Twierdzą, że "obłaskawili" COVID-19. "W tym kraju pandemia w jakimś wymiarze się skończyła"

- Szwecja, która była tak strasznie, wielokrotnie i niesprawiedliwie krytykowana za swoją inteligentną strategię, jest krajem, w którym w sumie w trakcie pandemii w związku z COVID-19 zmarło 16 tys. ludzi - mówiła w TOK FM Katarzyna Tubylewicz, pisarka i tłumaczka literatury szwedzkiej.
Zobacz wideo

Od środy Szwecja zniosła niemal wszystkie obostrzenia i otworzyła granice. Nie obowiązują już limity zgromadzeń w pomieszczeniach, a także obowiązek okazywania zaświadczeń o zaszczepieniu na COVID-19 w kinach oraz teatrach. - Pandemia rzeczywiście w Szwecji się skończyła w jakimś wymiarze. Aczkolwiek politycy podkreślają, że nie tyle minęła, ile z wirusem w tej chwili można normalnie żyć - relacjonowała w TOK FM Katarzyna Tubylewicz, pisarka, tłumaczka literatury szwedzkiej i autorka książek: "Moraliści: Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie" czy ''Samotny jak Szwed?".

Gościni TOK FM tłumaczyła, że w tej chwili 86 procent Szwedów jest zaszczepionych przynajmniej jedną dawką, 83 proc. dwiema lub trzema dawkami. - Już naprawdę mało pacjentów znajduje się na oddziałach intensywnej terapii - podała. 

Wskazała także, że nowy sposób leczenia - stosowanie leku Molnupiravir - uważa się za podstawę do zniesienia nie tylko restrykcji, ale też, by w ciągu dwóch miesięcy przestać klasyfikować COVID-19 jako chorobę groźną dla społeczeństwa. - W tej chwili w Szwecji pisze się o tym, że koronawirus jest taką nową grypą. We wtorek był duży artykuł w jednej ze szwedzkich gazet, o tym, że tak naprawdę grypa jest poważną chorobą, której będzie się trzeba przyglądać bliżej. COVID-19 jest zaś już w jakiś sposób obłaskawiony - podkreśliła Tubylewicz.

"Szwecja była niesprawiedliwie krytykowana za swoją inteligentną strategię"

Pisarka oceniła, że choć Szwecja bada popełnione w trakcie pandemii błędy, jej polityka walki z koronawirusem okazała się ostatecznie skuteczniejsza niż np. w Polsce. - Szwecja, która była tak strasznie, wielokrotnie i niesprawiedliwie krytykowana za swoją inteligentną strategię, jest krajem, w którym w sumie w trakcie pandemii w związku z COVID-19 zmarło 16 tys. ludzi - podała. Wyjaśniła, że najwięcej z tych zgonów było podczas pierwszej fali pandemii. - Wtedy rzeczywiście popełniono pewne błędy, i to duże - w domach opieki dla ludzi starszych, ale potem nie było już żadnej takiej wielkiej fali śmiertelności - wskazała Tubylewicz.

Prowadząca audycję Karolina Głowacka doprecyzowała, że zgony związane z COVID-19 w Szwecji należy rozpatrywać w kontekście ludności kraju. Mieszka tam 10 mln obywateli. W Polsce od początku pandemii w związku z koronawirusem zmarło ponad 100 tys. osób, a w kraju mieszka 38 mln ludzi. Zauważyła także, że zniesienie restrykcji w Szwecji dzieje się na podstawie opinii szwedzkiego urzędu zdrowia publicznego. - To zawsze tak wyglądało w Szwecji, zwłaszcza na początku pandemii, gdy politycy nawet nie zawsze brali udział w konferencjach prasowych dotyczących pandemii. To nie jest decyzja polityczna, to decyzja specjalistów, którzy oczywiście współpracują z politykami. Po prostu nadszedł już na to czas i nie ma powodów, żeby te restrykcje utrzymywać - dodała pisarka.

Szwecja. Zalecenia zamiast obowiązkowych restrykcji

Tubylewicz podkreśliła, że w Szwecji i tak wprowadzano mało restrykcji przymusowych. - Środki ostrożności, które tutaj stosowano, wynikały z dobrej woli obywateli. Szwecja to kraj, w którym właściwie nie było obowiązkowych długich kwarantann, nakazu noszenia maseczek, nie zamknięto szkół podstawowych - przypomniała.

Jej zdaniem sprawiło to, że "nie było tu takiego wielkiego wyczekiwania społecznego", jeśli chodzi o zniesienie obostrzeń i "nie jest tak, że politycy mogli na tym coś ugrać". Zdaniem gościni TOK FM przy porównywaniu specyfiki szwedzkiej do Polski należy wskazać, że szwedzkie społeczeństwo ma dużo większe zaufanie do polityków i ekspertów. - Gdy ludziom się mówiło, że dobrze byłoby, żeby pracowali zdalnie, częściej myli ręce, nosili maseczki, to ludzie to robili. Tak samo stało się ze szczepieniami. To nie było tak, że trzeba było o to walczyć, po prostu ludzie w zdecydowanej większości zastosowali się do zaleceń - mówiła.

Zwróciła także uwagę, że kulturowo Szwedzi mają znacznie większą tendencję do zachowywania dystansu społecznego. - W Szwecji krążył i nadal krąży taki żart: o, nareszcie są wycofane restrykcje, nie musimy już utrzymywać dwóch metrów odległości, tylko możemy wrócić do naszych normalnych pięciu metrów - powiedziała Tubylewicz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM