Czy Rosja zaatakuje Ukrainę? Ekspert zwraca uwagę na niebezpieczny "niewojenny scenariusz"

Amerykanie ostrzegają, że do rosyjskiego ataku na Ukrainę może dojść w ciągu kilku dni. Rosja wyrzuciła już z Moskwy zastępcę ambasadora USA. Zaogniła się też sytuacja w Donbasie, gdzie separatyści kilkadziesiąt razy ostrzelali pozycje ukraińskiej armii. Zdaniem Piotra Żochowskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich Putin gra na zmęczenie przeciwnika.
Zobacz wideo

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden i szef amerykańskiej dyplomacji ostrzegli, że Rosja nadal jest gotowa do wejścia na Ukrainę i że może dojść do tego w ciągu najbliższych dni.

Rosjanie odpowiadają w charakterystycznym dla siebie stylu. - Niestety, nadal trwa wzmacnianie napięć poprzez tego rodzaju oświadczenia - stwierdził rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow, komentując oświadczenie prezydenta Bidena. Wcześniej Rosja wydaliła dzisiaj z Moskwy wiceszefa ambasady USA - Bartle'a Gormana. Do tego mamy zaostrzenie sytuacji na wschodzie Ukrainy, gdzie prorosyjscy separatyści kilkadziesiąt razy ostrzelali w czwartek pozycje ukraińskie.

Jak ocenił w TOK FM ekspert ds. bezpieczeństwa wewnętrznego w Europie Wschodniej Ośrodka Studiów Wschodnich - Piotr Żochowski, ostrzał prowadzony przez republiki separatystyczne jest "typową próbą wywołania odpowiedzi ukraińskiej".

- Takiej bardziej zdecydowanej, która by została przedstawiona m.in. przez Rosję jako akt agresji. Tutaj Ukraińcy trzymają nerwy na wodzy - stwierdził. Jak tłumaczył gość Agnieszki Lichnerowicz, ostrzały, do których dochodzi, nie są "gigantyczne". Choć doszło i do tragicznego zdarzenia. - Oddano 34 strzały w kierunku terytorium zajętego przez Ukrainę i natrafiono w okolice przedszkole. Tam ucierpiały osoby cywilne. Ale ostrzały były również na całej linii rozgraniczenia, choć ich intensywność to nie jest jakaś nawałnica artyleryjska. To są punktowe ostrzały, które mają zmusić Ukraińców do odpowiedzi - powtórzył. 

"Akcja wojenna jest ciągle w grze"

Gość TOK FM odniósł się także do środowej akcji dezinformacyjnej Rosji, która miała przekonać opinię publiczną, że Władimir Putin postanowił wycofać wojska z terenów graniczących z Ukrainą.

Jak zaznaczył, w rzeczywistości ruchy wojsk, które zostały przedstawione przez stronę rosyjską, nie oznaczały znaczącego zmniejszenia jej obecności militarnej w pobliżu Ukrainy. - Także ta opcja wojenna jest ciągle w grze. Ja ciągle rozumiem, że to jest gra na zmęczenie przeciwnika. Że to zagrożenie wojną - już wszyscy zaczynamy w to wierzyć - po prostu zmieni stanowisko Kijowa, zmieni stanowisko Zachodu i pozwoli na to, że Rosja na swój sposób zacznie dyktować warunki rozwiązania sytuacji - ocenił Żochowski.

Czy deeskalacja konfliktu jest możliwa?

Eskpert z OSW wyjaśniał, że to wcale nie liczba 100 tysięcy żołnierzy rosyjskich rozmieszczonych w pobliżu z granicy z Ukrainą powinna budzić zaniepokojenie. - To jest ich normalna liczba (w tym rejonie - red.). To Zachodni i Południowy Okręg Wojskowy, który zawsze stacjonował w pobliżu Ukrainy - zaznaczył, dodając, że Władimir Putin na pewno nie będzie obniżać ich potencjału wojskowego. 

Jak zatem osiągnąć deeskalację, jeśli nie zmniejszając liczbę stacjonujących w pobliżu żołnierzy? Zdaniem eksperta najważniejsze jest, aby "to wojsko przestało się ruszać tak intensywnie, jak się rusza". Zdaniem gościa TOK FM nie ma jednak na to na razie szans. - Bo Rosjanie powtarzają jak mantrę, że ruchy wojsk na ich terytorium to jest ich sprawa i nikt nie ma prawa się do tego wtrącać - wyjaśnił. 

Niebezpieczny scenariusz. Niewojenny

Żochowski wskazał też na możliwy "niewojenny scenariusz" rozwoju sytuacji, który jednak wcale nie musi doprowadzić do złagodzenia sporu.

- Scenariusze niewojenne, które Rosja sygnalizuje jako pierwszy etap, to jest przymuszenie Kijowa do rozmowy z separatystami. Jeśli Kijów się nie zgodzi, to moim zdaniem będzie problem. Dlatego, że prezydent Wołodymyr Zełenski twardo mówi: możemy usiąść i rozmawiać, ale najpierw musimy odzyskać kontrolę nad granicą z Rosją, w tych republikach. Nie wiem, czy Rosjanie się zgodzą na to, że wycofają wojska, które formalnie są jednostkami separatystycznymi. Tutaj jest sytuacja patowa i niebezpieczna - ocenił ekspert ds. bezpieczeństwa wewnętrznego w Europie Wschodniej Ośrodka Studiów Wschodnich. 

DOSTĘP PREMIUM