"Widziałam spalone ciała żołnierzy rosyjskich". Kurczab-Redlich o tym, jak Putin doszedł do władzy

By dojść do władzy, Władimir Putin rozpętał wojnę w Czeczenii. Teraz prowadzi wojnę w Ukrainie, która może go tej władzy pozbawić. Krystyna Kurczab-Redlich w TOK FM zwracała uwagę na makabryczne sceny, które łączą obie wojny. - W Czeczenii widziałam spalone ciała żołnierzy rosyjskich, których nikt nie zbierał. Teraz słyszę, że w Ukrainie to się powtarza - mówiła. I podkreśliła, że te obrazy najlepiej pokazują, z kim świat ma obecnie do czynienia.
Zobacz wideo

Władimir Putin, dokonując inwazji na Ukrainę, wywołał największą wojnę w Europie po 1945 roku. Cały świat zastanawia się, do czego zmierza. Padają też pytania,  czy prezydent Rosji nie stracił kontaktu z rzeczywistością. Aby pomóc to zrozumieć Krystyna Kurczab-Redlich – wieloletnia korespondentka w Rosji i autorka książek o Putinie – opowiedziała w TOK FM o jego drodze do władzy.

- Putin w latach 90. był zastępcą mera Sankt Petersburga Anatolija Sobczaka. Tuż przed końcem okresu sprawowania władzy Sobczak został oskarżony o malwersacje finansowe. Wtedy Putin zorganizował mu ucieczkę, dosłownie porwanie z budynku prokuratury do Paryża. Sobczak udawał atak serca, potem został szybko przewieziony do kliniki, a stamtąd na lotnisko i do Paryża, gdzie zamieszkał na parę lat - przypomniała.

Jak dodała, te "umiejętności" Putina pomogły mu dojść do władzy na szczeblu centralnym. W tym czasie bowiem dzieciom prezydenta Rosji - Borysa Jelcyna - groziła odpowiedzialność karna za "nieprawdopodobne przekręty". - Chodziło m.in. o przywłaszczenie sobie ostatniej transzy pieniędzy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którą dostała Rosja. Wtedy na Kremlu stwierdzono, że taki człowiek jak Putin będzie oddany władzy, swoim patronom, więc okaże się im przydatny. Ściągnięto go więc na Kreml – opowiadała dziennikarka.

Putin przejmuje władzę za sprawą aktów terroru

Borys Jelcyn zrezygnował ze stanowiska prezydenta w sylwestra - 31 grudnia 1999. Ogłosił to w specjalnym orędziu, przedstawiając jako swojego następcę Władimira Putina. - To stało się w grudniu, a wcześniej – we wrześniu – nagle zaczęły wylatywać w powietrze budynki w Moskwie. To były potworne akty terrorystyczne, w których zginęło ok. 600 osób w ciągu jednej nocy. Początkowo organizację tych zamachów przypisano Czeczenom, ale potem stwierdzono jednoznacznie w śledztwach - rosyjskim i amerykańskim, że za te akty terroru odpowiadają rosyjskie służby bezpieczeństwa, na czele których stał... Władimir Putin – podkreśliła.

Po zamachach Rosjanie rozpoczęli tzw. drugą wojnę czeczeńską. W lutym 2020 roku zajęli ostatnie miasto, które kontrolowali czeczeńscy separatyści. Wygrana w Czeczenii była filarem kampanii wyborczej Władimira Putina, która skończyła się jego wygraną w wyborach prezydenckich w marcu 2020 roku.

Podobieństwa wojen w Czeczenii i w Ukrainie

Gościni TOK FM była na wojnie w Czeczenii jako dziennikarka i wciąż ma zdjęcia ze zbombardowanego przez Rosjan Groznego. - Gdy teraz je pokazuję, wszyscy myślą, że to są zdjęcia ze świeżo zbombardowanego Charkowa. Bo to jest jak jeden do jednego – stwierdziła.

Wskazała też na inne podobieństwa obu wojen. Ta w Czeczenii była nazwana "operacją antyterrorystyczną", a ta w Ukrainie "operacją antynazifikacyjną". - Druga rzecz: Putin wysyłał do Czeczenii żołnierzy, którzy nie wiedzieli, dokąd jadą - teraz jest tak samo. W obu wojnach zatajano też prawdziwe liczby zabitych rosyjskich żołnierzy - wyliczała.

Zwróciła również uwagę na makabryczne sceny, które łączą obie wojny. - W Czeczenii widziałam spalone ciała żołnierzy rosyjskich, których nikt nie zbierał, a w dodatku niektóre były poobgryzane przez psy. Teraz słyszę, że w Ukrainie to się powtarza. Dlatego że oficerowie rosyjscy zabraniają zabierać te ciała – mówiła, tłumacząc, że te obrazy najlepiej pokazują, z kim świat ma obecnie do czynienia.

Dziennikarka na koniec rozmowy z Piotrem Maślakiem stwierdziła, że różnica pomiędzy obiema wojnami jest właściwie tylko jedna. - O tej prowadzonej przez Putina w Czeczenii świat milczał. A teraz świat to widzi i nie milczy – podsumowała Krystyna Kurczab-Redlich.

DOSTĘP PREMIUM