"Zwłoki leżą na ulicach. Bliscy nie mogą ich zabrać, bo trwa strzelanina". Ukraińska dziennikarka o dramacie Charkowa

Charków to jedno z miast, w których sytuacja jest najtrudniejsza. Zmasowany rosyjski ostrzał to codzienność w tym drugim - po Kijowie - największym mieście Ukrainy. - Tam zamiast Charkowa jest ruina - mówiła w TOK FM ukraińska dziennikarka Maria Herheliuk.
Zobacz wideo

Ukraina stawia opór już siódmą dobę. Rosjanie do tej pory nie przejęli kontroli nad żadnym dużym miastem. Jednym z głównych celów ich zmasowanych ataków jest Charków.

- Tam zamiast Charkowa jest ruina. Plac Swobody (wolności), jeden z największych placów w Europie fatalnie (został) zniszczony przez armię rosyjską - mówiła w TOK FM ukraińska dziennikarka Maria Herheliuk. Plac został ostrzelany m.in. we wtorek. Prezydent Ukrainy stwierdził, że ataki na Charków "to terroryzm popełniony przez Rosję".

- Zrzucają serią rakiety na budynki, gdzie mieszkają ludzie. Wczoraj była strzelanina na ulicach. Mam tam sporo znajomych, którzy zostali i wiem, co się naprawdę tam dzieje. Zwłoki ludzi leżą na ulicach. Bliscy nie mogą ich zabrać, bo trwa strzelanina. Już to są dziesiątki ludzi, którzy wyszli do apteki albo do sklepu - opowiadała w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Według danych przekazanych dziś (2 marca) w ciągu ostatniej doby w Charkowie w wyniku działań rosyjskich zginęło 21 osób.

Także dziś Charków od rana jest celem zmasowanego ostrzału. Rosyjskie rakiety spadły m.in. na siedzibę policji. W nocy Rosjanie próbowali zdobyć szpital wojskowy. Szturm został odparty. Jak poinformował dowódca policji obwodu charkowskiego Wołodymyr Tymoszko, "nie ma strat wśród ukraińskich żołnierzy - na razie sytuacja wokół szpitala jest pod kontrolą".

"Moja nienawiść bardzo się umocniła"

Mimo trwającej siódmy dzień wojny ludzie próbują żyć normalnie. - Mam koleżankę, oni ze znajomymi pojechali do zachodniej części Ukrainy. Wczoraj wzięli ślub w cerkwi. I to jest bardzo i tragicznie, i romantycznie, bo już się pożegnali. Ona pojechała za granicę, a on poszedł walczyć za naszą wolność. Takie teraz jest życie - mówiła Maria Herheliuk.

Jak stwierdziła dziennikarka, bardzo szybko wśród Ukraińców radykalizuje się podejście do Rosjan. - Sama czuję, że moja - nie będę się bać tego słowa - nienawiść do tych osób, bardzo się umocniła. Armia, która jest tutaj, posuwa się do takich cynicznych ataków... biją po (uderzają w - red.) żłobkach, szpitalach, gdzie chowają się ludzie. Oczywiście to jest zrobione po to, żeby Ukraina szybkiej kapitulowała, żeby mieszkańcy poprosili władzę: Dawajcie pokój. Za wszelką cenę - tłumaczyła, podkreślając, że działania Rosji doprowadziły do przeciwnych następstw, ludzie nie chcą pokoju "za wszelką cenę".

Herheliuk mówiła, że Ukraińcom bardzo potrzebne są m.in. ciężarówki, bo wiele samochodów zniszczyli Rosjanie. - A trzeba przewozić najważniejsze rzeczy dla wojny. Bardzo brakuje też leków i rąk do pracy - powiedziała. Wyjaśniła, że brakuje przede wszystkim medyków, którzy np. mogą pracować w szpitalach.

DOSTĘP PREMIUM