lat już nie będzie z czego tego sztucznego śniegu robić - odpowiedział ekspert.

DOSTĘP PREMIUM