Putin planuje zmylić Zachód? "Może być wrażenie, że to tylko małe wejście na Ukrainę"

- To nie są żadni peacekeeperzy, po prostu są to wojska najeźdźcze - mówił w TOK FM płk rezerwy dr Piotr Łukasiewicz, były ambasador RP w Afganistanie. Według niego, Putinowi chodzi przede wszystkim o sprowokowanie Ukraińców. Prezydent Rosji nadal próbuje też grać na nosie Zachodowi.
Zobacz wideo

Rosyjskie wojsko wkracza do separatystycznych regionów wschodniej Ukrainy. Władimir Putin wydał rozkaz, żeby wysłać tam - jak to nazwał - rosyjskie "siły pokojowe". Agencja Reutera donosiła we wtorek rano, że na przedmieściach Doniecka były widoczne kolumny pojazdów wojskowych, w tym czołgów i transporterów opancerzonych.

Gość Radia TOK FM, płk rezerwy dr Piotr Łukasiewicz, były ambasador RP w Afganistanie i analityk Polityki Insight, przekonywał, że nie są to siły pokojowe - Z punktu widzenia prawa międzynarodowego jest to oczywiście bezprawny krok. Stosowanie słowa "żołnierze misji pokojowej" jest tutaj daleko idącym kłamstwem. To nie są żadni peacekeeperzy, po prostu są to wojska najeźdźcze - podkreślił. 

Ekspert dodał, że Putinowi chodzi przede wszystkim o sprowokowanie Ukraińców. - On od dwóch miesięcy poszukuje. Potrzebuje widocznego uzasadnienia dla dokonania akcji wojskowej przeciwko Ukrainie. Liczy na jakąś akcję wojsk ukraińskich z prawdziwego zdarzenia, nie tylko wymiany ostrzałów na terenie Donbasu - podkreślił. Wyjaśnił, że to dałoby rosyjskiemu przywódcy powód do podjęcia operacji wojskowej np. w celu "ochrony" ludności rosyjskojęzycznej mieszkającej na tych terenach. 

Konflikt Rosja - Ukraina. Co z sankcjami?

Prezydent USA Joe Biden podpisał w poniedziałek rozporządzenie nakładające sankcje i zakazujące handlu z samozwańczymi "republikami ludowymi" w Donbasie.

Płk Łukasiewicz określił wprowadzone przez amerykańską administrację sankcje jako "nieco dziwną reakcję". Tłumaczył jednak, że wynikać ona może z przygotowania Zachodu na wielką operację wojskową Rosji, zajęcie i bombardowanie Kijowa, co byłoby oczywistym sygnałem, że Władimir Putin podjął akcję wojskową. - Tymczasem od wczoraj mamy do czynienia z pewnym dalszym przesunięciem de facto kontroli nad tymi pseudorepublikami doniecką i ługańską. Ale jeszcze bez tej inwazji, którą byśmy rozumieli w naszych kategoriach - podkreślił.

Ocenił więc, że dotychczasowa reakcja jest bardzo słaba i "trochę jeszcze rozładowująca to napięcie w oczekiwaniu na te wielkie sankcje".  

Tłumaczył, że nie wiadomo jeszcze także, co Putin uznaje za województwa ługańskie i donieckie. - Czy uznał niepodległość tego terenu zajętego przez separatystów, który jest zaledwie połową tego województwa ługańskiego i donieckiego? Czy może uznał już całość tych województw jako obszar niepodległy? - mówił ekspert. W jego opinii jest to aspekt "niepewności", który daje pole do interpretacji. - Co może odsuwać wielkie sankcje. Może też sprawiać wrażenie na przykład na zachodnich przywódcach, że w zasadzie to jest tylko małe wejście na Ukrainę, które nie wywołuje jeszcze tej wielkiej, potężnej reakcji sankcyjnej - zaznaczył.

Zaznaczył jednak, że wydaje się, iż dyplomatyczne przygotowanie Amerykanów było tak duże, że teraz trudno im się będzie z tego "wykpić niewielkimi sankcjami na kilka firm działających w Doniecku". 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM