"Będziemy walczyć do ostatniego żołnierza". Serhij po pięciu latach w Polsce wraca bronić Ukrainy

- My nie tylko możemy wygrać, ale na pewno wygramy. Walka będzie do ostatniego żołnierza - mówił reporterce TOK FM Serhij, który po pięciu latach pracy w Polsce zdecydował, by wracać, aby walczyć o swoją ojczyznę.
Zobacz wideo

Agnieszka Lichnerowicz, specjalna wysłanniczka Radia TOK FM na Ukrainę, na dworcu w Przemyślu spotkała zarówno Ukraińców, którzy uciekają przed rosyjskimi atakami, jak i tych, którzy wyjeżdżają z Polski po to, aby walczyć z rosyjskim okupantem.

Jak relacjonuje, dworzec w Przemyślu zamienił się w jeden z punktów recepcyjnych. Przyjeżdżają  m.in. mieszkańcy Kijowa, Lwowa czy Odessy. Przyjeżdżają głównie kobiety z dziećmi i ze zwierzętami. Mężczyźni, którzy im towarzyszyli, zostali zatrzymani po stronie ukraińskiej, zgodnie z decyzją władz o obowiązku walki i obrony kraju.

- Wielu z tych ludzi jest bardzo zagubionych. Tutaj muszą podejmować decyzję, co robić dalej - mówi Lichnerowicz.

"Nie zamierzam umierać"

Od dnia ataku Rosji na Ukrainy z Polski wyjeżdża wielu mieszkających tu Ukraińców. Wracają, by bronić swojego kraju. Dziennikarka TOK FM rozmawiała z czekającym na pociąg Serhijem, który od pięciu lat mieszkał i pracował w Polsce. Jego rodzina została na Ukrainie. Jak mówił, przekonał ich, żeby zostali. Jak podkreślił, "jeśli wszyscy wyjadą, to śmierć wszystkich Ukraińców w obronie kraju od 2014 roku byłaby bez sensu". W Ukrainie mieszka, więc jego żona, dzieci, teściowie.

Serhij po przyjeździe planuje przewieźć bliskich do rodziny w Użhorodzie (miasto w zachodniej Ukrainie przy granicy ze Słowacją), a samemu walczyć w obronie kraju.

Na pytanie, czy się nie boi, odpowiedział: "Nie zamierzam umierać, zamierzam zabijać". Wyjaśnił też, że Ukraińcy mogą liczyć tylko na siebie. - Żaden żołnierz polski ani Unii Europejskiej nie pójdzie walczyć za Ukrainę, bo Ukraina nie jest w Unii ani w NATO - stwierdził. Dodał, że Ukraińcy mogą liczyć na pomoc Gruzinów, którym Ukraina pomagała w 2008 roku. Mówiąc zaś o postawie Francji i Niemiec, czuł złość i rozczarowanie. - Francja i Niemcy chcą handlować, chcą pieniędzy, żeby ich obywatele, ich wyborcy mieli pełne lodówki, ciepłą wodę, gaz, żeby mogli chodzić do restauracji, kupować nowe samochody. Takie są amerykańskie i europejskie marzenia - wymieniał oraz dodał, że "w Ukrainie obecnie chyba nikt o tym aż tak nie myśli". 

"Sankcje nie zabijają. Zabijają broń i żołnierze"

Zapytany o szanse na wygranie walki z Rosjanami Siergiej odpowiedział pewnie: - My nie tylko możemy wygrać, ale na pewno wygramy. Walka będzie do ostatniego żołnierza - zapewnia. Według niego 230 tys. żołnierzy ukraińskich to nie są ludzie przypadkowi. 

Dopytywany o to, na czyją pomoc Ukraina może liczyć, gorzko się zaśmiał i dopowiedział, że liczy na to, że Unia Europejska w końcu się obudzi. - Oni liczą na razie na same sankcje, ale sankcje nie zabiją okupantów. Ich zabija broń i żołnierze - podsumował rozmówca Agnieszki Lichnerowicz.

DOSTĘP PREMIUM