"Trzeba wspólnie tego niedźwiedzia odprawić do barłogu". Mer Lwowa o wojnie demokracji z totalitaryzmem

Rosja była, jest i będzie zawsze przeszkodą dla całego świata. To jest nasza wspólna wojna - mówił w TOK FM mer Lwowa. Adrij Sadowy podkreślił, że Ukraińcy są "gotowi bronić swojego państwa i swoich miast". - To jest nasza ziemia. I nikomu jej nie oddamy - zapewnił. Apelował o ostrzejszą reakcję Zachodu na działania Władimira Putina. Bo jak stwierdził, dotychczasowe sankcje to "małe piwo".
Zobacz wideo

Po tym, jak Władimir Putin ogłosił uznanie państwowości dwóch tzw. separatystycznych republik w Donbasie i wprowadził tam wojska, kolejne państwa ogłaszają sankcje wobec Rosji. Do USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec czy UE dołączyły także m.in.  Australia, Kanada czy Japonia.

Mer Lwowa Andrij Sadowy ocenił w TOK FM, że to nadal działania niewystarczające. - Małe piwo - mówił dosadnie o dotychczas ogłoszonych sankcjach. - Muszą to odczuć rosyjscy oligarchowie, którzy kradną w Rosji miliardy i to wszystko tracą w państwach UE, a ich dzieci uczą się i żyją w Unii. Trzeba powiedzieć: koniec tego wszystkiego - przekonywał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jak stwierdził Sadowy, Władimir Putin "dostał miliardy od państw europejskich, które kupują od niego ropę i gaz i za te pieniądze modernizuje swoje wojsko". - I teraz to wojsko atakuje Ukrainę i atakuje demokrację - mówił. - To jest wojna demokracji i totalitaryzmu - podkreślił.   

Gość TOK FM podkreślił, że nie mamy do czynienia wyłącznie z problemem dotyczącym dwóch państw, Rosji i Ukrainy. - Rosja była, jest i będzie zawsze przeszkodą dla całego świata. To jest nasza wspólna wojna i teraz ważne (jest), żeby wszystkie państwa były (razem) - mówił. I dodał: "Teraz nam trzeba wspólnie tego niedźwiedzia odprawić do barłogu, żeby on tam siedział i nie tworzył problemów dla całego świata".

Mer Lwowa podkreślał, że Ukraińcy są "gotowi bronić swojego  państwa i swoich miast". - To jest nasza ziemia. I nikomu jej nie oddamy - deklarował, przypominając, że od 2014 roku, gdy Rosja zaanektowała Krym i doprowadziła do powołania w Donbasie tzw. separatystycznych republik, zginęło 15 tys. obywateli i obywatelek Ukrainy.

Mimo tego, że - jak sam przyznał - czasy są ciężkie, to kilkukrotnie powtarzał, że jest optymistą. - Kiedy taka armada stoi na naszej granicy i atakuje, to jest nieprosty czas. Ale jestem przekonany, że zwycięstwo będzie po naszej stronie - dodał.

"Mamy zapasy medykamentów, krwi"

Wraz ze wzrostem aktywności Rosji wokół granic Ukrainy, rosła liczba osób, które przyjeżdżały do Lwowa. Obecnie w mieście jest obecnie ok. 10 ambasadorów, którzy zdecydowali się na wyjazd z Kijowa oraz wielu pracowników misji dyplomatycznych. We Lwowie jest też bardzo wielu zagranicznych dziennikarzy.

Ale, co podkreślił Sadowy, nie ma napływu mieszkańców innych ukraińskich miast. - Nie ma zmian we Lwowie, tłumów ludzi. Wszystko jest otwarte: restauracje, sklepy. Ludzie spokojnie żyją. Jasne, że jesteśmy zdenerwowani, ale musimy być przygotowani. To jest nasze państwo, nie mamy gdzie uciekać - mówił w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Lwów już od pół roku przygotowuje się do potencjalnego konfliktu militarnego, cyberataków, a także na napływ uchodźców ze wschodniej części Ukrainy. Jak? - Na dziś mamy możliwość podawania wody do Lwowa, bez pomocy elektrowni. Mamy zapasy medykamentów, krwi - wyliczał Andrij Sadowy.

Mer zapowiedział, że planuje rozmowy z miastami partnerskimi Lwowa w Polsce (to m.in. Wrocław, Kraków, Lublin). Szykuje także wykaz potrzebnych rzeczy, by można było szybko pomóc Ukrainie. - Do piątku sformułuję listę, co nam trzeba w pierwszej kolejności. I do was mogę podać taką informację, żeby wszyscy mieli - zapowiedział w TOK FM Andrij Sadowy. 

DOSTĘP PREMIUM