"Te dzieci same się nie uratują". Umyka nam los tych, którzy "nie twittują". Ekspert pyta, gdzie jest RPD

Te dzieci same się nie uratują - tak o losie dzieci z ukraińskich domów dziecka i placówek opiekuńczych mówił w TOK FM prof. Marek Konopczyński. Ekspert z Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN przekonywał, że Polskę stać na przyjęcie tysięcy dzieci. Pytał też, dlaczego do tej pory problemem dramatycznej sytuacji ukraińskich dzieci nie zainteresował się ani RPD, ani ministerstwo rodziny czy edukacji.
Zobacz wideo

Szacuje się, że na Ukrainie w domach dziecka przebywa 100 tys. dzieci, a ponad 60 tys. w rodzinach zastępczych. Gdy wybuchła wojna ich sytuacja stała się dramatyczna. Już pierwszej doby rosyjskiej inwazji zostały ostrzelane przedszkole i dom dziecka Ochtyrce.

Część osób, które do tej pory opiekowały się dziećmi, ruszyła do walki, część została z dziećmi, próbując zapewnić im bezpieczeństwo, ochronić. Są tacy, którzy decydują się na ucieczkę wraz z podopiecznymi z Ukrainy. Np. dzięki wsparciu organizacji SOS Wioski Dziecięce do Polski trafiła grupa dzieci z domu dziecka oraz rodzin zastępczych, przebywają obecnie w Biłgoraju.

Poza organizacjami pozarządowymi pomagać próbują samorządy. - Jestem w kontakcie z panią poseł Elżbietą Stępień, która powiedziała mi, że samorządy Dolnego Śląska, okręgu legnickiego, również przyjmują dzieci - poinformował w TOK FM prof. Marek Konopczyński z Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN. Jak mówił, "dzieci w domach dziecka są w najtrudniejszej, najbardziej dramatycznej sytuacji". - Jeśli ich opiekunowie zginą, pójdą walczyć, to one zostają same. Umyka nam - w tej tragicznej sytuacji wojny w obronie ojczyzny - los tych najmłodszych, którzy nie twittują, nie wysyłają maili, gdzieś się tam się chowają czy są ukrywani - powiedział w rozmowie z Piotrem Maślakiem. 

Zdaniem eksperta z Polskiej Akademii Nauk sprawa jest tak poważna, a sytuacja dzieci z ukraińskich domów dziecka tak dramatyczna, że najwyższy czas na zaangażowanie się państwa polskiego. - Te dzieci same się nie uratują, nie obronią - argumentował, dodając, że mamy do czynienia nie tylko ze "zwykłymi" domami dziecka, ale też z placówkami, które opiekują się dziećmi przewlekle chorymi, niepełnosprawnymi.  - To dzieci, które tak naprawdę nawet w czasach pokoju są odsuwane na dalszy plan - stwierdził.

"Gdzie jest Rzecznik Praw Dziecka?"

Prof. Konopczyński zwrócił uwagę na to, że w Polsce nie brakuje specjalistów, którzy mogliby opiekować się dziećmi z Ukrainy. - Mamy możliwości, także dlatego, że kilka lat temu zmniejszono w polskich placówkach opiekuńczo-wychowawczych liczebność grup, ale infrastruktura została. Nie jest problemem dostawienie łóżek i przyjęcie tysięcy dzieci. Nie jest też problem uruchomienie rodzin zastępczych czy rodzinnych domów dziecka - przekonywał.

Problem polega na to, że nic nie wiadomo o tym, żeby sprawą zainteresowało się polskie państwo. A sytuacja wymaga poważnych systemowych decyzji. - Wydaje mi się, że struktury państwowe powinny się tym problemem zająć. Zastanawiam się też, gdzie w tej chwili jest Rzecznik Praw Dziecka, który powinien podjąć się koordynowania problemu ratowania dzieci z bratniej Ukrainy, która tonie we krwi? Zastanawiam się, dlaczego resort rodziny, resort edukacji nie próbuje tego rozeznać? Ma przecież większe możliwości, może kontaktować się ze swoimi odpowiednikami, resortami na Ukrainie i próbować identyfikować te problemy - mówił gość TOK FM. 

Ekspert z Polskiej Akademii Nauk podkreślił, że obecnie mamy do czynienia "z pospolitym ruszeniem - tam, gdzie coś się zapali, próbujmy gasić". - Placówki i ludzie mają swoje kontakty, ale to jest kropla w morzu. Tu trzeba podjeść systemowo i oczekiwałbym reakcji państwa polskiego na ten problem. Systemowej reakcji - podsumował prof. Marek Konopczyński.

Od środy 2 marca przy darmowym Dziecięcym Telefonie Zaufania Rzecznika Praw Dziecka 800 12 12 12 dyżurować będzie psycholog biegle posługujący się językiem ukraińskim - poinformowało we wtorek biuro RPD.

DOSTĘP PREMIUM