Prof. Kowal: Putin ma kompleks Chruszczowa. Zachód musi być gotowy na wszystkie scenariusze ws. Ukrainy

- Inwazja lądowa Rosji na Ukrainę jest bardzo prawdopodobna - mówił w TOK FM prof. Paweł Kowal. Jego zdaniem to dlatego, że Władimir Putin ma "kompleks Chruszczowa". - Putin ma taki problem, że Chruszczow odpuścił w czasie kryzysu kubańskiego i właśnie dlatego musiał stracić władzę - wyjaśniał.
Zobacz wideo

W piątek doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Jake Sullivan powiedział, że istnieje znaczące ryzyko, iż do ataku na Ukrainę dojdzie jeszcze przed końcem igrzysk olimpijskich w Pekinie. Nieoficjalnie USA miały przekazać swoim sojusznikom, że inwazja Rosji może nastąpić 16 lutego. - Gdyby założyć, że te informacje są prawdziwe, to czy w takiej sytuacji Władimir Putin może jeszcze zaatakować? Bo jeśli atakować, to chyba z zaskoczenia? - pytała w "Wywiadzie Politycznym" Karolina Lewicka.

- Jako analityk radziłbym patrzeć na to, co się realnie dzieje, a nie na deklaracje, których jest mnóstwo. Realnie jest tak, że wojsko jest zgromadzone na granicach Ukrainy, Putin przywlókł tam szpitale polowe, więc zabezpieczył całą sytuację, jakby zamierzał przeprowadzić uderzenie. Pytania brzmią: czy dojdzie do pełnowymiarowej inwazji, czy będzie ona dotyczyła kilku ukraińskich obwodów, czy też Kijowa. Na te pytania nie ma dzisiaj odpowiedzi - mówił prof. Paweł Kowal z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk i poseł Koalicji Obywatelskiej.

Jak jednak dodał, jest już dzisiaj tak wiele sygnałów, że do jakiegoś uderzenia dojdzie, iż należy to uznać za najbardziej prawdopodobny scenariusz. - Co nie znaczy, że to jedyny scenariusz Putina. Bo on ma kompleks Chruszczowa. Putin ma taki problem, że Chruszczow odpuścił w czasie kryzysu kubańskiego i właśnie dlatego - takie przekonanie przetrwało w rosyjskiej tradycji - musiał stracić władzę. Myślę, że dziś na Kremlu szuka się takiego rozwiązania, by może trochę odpuścić, ale tak, by nie stracić władzy. I być może ktoś takie rozwiązanie znajdzie - analizował.

Podkreślił jednak, że pomimo to Zachód musi być gotowy na wszystkie scenariusze. Także na ten główny, według którego wybucha wojna na Ukrainie. - Przychylam się do scenariusza, że inwazja lądowa w jakiejś formie jest bardzo prawdopodobna – stwierdził.

"Odwrócony Kissinger"

Paweł Kowal zwrócił również uwagę, że konflikt na Ukrainie – nawet jeśli przybierze formę ograniczonej inwazji – może przerodzić się w znacznie poważniejszy kryzys. - Bo przecież są tacy, którzy mówią, że jeśli dojdzie do tego konfliktu zbrojnego na Ukrainie, to Chiny będą próbowały skorzystać z okazji i "otworzyć sprawę" Tajwanu. A wtedy mielibyśmy konflikt o skali światowej i być może doszłoby do sytuacji, że już przestałby podlegać kontroli dyplomatycznej. Póki co jeszcze jej podlega. Ale zobaczymy, co będzie jutro, pojutrze, bo wchodzą w grę różne prowokacje i dywersja – ostrzegał.

Jego zdaniem jeśli Zachód wyjdzie zwycięsko z konfrontacji z Rosją, to będzie bardziej zjednoczony. - Ale z drugiej strony wzmocni się ten blok rosyjsko-chiński. Myślę, że to jest nieuniknione. Czyli to, czego nie chcieli Amerykanie. Jeszcze pół roku temu naiwnie wierzyli, że można przeprowadzić "odwróconego Kissingera" (Henry Kissinger - doradca ds. bezpieczeństwa narodowego i sekretarz stanu podczas prezydentury Richarda Nixona oraz Geralda Forda), czyli przekonać Rosję, by nie popierała Chin, jak kiedyś je przekonano, żeby nie popierały Związku Sowieckiego. Jednak odwrócony Kissinger się nie udał - mówił.

- Okazało się, że interesy rządów autorytarnych w Rosji i w Chinach są na tyle zbieżne, że te ekipy będą się blisko trzymały. Więc wchodzimy w fazę nowej zimnej wojny, w której Chiny i Rosja będą starały się sprawić, by nie obowiązywało już prawo międzynarodowe i by np. siłą można było zajmować terytoria innych państw - podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM