Atak Rosji na Ukrainę "może nastąpić w każdej chwili". Ekspert o scenariuszach wielkiej wojny

- Nawet jeśli czegoś brakuje do przeprowadzenia ofensywy na pełną skalę, to wszystko mogłoby być uzupełnione albo w ciągu kilku dni, albo w sposób skryty, niezauważony nawet dla wywiadu - tak działania Rosji komentuje w TOK FM Wojciech Lorenz ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zobacz wideo

Amerykanie ostrzegają, że Rosja może zaatakować Ukrainę w każdym momencie - nawet jeszcze podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie. Dlatego USA zaleciła swoim obywatelom jak najszybsze opuszczenie tego kraju; podobnie zrobiły także władze innych krajów, w tym m.in. Kanady.

Zdaniem Wojciecha Lorenza, analityka programu Bezpieczeństwo Międzynarodowe Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, inwazja na Ukrainę to realny scenariusz.

- Moskwa jest raczej zainteresowana dalszym eskalowaniem - mówił. - Jeżeli to próba wywarcia presji polityczno-wojskowej, to skuteczna, ale jeśli celem jest przygotowanie do ataku na Ukrainę, to wszystko może wskazywać na to, że może on nastąpić w każdej chwili - dodał. 

Zdaniem gościa TOK FM świadczyć o tym ma kilka czynników. Przemieszczanie kolejnych jednostek na granicę z Ukrainą - jest tam już ponad 100 tys. rosyjskich wojskowych, a także przerzucenie armii na Białoruś, ze wschodniego okręgu wojskowego, co "jest działaniem bezprecedensowym". W ślad za tym idzie "wyposażenie ich we wszystkie konieczne elementy do przeprowadzenia ofensywy, w tym wsparcie logistyczny i medyczne".

- Nawet jeśli czegoś brakuje do przeprowadzenia ofensywy na pełną skalę, to wszystko mogłoby być uzupełnione albo w ciągu kilku dni, albo w sposób skryty, niezauważony nawet dla wywiadu - podkreślił ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Nie bez znaczenia - według niego - jest także fakt, że Rosja nie odpowiada na propozycje dialogu. Są to jedynie pojedyncze wypowiedzi, że "mogliby porozmawiać o interpretacji koncepcji zasady niepodzielnego bezpieczeństwa w Europie albo o tym, że stanowisko amerykańskie zaprezentowane w odwiedzi na rosyjskie żądania wydaje bardziej racjonalne niż to, co odpowiedziało NATO". - Nie widać jednak obiecujących sygnałów - podkreślił gość TOK FM.

Scenariusze wielkiej wojny

Rosja zaprzecza, że w ogóle przygotowuje się do ataku. Rzeczniczka rosyjskiej dyplomacji Maria Zacharowa przekonywała, że to "histeria w Białym Domu jest większa niż kiedykolwiek". - Anglosasi potrzebują wojny. Za wszelką cenę. Prowokacje, dezinformacja i groźby to ich ulubione rozwiązanie własnych problemów. Amerykańska maszyna wojskowo-polityczna jest gotowa do ponownego przejścia po ludzkim życiu. Cały świat patrzy na to, jak ujawniają się ich militaryzm i imperialne ambicje - mówiła. 

Według Wojciecha Lorenza "nawet jeśli dojdzie do ataku na Ukrainę, Rosja też będzie zaprzeczać, by zminimalizować szkody, a zwiększyć efekty swoich działań".

A jak taki atak mógłby wyglądać? Zdaniem Wojciecha Lorenza ten hybrydowy jest mało prawdopodobny, bo "trudno powiedzieć, co Rosja miałby politycznie osiągnąć".

- Raczej należy zakładać, że cel będzie jednak wykraczał poza zwykłe ataki cybernetyczne, dezinformację i próbę pokazania, że możemy z Ukrainą zrobić to, co chcemy - mówił. 

Dlatego - jak przekonywał - będzie to "raczej całkowite fizyczne przejęcie i utrwalenie kontroli nad Donbasem albo pozyskanie większego terenu pod kontrolę tak, by kontrolowanie obszarów Ługańskiego i Donieckiego stało się łatwiejsze ze względów logistycznych i finansowych".

Gość TOK zastrzegł jednak, że "możemy mieć też do czynienia z próbą całościowego lub częściowego odcięcia Ukrainy od dostępu do morza, co zdestabilizowałoby ją ekonomicznie i mogłoby sprawić, że stanie się państwem upadłym, w długiej perspektywie, a co Rosji ułatwiałoby wpływanie na jej wewnętrzne procesy polityczne". - Albo z inwazją, która mogłaby doprowadzić do podziału Ukrainy na dwie części. Niemal w połowie państwa - uzupełnił ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. 

O deeskalacji napięcia na Wschodzie jeszcze dzisiaj z Władimirem Putinem mają rozmawiać telefonicznie prezydenci - Stanów Zjednoczonych Joe Biden i Francji Emanuel Macron.

DOSTĘP PREMIUM